.WYWIAD

Wywiad: Karolina Hejmanowska

Jesteśmy tuż po premierze „Miłości w rytmie punk rocka, chciałabym pogratulować świetnej książki. Po lekturze tej powieści nie mogłam dojść do siebie, zarówno ze względu na opisaną w niej historię, jak również fakt, że to dopiero początek Pani kariery (debiutowała Pani w 2020 roku), widać jednak, że drzemie w Pani duży potencjał.

Dziękuję bardzo. Satysfakcja czytelnika jest dla pisarza największą nagrodą i z pewnością dodaje skrzydeł do dalszej pracy. 🙂

Jak zaczęła się Pani przygoda z pisaniem? Czy bliscy wspierali Panią w tym „pomyśle na siebie”?

Jeszcze jako mała dziewczynka zaczęłam pisać pamiętnik; był to rok 2003, miałam zaledwie jedenaście lat. Swoje zapiski prowadziłam dosyć długo – ostatni wpis powstał w 2016 roku. Następnie pojawił się blog muzyczny. Zamieszczałam tam nowinki ze świata muzyki oraz recenzje albumów muzycznych, które lubię, jednak po jakimś czasie przestało mi to wystarczać. Problem w tym, że nie miałam pojęcia, co powinnam z tym dalej zrobić. W 2018 roku spotkałam się z koleżanką, która postanowiła podzielić się informacją o wydaniu książki. Na rynku pojawił się jej kryminał; byłam bardzo zaskoczona, bo nie miałam pojęcia, że postanowiła coś napisać. Od tamtego czasu nie dawała mi spokoju; twierdziła, że ja także powinnam napisać książkę. Przyznam szczerze, że te słowa bardzo mnie bawiły. Ja i pisanie książek? Fakt, pochłaniam książki nałogowo, jedna po drugiej, ale czytanie książek, a jej napisanie to zupełnie coś innego. Nie wierzyłam w siebie, uparcie twierdziłam, że nie dam rady, że recenzowanie albumów muzycznych to jedno, ale napisanie książki? Jednak koleżanka nie dawała mi spokoju. Odpowiadałam jej, że ja nie potrafię, nawet nie wiem, jak powinnam zacząć. „Ja zaczęłam od parującej kawy w kubku” – taka była jej odpowiedź [śmiech]. Za każdym razem, gdy dochodziło do naszego spotkania, pytała mnie, co zrobiłam w tej sprawie, jak mi idą postępy. Z jednej strony bawiło, z drugiej irytowało mnie jej zachowanie. Nastał listopad. Pamiętam to, jak dziś. Postanowiłam jednak zabrać się za tę książkę, a przynajmniej spróbować. I tak rozpoczęła się moja praca nad debiutem [„Adres w sercu”], który ukończyłam w maju 2019 roku. Dodam, że na brak natchnienia nie mogłam narzekać. Miałam sto pomysłów na minutę.

Jeśli chodzi o odpowiedź na drugie pytanie – tylko dwie osoby wiedziały, że piszę książkę. Reszta dowiedziała się w momencie, gdy już ją ukończyłam. Była to dla nich wielka niespodzianka. Zresztą dla mnie także, mając na względzie fakt, że w ogóle nie marzyłam o napisaniu książki.

Debiutowała Pani w 2020 roku, czy emocje sprzed 2 latach mogłaby Pani porównać do tych z dnia premiery „Miłości w rytmie punk rocka”, czy może były one w tym dniu zupełnie inne?

W dniu premiery [11 maja] zamieściłam w mediach społecznościowych taki wpis:
Tak, to właśnie dziś „Miłość w rytmie punk rocka” dołączyła do innych pozycji na księgarskich półkach!

W marcu 2020 roku, gdy postawiłam ostatnią kropkę w tej historii, nawet nie przypuszczałam, że uda mi się ją wydać!
Zresztą chyba wciąż nie dowierzam, że to się dzieje!
Podobne odczucia towarzyszyły mi poprzednim razem, w przypadku ukazania się mojego debiutu, czyli „Adresu w sercu”.
Nie dowierzałam. I dziś również nie dowierzam, a przecież – mając na względzie moje poprzednie doświadczenia – nie powinnam odczuwać czegoś takiego. Niedowierzanie przeplata się z radością!
Z powyższego fragmentu wynika, że emocje były dokładnie takie same, jak dwa lata temu. 😊

Bardzo szczegółowo opisuje Pani lata 90. XX wieku, czy czerpała Pani z własnego doświadczenia? A może pomocą służyli starsi członkowie rodziny i znajomi?

Oczywiście trafiłam na świetnych ludzi, którzy postanowili przytoczyć mi kilka historyjek z okresu, w którym, choć byłam już na świecie, jednak niewiele z tego świata pamiętam, ponieważ urodziłam się w 1992 roku. Jednak większość mojej wiedzy pochodzi z książek. Czytanie książek jest moją pasją, a okres PRL-u oraz ostatnia dekada XX wieku jest czymś, co funkcjonuje w moim kręgu zainteresowań. W tym miejscu pokuszę się o przytoczenie ciekawej pozycji – książki, która przedstawia lata 90. w pigułce: polityka, szkolnictwo, muzyka, seriale… Ach, nawet znalazło się miejsce dla absurdalnych pism urzędowych! [śmiech]” W Łodzi zorganizowano konkurs na największy nonsens. Konkurencja była duża. Typowano np. uchwałę tamtejszej Rady Miejskiej w sprawie opłat za przewozy promowe, choć w Łodzi żaden prom nie kursował, postawienie słupa na środku jezdni czy parking z zakazem parkowania”. Bardzo zapadła mi w pamięć – „Jak budowaliśmy kapitalizm. Pierwsze dziesięciolecie”.

Aleks potrafił uprzykrzyć Julii życie w szkole. Czy wiedza na temat przemocy psychicznej w szkole to efekt Pani zainteresowań psychologią? Czy może „inspiracją” były Pani osobiste doświadczenia z czasów szkolnych?

Szczerze mówiąc pomysł, by w mojej nowej powieści pojawił się wątek przemocy psychicznej w szkole, narodził się… ot tak. To było spontaniczne. Pewnego dnia ten pomysł po prostu wpadł mi do głowy. Nie było żadnych rozmyślań, inspiracji. Aczkolwiek w czasach szkolnych faktycznie byłam jedną z najmniej lubianych osób w klasie. Dlaczego? Byłam inna niż większość. Miałam zupełnie inne zainteresowania od moich koleżanek z klasy, ponadto byłam nieśmiałą, wrażliwą i spokojną dziewczyną, a co za tym idzie – byłam idealną kandydatką na ofiarę. Nie umiałam się bronić. Co prawda nie miałam takich problemów, jak Julia, która musiała naprawdę wiele wycierpieć, ale doskonale wiem, co to znaczy być nieakceptowaną. Ponadto byłam świadkiem, jak w szkole podstawowej oraz w gimnazjum grupka chłopców pastwiła się psychicznie, oraz fizycznie nad innymi chłopcami.

Główny bohater nie miał lekko w życiu, już od czasów dzieciństwa doświadczał wiele zła. Skąd wziął się pomysł, by był tak mocno naznaczony przez życie?

Zależało mi na tym, by główni bohaterowie „Miłości w rytmie punk rocka” różnili się tak bardzo, jak to tylko możliwe. Ponadto zależało mi na tym, by mojej historii przez cały czas towarzyszyły emocje, by cały czas coś się działo. Tworząc tę powieść, bardzo przeżywałam to, co działo się z głównym bohaterem. Momentami wręcz byłam zła na siebie za to, że zgotowałam mu taki los [śmiech].

W powieści „Miłość w rytmie punk rocka” opisuje Pani subkulturę punkrockową, czy jest ona bliska Pani sercu?

Tak, oczywiście. W tym momencie przytoczę słowa jednej z bohaterek powieści: „Punk to nie jest jakaś tam muzyczka. To cała ideologia”. Wielką wagę przykładam do tekstów. Lubię punk rocka, ponieważ teksty traktują o życiu, są do bólu bolesne i szczerze, ale przecież takie jest nasze życie, nasza codzienność. Przecież życie nie jest usłane różami, a punk obnaża tę brzydotę, wylicza zakłamanie (teksty traktujące o politykach), potępia rasizm, homofobię i przemoc.

Gdy sprawdziłam, ile „Miłość w rytmie punk rocka” ma stron byłam trochę przerażona tym, że ma prawie dziewięćset stron. Zastanawiała się Pani, czy taki „grubasek”, nie przerazi potencjalnych czytelników, czy nie byłoby lepiej podzielić tę historię na dwa osobne tomy albo na przykład nieco z niej wykroić?

Osobiście nie przeraża mnie żadna objętość, bo jeśli opis, który widnieje na tylnej okładce książki, mnie zachęci, to naprawdę nie ma dla mnie znaczenia, ile dana książka ma stron. Mało tego – nie lubię, gdy jedna historia jest podzielona na dwie części. Jednak tutaj nie chodzi o mnie, a o czytelnika i ja doskonale rozumiem, że niektórych taka ilość może przerazić, dlatego też byłam zdecydowana na to, by książkę podzielić na dwa tomy. Pani doskonale wie, że książka składa się z dwóch części, i taki też był mój zamysł, jeśli chodzi o podział. A jednak, mimo tego, książka ukazała się w całości. Dlaczego? Niestety względy finansowe. Nie było mnie stać na wydanie dwóch książek.

Podczas czytania „Miłości w rytmie punk rocka” można spisać sporą listę piosenek tak popularnych i znaczących w latach 80. i 90. Czy pośród nich jest Pani faworyt? Jeżeli tak, to która to jest i dlaczego właśnie ta piosenka jest Pani ulubioną.

To prawda, w książce można odnaleźć sporo tytułów, ale i fragmentów piosenek. Nie jestem w stanie wskazać faworyta – każdy z utworów, który został zamieszczony, darzę wielką sympatią, i naprawdę trudno wybrać mi jeden. Mogę jedynie wskazać dwa ulubione zespoły z tego zestawu – mowa tutaj o Dezerterze oraz Wegetacji.

Czy jest szansa na ponowne spotkanie bohaterów z „Miłości w rytmie punk rocka”, czy może ich historia została już opowiedziana i planuje Pani przedstawić czytelnikom kolejnych?

Uważam, że ta historia jest kompletna. Zdradzę, że obecnie pracuję nad kolejną. 😊

Jest mi niezmiernie miło, że mogłam przeczytać Pani powieść. Na pewno na długo pozostanie ona w mojej pamięci. Cieszę się również, że Papierowy Bluszcz objął patronatem tę książkę i to mi przypadł zaszczyt napisania recenzji. Życzę dalszych sukcesów.

Ja również dziękuję za współpracę. Jestem bardzo zadowolona. 😊

Jedna myśl na temat “Wywiad: Karolina Hejmanowska

  1. Trzymam mocno kciuki w pisaniu kolejnych ksiazek. Jestem w trakcie czytania Milosci w rytmie punk rocka i przezywam ta sama przyjemność z przeczytanej kazdej strony, tak jak w przypadku Adresu w sercu. Polecam nie tylko Punkowcom 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s