.RECENZJE · Inne wydawnictwa

„Pod taflą” Louise O’Neill

fot. Michalina Foremska

Autor: Louise O’Neill
Tytuł: Pod taflą
Tytuł oryginału: The Surface Breaks
Wydawnictwo: We need YA
Liczba stron: 336

Głęboko pod taflą zimnego, wzburzonego morza żyje Gaia, syrena, która marzy o świecie bez dworskich zasad i ojcowskich nakazów. Gdy buntuje się po raz pierwszy i wypływa na powierzchnię, spotyka chłopaka, który sprawia, że dziewczyna pragnie dołączyć do jego beztroskiego świata. Ile będzie musiała poświęcić, by spełnić marzenie o wolności i stąpaniu po lądzie? Co się stanie, gdy zabraknie jej odwagi? 

Kilka lat temu nastąpił, niczym fajerwerk w Nowy Rok, boom na historie inspirowane bajkami i baśniami, które uwielbiają dzieci, a w szczególności dziewczynki, bo to one wpatrzone są w królewny, księżniczki i syrenki, marząc, by stać się kiedyś jedną z nich. Moda na retellingi trwa więc nadal i nic nie zwiastuje tego, by kiedykolwiek miała się skończyć. I pomimo iż niektóre z nich w nowych odsłonach są całkiem przyjemna dla oka, to niezaprzeczalnym faktem jest też to, że niektóre z nich powinny ujrzeć światła dziennego.

Takim przypadkiem jest zainspirowana historią o syrenie powieść Louise O’Neill Pod taflą. Kto by się jednak spodziewał, że piękna, wręcz bajkowa, okładka, jakiej nie powstydziłaby się oryginalna Mała syrenka, paradoksalnie jest tak powierzchowna. Wnętrze tej książki bowiem już tak urocze nie jest.

Zacznijmy od tego, że powieść ta przez mniej więcej połowę swojej objętości jest nudna jak flaki z olejem, bezbarwna jak woda w menzurce, a fabuła wlecze się jak żółw. Można się nad tą książką zwyczajnie zaziewać. Później wcale nie jest lepiej, choć oczywiście w końcu coś tam dziać się zaczyna, tylko i to „coś”, to niestety króciutki zryw, by koniec końców kontynuować scenariusz zaserwowany na „dzień dobry”. Gwoździem do trumny tej książki są luki fabularne. Nawet specjalnie się nie przykładając w czasie czytania, sami złapiecie się na tym, że pewne następujące po sobie zdarzenia są nielogiczne, inne rzeczy wyskakują jak przysłowiowy filip z konopi i nie są dalej pociągnięte, by wyjaśnić czytelnikowi, o co chodzi. Może miało być tajemniczo – nie wiem, dla mnie było to irytujące.

Samo pióro autorki również mnie nie urzekło. Było sztywne i takie pozbawione emocji. Przez te kilak godzin poświęconych Pod taflą ani razu nie czułam absolutnie niczego, wydawało mi się, że brnę przez jałową pustynię nicości. Opisy absolutnie nie pobudzały mojej wyobraźni, a przecież w powieściach z tego gatunku winny to czynić. Winnam była poczuć chłód morskiej wody u jego dna, piekące słońce, czy ten charakterystyczny słony zapach powietrza towarzyszący nadmorskim zakątkom.

Bohaterowie wykreowani przez Louise O’Neill wołają o pomstę do nieba, chociaż tutaj może raczej Posejdona albo jakiegokolwiek innego wodnego bóstwa. Autorka podzieliła wszystkich na dwa obozy. Jeden to mężczyźni, w tym trytoni, którzy są źli do ostatniej łuski na ich ogonach. W ich przypadku pisarkę poniosła wyobraźnia i to dużo za daleko. Choć można to usprawiedliwić tym, że Pod taflą miało być manifestem feministycznym, ale… No coś nie zagrało. Męski gatunek został przedstawiony jako najpodlejszy z najpodlejszych, lubujący się w bitkach i pięknych kobietach, które mają być ich ozdobą, którą mogą cieszyć oczy i pysznić się przed innymi przedstawicielami swojej płci. Do tego kobiety, w tym syreny, stanowią często ich trofeum i środek do osiągnięcia celu, a ich uczucia absolutnie nie są dla nich ważne, ochota na seks również.

A przeciwstawić się temu złu miała syrenka imieniem Gaia, która kreowana była przez Louise O’Neill na rezolutną pannę, która potrafi zawalczyć o siebie i swoje przekonania, w tym także uczucia. Jednak czego można spodziewać się po ledwie szesnastoletniej dziewoi z ogonem, która omamiona pożądaniem, w te pędy wywraca swoje życie do góry nogami i sama stawia się w roli, przed którą uciekała? Finalnie okazuje się postacią mocno infantylną i irytującą, bo, co tu dużo pisać, jej zachowania są po prostu głupie. Ale to nie wszystko…
Książka przeznaczona jest dla młodzieży z tak zwanej grupy YA – young adult, a główna bohaterka odkrywa przyjemności w onanizowaniu się i czeka niecierpliwie, aż Oliver umieści swojego penisa między jej nogami. Czyste szaleństwo. Doprawdy każda matka nastolatki marzy o tym, by ta czytała podszyte erotyzmem książki, w dodatku popychające młode dziewczyny do rozpoczynania życia seksualnego w tym wieku i łączenie seksu z przyjemnością, a nie głębszą relacją. Rewelacja! Oczywiście czujecie ten sarkazm, prawda?

Po przeczytaniu Pod taflą nasuwa mi się na myśl takie podsumowanie: Rodzice powinni w pierwszej kolejności przeczytać to, co chcą czytać ich pociechy niezależnie od wieku, a może szczególnie w przypadku nastolatków.

Recenzja napisana dla portalu duzeka.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s