.RECENZJE · Wyd. Muza SA

„Lupo” Bella Di Corte

fot. Michalina Foremska

Autor: Bella Di Corte
Tytuł: Lupo
Tytuł oryginału: Machiavellian
Cykl: Gangsterzy Nowego Jorku #1
Wydawnictwo: Muza SA
Liczba stron: 448

Był diabelsko przystojny.
Był samotnikiem.
W Nowym Jorku miał opinię krwiożerczego i bezwzględnego.
I to on postanowił, że zostanę jego żoną. To miał być prosty układ oparty na wymianie przysług. Bez żadnych oczekiwań i warunków. Z wyjątkiem jednego: nigdy nie będę mogła go opuścić. Jednak nie od dziś wiadomo, że życie jest pełnie niespodzianek. Miałam zaledwie dwadzieścia jeden lat, byłam sierotą bez domu i grosza przy duszy i już zdążyłam się przekonać, że w życiu nie ma nic za darmo.
Choć Capo był jedynym mężczyzną, który naprawdę mnie rozumiał, obiecałam sobie, że nigdy nie będę wobec nikogo dłużna.
Mariposa Flores sądziła, że nikomu nic nie zawdzięcza, ale prawda była taka, że wszystko zawdzięczała Capo, na którego mówiono kiedyś Makiaweliczny Książę Nowego Jorku.


Gdyby ktoś kiedyś powiedział mi, że będę zachwycona mafijną historią, popukałabym się w głowę i tego kogoś przy okazji. To się wydawało absurdalne, mając na uwadze, to co przewijało mi się już przez ręce. A tu taka niespodzianka! No cóż, napiszę to, Lupo jest świetny!

A ta świetność tak mnie urzekła, że delektowałam się tą historią dobry tydzień. Każdego dnia z uśmiechem na twarzy i nieopisaną radością, wertowałam kilka rozdziałów, zakochując się w tej powieści coraz bardziej. Nie mam zielonego, a tym bardziej bladego, pojęcia, kiedy i jak się to stało, ale… pierwszy raz od bardzo dawna było mi okropnie żal rozstawać się z bohaterami (którzy, nawiasem mówiąc nie są tacy do końca super), a sama końcówka wywołała we mnie tyle emocji, że aż uroniłam kilka łez. Z drugiej strony tylko skała nie uczyniłaby w takim momencie, gdy działy się tak przytłaczające emocjonalnie sceny.

Szczerze powiedziawszy, zabierając się za Lupo, byłam sceptyczna, bo obawiałam się przeciągniętej erotyką historii (nawet jeśli książka zaklasyfikowana jest jako romans), ponieważ w mojej głowie zostało połączenie mafii i dzikiego seksu obejmującego co najmniej dziewięćdziesiąt procent książki lub perwersyjnych praktyk i gwałtów, które tak namiętnie opisują co niektóre pisarki. Rozumiecie? Tutaj tymczasem dostałam świetnie skrojoną fabułę. FABUŁĘ! Która od początku do końca przyjemnie łechce zmysły, nie przekraczając jednak granic dobrego smaku. Nie oznacza to jednak, że seks, jaki się tu pojawia to klasyczna pozycja misjonarka po kołdrą i przy zgaszonym świetle. Tutaj Bella Di Corte zagrała na nosie łaknącym szczegółowych opisów, za to dała coś znacznie lepszego. Wyobraźnia pracuje przy tej historii na wysokich obrotach, a gęsia skórka, czy delikatne dreszcze to miły dodatek. Tę książkę chłonie się całym jestestwem. I piszę to ja, nielubiąca mafijnych wątków.

Bohaterowie wykreowani przez autorkę są wkurzający, miejscami bardzo, ale jednocześnie nie da się ich nie lubić. Słowo. Tytułowy Lupo skradł moje serce, choć dłuuuugo miałam mu ochotę nakopać i bynajmniej nie mam na myśli ziemniaków. Jak ten facet mnie irytował i intrygował zarazem, a później rozczulał, bo pod tą szorstką warstwą skrywał się, może nie pluszowy miś, ale mężczyzna, który jak kocha to całym sercem, a okazuje tę miłość na każdym kroku i w każdym geście. Do tego jest pierońsko przystojny, a jego głos (który można sobie bez problemu wyobrazić), sprawia, że miękną kolana. Włoski gangster pełną gębą, ot co!

Z Mariposą sprawa ma się trochę inaczej. Dziewczyna na samym wzbudza ogrom współczucia. Dosłownie czuć jej ból, głód emocjonalny i fizyczny, zagubienie, ale i wole walki, by w końcu zmienić swoje życie. Jednocześnie jej przywiązanie do dziennika i kwiatka oraz kolorowanek jest urocze. Bo w niej łączą się dwie natury – kobiety i dziecka, co zważywszy na wiek, nie jest niczym dziwnym, jednak to, w jaki sposób autorka sportretowała Mari, jest ni mniej, ni więcej uroczy. Co prawda i w jej przypadku są momenty, kiedy wzbudza irytację, jednak mimo wszystko człowiek usilnie jej kibicuje w tym, by wreszcie świat wyciągnął do niej dłoń, a później, gdy jak się zdaje, chwyciła pana boga za nogi, obserwowanie jak wychodzi ze skorupy przesiąkniętej doświadczeniami z dzieciństwa i młodości, bywa chwilami zabawne, innym razem wzbudza podziw, jak mimo wszystko jest dojrzała.

Poza parą głównych bohaterów jest cała masa mniej lub bardziej kluczowych bohaterów, którzy sprawiają, że historia tej pary czasem mrozi krew w żyłach, innym razem sprawia, że łza kręci się w oku. Są chwile, gdy uśmiech nie schodzi z twarzy, a śmiech nie daje się powstrzymać. Są też takie sceny, w których serce zaczyna bić szybciej, a krążenie przyspiesza.

Bella Di Corte ma niezwykle lekkie pióro, którym wprost oczarowuje i wierzcie lub nie, ale nie chce się spod tego czaru wychodzić. Przynajmniej ja nie miałam i najchętniej czytałabym dalej o nich. Jednak nie porzucam nadziei, że o Capo/Lupo przeczytam jeszcze nie raz i nie dwa chociażby w drugim tomie zatytułowanym Cash.

Tymczasem nie pozostaje mi nic innego, jak gorąco polecić Wam ten mafijny romans. Ta książka ma moc. Bella Di Corte ma talent!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s