.RECENZJE · Wyd. Muza SA

„Krew i popiół” Jennifer L. Armentrout

fot. Michalina Foremska

Autor: Jennifer L. Armentrout
Tytuł: Krew i popiół
Tytuł oryginału: From Blood and Ash
Cykl: Krew i popiół #1
Wydawnictwo: You&YA
Liczba stron: 512

Porzucone przez bogów i budzące strach w śmiertelnikach, upadłe królestwo znowu powstaje, by przemocą i zemstą odebrać to, co uznaje za swoją własność. A kiedy cień przeklętych zbliża się coraz bardziej, zaciera się granica między tym, co zakazane, a tym, co słuszne. Poppy może nie tylko zostać uznana za niegodną przez bogów, ale również stracić serce, a nawet życie, kiedy przesiąknięte krwią więzy spajające jej świat zaczną się strzępić.

Niektórym z Was pewnie ciężko będzie uwierzyć, że Krew i popiół to moje pierwsze spotkanie z autorką. Długo, rzekłabym, że bardzo długo wzbraniałam się przed książkami sygnowanymi jej nazwiskiem. A ów ostrożność spowodowana była doświadczeniami z przeszłości, z których wynikało, że to, co podoba się większości, mnie nie podoba się wcale. Jednak ta okładka i ten opis sprawiły, że nie mogłam dłużej udawać, że Jennifer L. Armentorout nie istnieje. Po lekturze tej książki wiem, że skoczyłam w przepaść, ale skok ten był wart każdej ceny. Chyba nie będzie nadużyciem, jeśli już teraz napiszę, że to z całą pewnością jedna z najlepszych książek w tym roku (a mamy dopiero jego początek!).

Ostatnio rzadko wpadały mi w ręce powieści, które byłyby w stanie porwać mnie od pierwszej strony. W przypadku pierwszego tomu (kilkutomowej serii – och, jak ja się cieszę) serii Krew i popiół… No cóż, przepadałam tak szybko jak jeszcze nigdy wcześniej. Ja po prostu pochłonęłam tę książkę, rzucając wszystko, zarywając noc i godząc się na ogromne wory pod oczami. Co prawda przyrzekałam sobie, co jakiś czas zerkając na zegarek i minięte strony, że to już ostatni rozdział, że jeszcze tylko ta strona i przytulę się do poduszki, ale… Z tymi ostatnimi rozdziałami już tak jest, że ostatnim jest ten, który kończy książkę. I wiecie co? Nie żałuję tego, że dzień spędziłam, snując się jak zombie, próbując przez kolejne godziny złapać kontakt ze wszechświatem, bo w mojej głowie siedziała historia z Krwi i popiołu.

Jestem pod wrażeniem tego, co Jennifer L. Armentrout stworzyła. Tym, jak ożywiła słowa, które zdawały się pulsować swoją własną energią, które ożywiały wszystko to, co zostało skreślone i zachwycały tak sam intensywnością wrażeń wzrokowych. Tak, tak, ta historia działa się w głowie i przypominała kinowy seans. To ciekawe, jak niektórzy autorzy potrafią słowem pisanym tworzyć barwne obrazy, które zapierają dech i to nie tylko opisami bujnych krajobrazów, ale całością, która, niezależnie od rodzaju sceny, zachwyca detalami.

Ogromnie podobało mi się połączenie fantastyki z odrobiną polityki i sporo dawką romansu. Właściwie ten wątek romansowy był tym, co zachwycało mnie najbardziej. To, jak autorka grała emocjami, jak prowadziła całą to gierkę z podchodami, gdzie wahałam się, czy to tylko flirt i zabawa uczuciami głównej bohaterki, czy też obraz rodzącego się uczucia między dwojgiem ludzi. Do samego końca spało mnie to emocjonalnie. Ale z drugiej strony było taką petardą, która robi ten efekt „wow”.
I tegoż wątku dotyczą sceny erotyczne z nimi związane. Wiecie co? Dawno już nie czytałam tak przesyconych erotyzmem momentów między dwojgiem bohaterów, które nie byłyby opisane szczegółowe i wprost. Jennifer L. Armentrout genialnie kluczyła dookoła, rzucała skąpe opisy, a jednocześnie tak działające na wyobraźnię, że całe ciało pokrywała gęsia skórka! Coś fenomenalnego!


No i bohaterowie. We Krwi i popiele znajdziecie pokaźną feerię postaci. Nie łudźcie się jednak, że którekolwiek z nich będą jednoznacznie dobre, czy złe. Autorce udało się, pomimo iż to fantasy, stworzyć bohaterów, którzy są prawdziwi do cna. Zupełnie jakby byli osobami z krwi i kości, a nie tuszu i papieru. Szalenie podobało mi się, że każdy z nich miał wady i zalety. Oczywiście niektórzy z nich zasługiwali na miano czarnych charakterów, szczególnie dwóch takich wysoko urodzonych typków, którzy zasługiwali na najgorsze, co tylko można sobie wyobrazić i zdaje się, nie tylko ja tak uważałam. 🙂
I cała ta plejada charakterów i aparycji tworzy szalenie zróżnicowany obraz, który zachwyca tą mnogością kolorów i półcieni, które przemykają między nimi.

We Krwi i popiele równie ważne i cudowne jednocześnie jest to, jak autorka lawirowała między wątkami, jak budowała napięcie, które było nie do wytrzymania pod sam koniec, gdy oczekiwałam spektakularnego końca i je dostałam a w gratisie szok, który opadnie, dopiero gdy w moje ręce trafi drugi tom serii (i każdy kolejny), który zaspokoi moją ciekawość.

To gubienie się w zamkowych korytarzach, spiski, tajemnice i miłość, która znalazła swoje miejsce pośród grubych murów i trudów emocji, jakich doświadczali bohaterowie, czyni tę historię ciekawą, a wyjątkowości dodaje jej talent pisarski Jennifer L. Armentrout, która uczyniła z niej spektakularne widowisko, które winno doczekać się ekranizacji! Gorąco polecam Wam ten tytuł!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s