.RECENZJE · Wyd. Kobiece

„Łzy Tess” Pepper Winters

40056684_1090875084420879_3084775211409604608_n

Autor: Pepper Winters
Tytuł: Łzy Tess
Tytuł oryginału: Tears od Tess
Cykl: Potwory z ciemności #1
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 496

Dwudziestoletnia Tess Snow prowadzi spokojne życie. Jest o krok od rozpoczęcia kariery na rynku nieruchomości, a jej chłopak to idealna mieszanka czułości i odpowiedzialności. Aby świętować ich drugą rocznicę, Brax robi jej niespodziankę i zabiera na wycieczkę do Meksyku.
Romantyczne plaże, gorący seks i świetna zabawa — tego spodziewa się Tess. Dziewczyna nie wie, że zostanie uprowadzona, odurzona narkotykami i sprzedana. Siłą wepchnięto ją w mroczny świat prostytucji i zdegradowano do roli zabawki. Jej nowy pan, tajemniczy Q, nie lubi się dzielić.
Czy Brax odnajdzie i uratuje Tess, zanim jej nowy właściciel całkowicie ją zniszczy? Czy dziewczyna odnajdzie w sobie siłę, aby walczyć o swoje bezpieczeństwo i wolność?

Mówi się, że zła passa nie może trwać wiecznie, zmodyfikowałabym to w ten sposób, że to dobra passa nie może trwać wiecznie. Łzy Tess intrygowały mnie okładką i oczywiście opisem zapowiadając powieść w tylu BDSM, wszak dark erotic to nie przytulaski i lukrowane sceny miłosnych uniesień… Zatem moje nastawienie do tego tytułu było jak najbardziej pozytywne, w sercu płonęło nadzieja na kolejną (co najmniej) dobrą lekturę i kontynuowanie serii książek, które czyta się z przyjemnością. Traf chciał, a raczej niefart, że wszystko legło w gruzach niczym budynek przeznaczony do wyburzenia, w dodatku przy pomocy materiałów wybuchowych. Puf! I nie ma nic.

Po przeczytaniu pierwszej strony wiedziałam, że czeka mnie wyzwanie pt. „dotarcie do ostatniej strony” i dokładnie tak było. Co rusz przekartkowywałam strony, by mieć ogląd na to, za ile skończy się kolejny rozdział, po czym wracałam do jego początku i z nadzieją, na szybkie przebrniecie, parłam do przodu. Byleby tylko poznać zakończenie, które w ogóle mnie nie interesowało. Chciałam mieć to [książkę] po prostu za sobą i zapomnieć o niej tak szybko, jak to możliwe. I dzięki tej szalonej determinacji, po 6 godzinach te 496 stron stało się niemal odległym wspomnieniem, ba!, koszmarem, o którym zapomina się w chwili, gdy z krzykiem zrywa się z łóżka.

Pierwsza rzecz, która mnie „bije” od książki (paradoksalnie) to brak jakichkolwiek emocji. Nic. Totalny null. Wszystko wyłożone na tacy w opisach i nic ponadto. Pustka ziejąca z każdej strony. Opisy, które w wielu powieściach nadają głównemu wątkowi głębi, ale przede wszystkim ubarwiają tło, tutaj leżą kompletnie. To znaczy, autorka oczywiście coś tam pisała, no ale co to było? Dobre pytanie, na które potrzeba większej analizy, na którą nie miałabym siły – nie przy tej „powieści”.

Ale okey. Na brak emocji można przymknąć oko, wszak nie każdy wszystko może poczuć w każdej czytanej powieści. Niemniej to, co serwuje Pepper Winters w swoim dziele przekracza moje wyobrażenia o erotyce, nawet tej wyuzdanej. Każdy lubi, co lubi, i nie mnie to oceniać, ale TO?! W teorii powinnam zbierać szczękę z podłogi, w praktyce… zbierało mi się na wymioty. Gwałty, poniżanie i bicie, a w zasadzie katowanie, bo inaczej tego nazwać nie można, by osiągnąć satysfakcję seksualną. Miałam ochotę krzyczeć WTF?!, ale na łopatki, tak całkowicie, rozłożyła mnie główna bohaterka, która, kolokwialnie rzecz ujmując, miała kisiel w majtkach, każdorazowo, kiedy była podduszana, bita…. ba!, samo wyzywanie jej i poniewieranie powodowało, że po nogach ciekło jej niczym z kranu z uszkodzoną uszczelką… Absurdalne!

Przyznam, bez ogródek, że z tak popapranymi bohaterami nie miałam okazji… się spotkać. Chciałam napisać „obcować”, ale brzmiałoby to, co najmniej dwuznacznie, a przy tej pozycji (haha!), słowa mają znaczenie… Tak spaczone umysły nie powinny mieć racji bytu w powieściach, nawet jeśli to dark erotic. Przynajmniej nie w moim wyobrażeniu tego gatunku.

Wracając jednak jeszcze do treści… dialogi są tak ubogie i w wielu miejscach tak absurdalne, że można złapać się za głowę i trwać w tym szoku przez długie godziny, o ile ma się na to czas.
A TE sceny? No cóż. Pozostawię to bez komentarza…

Łzy Tess okazały się ogromnie ogromnym niewypałem. Tempo akcji wołające o pomstę do nieba, tak jak sceny, w trakcie czytania, których winno iskrzyć aż miło, a jedyne, co czułam to niesmak pomieszany z furią, że coś takiego może powstać w czyimkolwiek umyśle. Peppers Winters trafia na listę autorek, które będę omijała szerokim łukiem, by moja psychika nie ucierpiała bardziej niż to konieczne.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Kobiece.

a_michalina

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s