.RECENZJE · Inne wydawnictwa

„Tawerna w małym porcie” Jola Czemiel

fot. Michalina Foremska

Autor: Jola Czemiel
Tytuł: Tawerna w małym porcie
Wydawnictwo: Seqoja
Liczba stron: 156

Pisarka szuka natchnienia. Znajduje dziwną tawernę i własną przeszłość. Jedna rzeczywistość miesza się z inną – a może tylko z wyobraźnią? Czym naprawdę było jej dzieciństwo? Kim są Manuela i Alejandro? Czy mieszkańcy tawerny będą mogli  z niej wyjść? I czy pisarka odnajdzie spokój?

Gdy w zapowiedziach pojawiła się najnowsza powieść Joli Czemiel o okładce, która od pierwszej chwili wpada w oko i zapisuje swój obraz w czytelniczej podświadomości, wiedziałam, że prędzej, czy później po nią sięgnę, choćby samego frontu. Jednak plany swoje, a życie swoje, bo gdy przeczytałam opis, który składa się z siedmiu zdań, z których większość to pytania, a ich enigmatyczność, która jest niczym niewidzialna dłoń prowadząca na pokuszenie, spowodowała, że musiałam uzyskać odpowiedzi. Zajrzałam więc do Tawerny w małym porcie. Zajrzałam i przepadłam.

Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy to ta odmienność od serii z Benedictem Rutherfordem, co nie jest niczym dziwnym, gdy spojrzy się na klasyfikacje gatunku, jednak gdy człowiek na własnej skórze, czy też na własne oczy, przekonuje się, jak widoczna jest ta różnica, zaczyna zastanawiać się, czy to pisała ta sama osoba, czy może ktoś zupełnie inny? Jola Czemiel prezentuje się tutaj bowiem w innej odsłonie i bardzo mi się to podoba!

Tawerna w małym porcie to osobliwa powieść. Na pozór to bardzo spokojna i wolna historia, ot niczym nurt rzeki wpadającej do większego zbiornika płynie spokojnie, bez większych sensacji. Jednak pod tą niemal równą taflą wody skrywa się esencja, która sprawia, że momentami serce bije szybciej, a to spowodowane jest tym, jak Jola Czemiel prowadzi akcję, jak każe czytelnikowi kluczyć i analizować poszczególne sceny, które jawią się jak z pogranicza jawy i snu. Kiedy są jednym, a kiedy drugim? A tak właściwe, czym są naprawdę? Częścią bujnej wyobraźni, majakami sennymi, może fatamorganą zaburzonej osoby, a może to nietypowa rzeczywistość? W tej historii można poczuć się zagubionym, ale jedno jest pewne, nie sposób się od niej oderwać, póki nie doczyta się do ostatniej strony.
Smaczku dodaje to, że fabuła zbudowana jest na powieści w powieści, wszak bohaterką jest pisarka. A właściwie sprawia, że trzeba być czujnym i uważnie rozglądać się za odpowiedziami na pytania, które znaczą tylną okładką.

Bez wątpienia autorka zbudowała tutaj wyjątkowy klimat, a opisy, które zdobią karty tej powieści, silnie działają na wyobraźnie. I to do tego stopnia, że czuć morskie powietrze, którym oddycha bohaterka. Daje się słyszeć fale rozbijające się o brzeg i dźwięk tłuczonego szkła, gdy to styka się z drewnianą podłogą tawerny. Słychać dźwięki muzyki, które towarzyszą bohaterom książki w czasie tańca. Czuć emocje im towarzyszące, a szczególnie wszechogarniającą, choć cichą, rozpacz Manueli i Alejandra. Jej dotyk boli ich i czytelnika.

Przy Tawernie w małym porcie czas zwalnia, płynie jakoś tak inaczej, wolniej. Myślę, że to „wina” tej melancholii, która niczym morskie fale, uderza o brzegi, w tym wypadku kartek. Która pochłania i kołysze niemalże do snu. Sprawia, że człowiek musi i chce się zastanowić na tym, co go otacza i co jest dla niego ważne. Czy jest gotów zmierzyć się z przeszłością i postawić krok naprzód? Czy utknął w zawieszeniu jak bohaterowie Tawerny...

Czy więc warto sięgnąć po tę powieść Joli Czemiel? Oczywiście. Spodziewajcie się jednak niespodziewanego. Ta książka Was zaskoczy i mimo wszystko skradnie Wasze serca.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s