.RECENZJE · Wyd. Jaguar

„Pełnik” Anna Lewicka

fot. Michalina Foremska

Autor: Anna Lewicka
Tytuł: Pełnik
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 352

W labiryncie jaskiń i gęstwinie lasów kryje się groza. Emilia powraca w rodzinne strony, gdzie dziedziczy nie tylko dom. Spadek obciążony jest klątwą, z której zaciskających się coraz mocniej więzów zdaje się nie być ucieczki.
Warszawska prawniczka porzuca wielkomiejską karierę na rzecz leżącej w leśnych ostępach Kotliny Kłodzkiej miejscowości, w której się wychowała. Odziedziczony po zmarłej ciotce dom ma się okazać wyzwoleniem – to klucz do życiowych zmian. Dziewczyna planuje odnowić dworek i otworzyć w nim ośrodek wypoczynkowy. Nie zna jednak sekretów, jakie kryje z pozoru sielski Pełnik. Spadek ciotki Edny okaże się czymś o wiele więcej, niż tylko podupadającą posiadłością, w której Emilia planuje generalny remont…
Czy uda jej się oszukać przeznaczenie? W świecie pełnym napięcia i dziwnych wydarzeń pojawią się dwaj mężczyźni, wywołujący całkowicie sprzeczne, choć równie silne uczucia. Czy mrok ogarnie ten świat? Co wspólnego z przeklętym dziedzictwem ma tajne stowarzyszenie Omnia Paribus? Czy miejscowe legendy kryją w sobie ziarno prawdy? Czy zło zwycięży?


Nie jestem miłośniczką powieści grozy, czy innych horrorów. Raczej trzymam się od takich historii na uboczu, by móc spokojnie spać, nie obawiając się koszmaru ani innej mary, ale gdy zobaczyłam okładkę Pełnika i przeczytałam opis, stwierdziłam, że raz kozie śmierć i zaryzykuję. Na szali była nieprzespana noc albo dwie. Albo z powodu koszmarów, albo wciągającej fabuły. Jak myślicie? Która opcja doszła do skutku?

Nie powiem, żeby porwała mnie ta książka od samego początku, bo tak nie było. Raczej po przeczytaniu pierwszych rozdziałów miałam mieszane uczucia i moje oczy urosły do wielkości pięciozłotówek, bo ani nie czułam tego oczekiwanego dreszczyku grozy, ani zainteresowania. Ot, przewracałam kolejne kartki, odliczając, co jakiś czas, ile stron pozostało mi do końca kolejnego z nich. I tą metodą sukcesywnie posuwałam się do przodu i im więcej stron było za mną, a ich ilość malała do końca, tym robiło się coraz ciekawiej, napięcie powolutku rosło i dezorientacja bohaterki również, w powietrzu czuć było niebezpieczeństwo i magię. Czarną magię. Która ukrywała się w cieniu i mroku – co raczej nie jest niczym dziwnym.

Gdy do głosu doszła właśnie ta część z pogranicza realizmu magicznego i fantastyki zrobiło się tak ciekawie, że nie byłam w stanie oderwać się od książki! Ach, jak ja czekałam na to, czy moje przypuszczenia okażą się trafne! Okazały się, jednak to nieważne. Bo zakończenie szalenie mi się podobało, choć to żaden cukierkowy romans nie był. Miało to moc, taką swojską, a ten folklor temu towarzyszący! No perełka.
Podobał mi się w Pełniku także akcent miłosny, który właściwie jest dość istotny w całej tej historii, pomimo iż nie jest dominujący. I ten klimat małego miasteczka, którego nie imają się współczesne „problemy”, które tkwi zawieszone gdzieś na granicy czasu. Można dać się oczarować.

A bohaterowie? Przeróżni, choć z pewnością, każdy z nich wyszedł Annie Lewickiej najnaturalniej, jak się dało. Ludzie z wadami i zaletami. Jedni okropni z natury, inni niewinni jak baranki, jeszcze inni tajemniczy niczym las nocą. Jednym słowem, a raczej czterema: nie można się nudzić.
Szczególnie z taką główną bohaterką. Irytowała mnie niemiłosiernie częściej niż jakakolwiek inna postać w tej książce, a mimo to nie wyobrażam sobie, by mogła być inna. Zupełnie jak skrojona na miarę tej historii. Głupio uparta, przez co ładowała się w różne dziwne sytuacje, no ale to cała Emilia i nic tego nie zmieni.


Pióro Anny Lewickiej jest ciekawe. Może nie lekkie i przyjemne, a przynajmniej nie od początku do końca, ale z pewnością mające w sobie coś takiego, że odkrywa się kolejne słowa wydrukowane na kolejnych stronicach ze zwykłej ciekawości. Nie można mu także odmówić barwności w kreśleniu opisów miejsc i postaci wyjętych z lokalnego folkloru. Tutaj wyobraźnia miała na czym bazować i robiła to nie dość, że intensywnie, to też skutecznie.

Czy więc Pełnik wart jest kilkugodzinnej lektury? Owszem. Zdecydowanie. Jeśli, tak jak ja, przejdziecie przez te pierwsze rozdziały, to potem popłyniecie z nurtem snutej przez autorkę opowieści, a na sam koniec zostaniecie porwani silnym prądem, który trochę Wami wstrząśnie, ale nie na tyle byście bali się zgasić światło i zasnąć w objęciach Morfeusza z uśmiechem na twarzy, bo przeczytaliście dobrą książkę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s