.RECENZJE · Wyd. Muza SA

„Na tropie niewyjaśnionych katastrof lotniczych” Christine Negroni

fot. Kamila Bucka

Autor: Christine Negroni
Tytuł: Na tropie niewyjaśnionych katastrof lotniczych
Tytuł oryginału: The crash detectives: Investigating the world’s most mysterious air disasters
Wydawca: Muza
Liczba stron: 310

„Na tropie niewyjaśnionych katastrof lotniczych” to książka, do której podeszłam z ciekawością badacza, jaki mi pozostał po poprzedniej lekturze, która dotyczyła morderstw. Sądziłam, że tutaj również znajdę szczegółowe analizy każdej katastrofy, że każda będzie rozbierana na czynniki pierwsze. Ale nie, nie taki był plan autorki. Christine Negroni postanowiła napisać powieść-reportaż, jak na dziennikarkę przystało. I wyszło jej to bardzo dobrze.

„Opinia publiczna nie znosi tajemnic. Ludzie zawsze wyczują spisek. Nigdy nie uwierzą w przypadek, czy nawet przewidywalną tragedię”. Jakie to prawdziwe. Zawsze węszymy, mówiąc młodzieżowym językiem, rozkminiamy, jak do tego doszło. Ilu ludzi tyle teorii, zazwyczaj spiskowych, no bo jakżeby inaczej. W praktyce okazuje się, że większość wypadków lotniczych to jednak jest ten nieszczęśliwy przypadek. Niestety zdarza się też, że przyczyną jest jednak brawura lub dosadniej mówiąc głupota ludzka. A czasami też rutyna.

Autorka przedstawia jak na zachowanie pilotów i personelu wpływa, poza warunkami atmosferycznymi, komunikacja między poszczególnymi osobami, przytomność umysłu w ekstremalnych warunkach. Zobrazowała to, sięgając do wydarzeń, które o mały włos nie skończyły się tragicznie oraz takich, które niestety zakończyły się katastrofami. Bardzo dużo przykładów opisywanych w książce opiera się na hipoksji. To bardzo ważne słowo, oznacza „niezdolność do dostarczenia do płuc tlenu w ilości wystarczającej, by utrzymać spójność myślenia”, a co za tym idzie do racjonalnej oceny sytuacji. Piloci zachowują się jak szaleńcy, nie pamiętają, co robili, mogą też stracić przytomność. Ktoś może zapytać, ale dlaczego tak się dzieje? Przecież jak coś zaczyna się dziać, to z sufitu wypadają maski. Owszem, wypadają, ale… jak się okazuje, niektórzy piloci są na tyle odważni, że wydaje im się, że poradzą sobie bez nich. Żeby założyć maskę, trzeba zdjąć wszystko z głowy, potem nałożyć, strata czasu….a może strata życia? Niestety w wielu przypadkach jednak strata życia. Przykre, ale prawdziwe.

Czasami jednak się udaje wyjść cało i z takiej opresji. Samolot zaczyna spadać, pilot odzyskuje przytomność i ratuje siebie, i pasażerów, ale czasami lata na autopilocie aż skończy się paliwo i… Dopowiedzcie sobie sami albo przeczytajcie książkę.

Czy książka mi się podobała? No tak, chociaż temat jest niezbyt fajny. Dzięki Christine Negroni nie polecę już nigdy samolotem… żartuję, uwielbiam latać. Mam tylko nadzieję, że pilot, z którym będę lecieć, nie okaże się tym odważnym inaczej, a mechanik, który wkręcał śruby, nie da tych za krótkich.

Szczerze polecam, szczególnie dla osób chcących wiedzieć „jak do tego doszło” oraz dla wszystkich tropicieli teorii spiskowych.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s