.RECENZJE · Wyd. Muza SA

„Lekcja hiszpańskiego” Aleksandra Pakuła

fot. Michalina Foremska

Autor: Aleksandra Pakuła
Tytuł: Lekcja hiszpańskiego
Wydawnictwo: Muza SA
Liczba stron: 416

Lato w pełni daje o sobie znać żarem lejącym się z nieba albo gwałtownymi burzami, które sieją zniszczenie i spustoszenie. Do takiego lata można porównać powieść Aleksandry Pakuły – z jednej strony jest to fajny wakacyjny romans, z drugiej… coś ewidentnie nie wyszło.

Po lekturze „Lekcji hiszpańskiego” mam mieszane uczucia. Gdyby pewne rzeczy z tej książki usunąć, byłabym w stanie napisać, że to jeden z lepszych romansów tych wakacji. Jednak jest to „gdyby” i niestety według mnie to kładzie się cieniem na tej historii.

Historia Adrianny, która pozornie żyła niczym bajkowa księżniczka, mająca piękny pałac, przystojnego księcia na białym koniu, no i dziecko, jest pełna rys na pryzmacie, który oblewa ją tęczą barw. Dzień po dniu ów kryształ, który tak pięknie rozszczepia białe światło, nabywa więcej skaz i koniec końców pęka niczym szklane naczynie, roztrzaskując się na miliony kawałków, które ranią jej ciało i duszę. Ów książę okazuje się koniec końców skończonym łajdakiem, który odbiera jej poczucie własnej wartości, bezpieczeństwa i radości, za to żąda niebotycznych alimentów. I gdyby nie córka, pewnie byłaby to inna historia, ale… By walczyć o dobre życie dla siebie i dziecka główna bohaterka decyduje się na wyjazd do wujka do Hiszpanii, by na te alimenty zarobić, a wtedy zaczyna się, to co duża część damskiej części czytelników lubi najbardziej! Mamy romans.

I wiecie co? Gdyby nie absurdalność alimentów w obliczu tego, kim jest eksmałżonek Adrianny i tego, jak nierozsądnie zachowuje się później, byłoby cudownie. Bo jak kobieta, która tak właściwie była na garnuszku męża (pomijając, że ofiarował jej salon urody), który to zarabiał jako wzięty adwokat i był postacią publiczną, krocie, pozwał biedną połówkę o kasę, bo pogorszyła się jakość jego życia? Absolutnie tego nie kupuję, ale idźmy dalej… Oczywiście były mąż nęka naszą bohaterkę, która przypłaca to koszmarami i atakami paniki, tym samym samemu dostarczając jej dowody tego, jakim złamanym ku***em jest, a ona i jej najbliżsi, zachowują się jak sieroty. Historia napisana przez Aleksandrę Pakułę dzieje się współcześnie, wystarczyło nagrać gościa i mieć dowód na to, jakim kochającym mężczyzną jest. Ba! SMS-y, które dostawała, a zostały jej skasowane, były podstawą do tego, by gościa zrównać z ziemią, ale cóż… Musiało być dramatyczniej, bo inaczej nie wiem? Historia nie byłaby fajna? Otóż byłaby… Ale trzymajmy się tego co mamy.
Zakończenie, mając na uwadze wydarzania, jest przewidywalne i równie absurdalne, jak alimenty, ale co z tego wyniknie, będę mogła przekonać się, tylko jeśli ukaże się kontynuacja.

Okey, ale przymknijmy oko na te absurdy i skupmy się na tej fajniejszej, nazwijmy to, części, a wtedy okazuje się, że można się nad tą książką i pośmiać, i powzdychać, i ogólnie czerpać z niej przyjemność. Bo gdy na pierwszy plan wybija się Maks, wtedy temperatura wzrasta wyżej i wyżej, aż termometry pękają, dając ujście rtęci albo alkoholowi – zależy, jakie macie. 😉
Wtedy „Lekcja Hiszpańskiego” to czysta rozkosz i plaster na skołatane życiem nerwy, bo przecież o takiej wakacyjnej miłostce, a na pewno wakacyjnej, mocno erotycznej, przygodnie marzy część czytelniczek.

Samo pióro Aleksandry Pakuły jest lekkie i przyjemne. Książkę pochłania się błyskawicznie, mknąć przez fabułę niczym francuskie TGV. Autorka nie zdradzała za dużo, jeśli chodzi o miłosne igraszki bohaterów – zostawiała spore pole dla wyobraźni i zachowywała ten bezpieczny margines do końca, co muszę pochwalić, bo takie zabiegi są dużo ciekawsze niż szczegółowe opisy penetracji i wymyślne nazwy dla penisów. Pozostałe opisy, a szczególnie te miejsc zachwycały mnie za każdym razem, gdy tylko się pojawiały. No i te hiszpańskie potrawy i smaki… Mmm, pychota! Aż musiałam przygotować sobie tradycyjną tortillę de patatas i paellę z krewetkami.

„Lekcja hiszpańskiego” niestety nie była książką bez wad, jednak mimo to z chęcią poznam ciąg dalszy. Czy wy też tak uczynicie?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s