.RECENZJE · Wyd. Muza SA

„Miasto mafii” Kinga Litkowiec

fot. Michalina Foremska

Autor: Kinga Litkowiec
Tytuł: Miasto mafii
Cykl: Miasto mafii #1
Wydawnictwo: Akurat
Liczba stron: 320

Emma Greene postanowiła zapomnieć o dawnych problemach i znaleźć spokój w niewielkim mieście w pobliżu Nowego Jorku. Niestety, władzę nad okolicą przejęła mafia. Część mieszkańców ucieka, inni szykują się na najgorsze, ale Emma reaguje inaczej: nowi „gospodarze” miasta przyciągają jej uwagę. Z wzajemnością; mafijny boss jest gotów uczynić wszystko, żeby zbliżyć się do dziewczyny. Co to dla niej oznacza? Niebezpieczeństwo? A może szansę na coś, czego bezskutecznie szukała przez całe życie?

Mafia. Jedni się jej boją i za nic w świecie nie chcieliby się spotkać z żadnym mafiosem. Inni wręcz przeciwnie. Mam nieodparte wrażenie, że grupą, która chętnie rzucałaby się w ramiona tej organizacji, są kobiety. I to one najczęściej sięgają po takie historie, by móc choć przez chwile poczuć się jak kobieta bossa. Tylko czy to faktycznie takie fajne uczucie?

Miasto mafii to moje pierwsze spotkanie z twórczością Kingi Litowiec. Nie wiem jednak, czy to łut szczęścia, czy pech, że trafiło na jej debiut, tyle że ubrany w nową okładkę i logo innego wydawnictwa, bo po lekturze tej książki mam mieszane uczucia. Z jednej strony uznałabym tę powieść za idealny wybór, gdy nie chcemy zbyt intensywne wykorzystywać szarych komórek, jak przy oglądaniu brazylijskich telenoweli, w których to włączenie losowego odcinka nie skutkowało nigdy brakami w wiedzy o fabule. Tutaj odnoszę wrażenie, czytanie działa na tej samej zasadzie – gdzie by nie zarzucił wzroku i czego nie pominął, wiadomo, co będzie dalej i jak to się skończy. Idealny reset, ale… nie zawsze chodzi o reset.

Czasami ma się ochotę na jakąś pikantniejszą historię, która umili wieczór i będzie miała sensowną fabułę. Jednak im więcej romansów i naciąganych w kategoryzowaniu erotyków mam za sobą, tym mocniej przekonuje się, że polskie czytelniczki (chociaż właściwie nie tylko polskie), odnajdują w tych książkach spełnienie swoich fantazji, które niekoniecznie mogą się ziścić za drzwiami sypialni. No bo bądźmy szczerzy, ilu mężów, czy kochanków to przystojni mafiozi z bajońskim kwotami na kontach, którzy do tego są seksmaszynami? Obawiam się, że to ledwie tysięczna procenta.
Kobietom marzy się dziki seks na kuchennym blacie, egzotycznej wyspie albo zabawy „dziwnymi” gadżetami i wszystko to znajdują na kartach powieści, nie w życiu… I okey, niech będzie. Ale jeśli podniecające dla czytelika/czki jest to, jak męski bohater poniewiera bohaterką, pokazując jej, kto tu rządzi i, że jej zdanie na ten temat ma w głębokim poważaniu, no sorry, ale nie…

Nie znalazłam w tej książce nic, co powodowałoby ciarki na mojej skórze, czułam jednak złość w stosunku do Emmy, która dawała się poniewierać… w imię czego? Bo na pewno nie miłości, chociaż uparcie chciała w to wierzyć. To przypominało syndrom sztokholmski. A im bliżej byłam końca i im więcej zachowań Arthura „widziałam”, tym mocniej to do mnie przemawiało. Bo jeśli on ją kochał, to osobliwie to okazywał przez długi czas… A potem wiadomo, jak to się musiało skończyć. Nie, nie, nie ciążą.

W ogóle kreacje bohaterów do mnie nie przemówiły. Emma i jej psiapsi to niekoniecznie wydarzone panny, u których nie można wymagać zbyt wiele, bo mogłoby to je przerosnąć. Arthur i jego bracia… Tak jakoś nie wypadli specjalnie męsko i pożądliwie. Absolutnie nie widzę ich w roli crushów. To znaczy z opisu, może i by wyglądali, ale cała reszta niekoniecznie. Przynajmniej nie dla mnie.

Pióro autorki? Mając na uwadze to, że w niedużym odstępie czasowym czytałam opowiadanie Kingi Litkowiec w antologii z gangsterskimi opowiadaniami, widzę duży rozdźwięk między debiutem a świeżym tekstem. Oczywiście na plus. Wyrabia sobie styl i oby tak dalej. I gdyby nie to opowiadanie z całą pewnością nie czułabym ochoty, by sięgać po kolejną jej powieść, gdyż ta jest strasznie płytka, ale… Zobaczymy, czy nasze drogi się jeszcze skrzyżują. A jeśli, jaki będzie wynik tego spotkania.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s