.RECENZJE · Wyd. Novae Res

„Kiedy powiem sobie dość” Hania L. | Patronat

fot. Michalina Foremska

Autor: Hania L.
Tytuł: Kiedy powiem sobie dość
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 98
Premiera: 28.07.2021

Podobno każdy z nas ma jakieś granice. Niektóry z nas niczym terakotowa armia Pierwszego Cesarza Qin bronimy ich z całych sił. Inni przekraczają je, czasem bezpowrotnie. Część z nas jednak w końcu mówi sobie dość i odpuszcza, by móc postawić krok naprzód i zostawić przeszłość za sobą. Ale jak wygląda ta droga do tego odpuszczenia? Co się musi stać, by człowiek przystanął i zastanowił się, czy warto dalej iść tą ścieżką, czy może pora na najbliższym rozwidleniu zmienić kierunek?

Zaciekawił mnie enigmatyczny opis tej książki, bo w zasadzie po jego przeczytaniu pojawiło się w mojej głowie więcej pytań niż odpowiedzi dotyczących treści. Bo jakaż tym razem historia miłosna mogłaby zostać przytoczona? Chyba wiele zostało już opowiedziane, nieprawdaż?
Dopiero jednak moment, w którym opowieść Hani L. trafiła w moje ręce, poczułam rosnące zaciekawienie, bo okazuje się, że historia ta mieści się na niespełna stu stronach. „Kiedy powiem sobie dość” stało się dla mnie wtedy wielką (co tam gabaryt) niewiadomą, którą koniecznie musiałam odkryć.

Przeczytanie historii Hani zajęło mi trochę ponad godzinę. Nie napiszę Wam, że czytałam tę relację – to idealne słowo dla tej historii – z zapartym tchem, jednak strona po stronie odkrywał historie młodej kobiety, która utknęła w martwym uczuciowym punkcie. Z jednej strony chciała czegoś więcej, choć się do tego nie przyznawała, nawet przed samą sobą, z drugiej odpowiadało jej to, że mężczyzna dla niej ważny pojawia się i znika w dogodnym dla niego momencie. Odkrywałam jej rosnącą frustrację z wiązaną z relacją z tym mężczyzną i ten narkotyczny posmak z nią związany. Bo w którym momencie dotarło do niej, że nie tędy droga, że dłużej tak się nie da. Tytuł więc oddaje dokładnie i dosłownie to, co skrywa treść. Moment, w którym bohaterka mówi sobie dość, tylko czy faktycznie udaje jej się zawrócić ze ścieżki poprzetykanej kocimi łbami, które sprawiają, że upadek zawsze jest bolesny?

„Kiedy powiem sobie dość” nie jest standardową powieścią, którą można ująć w ramy i schematy. To raczej coś na kształt spowiedzi i przestrogi dla innych. Miałam wrażenie w czasie lektury, że to pewna forma terapii, przepracowania przeszłości, by móc z uniesioną głową spojrzeć w przyszłość i przestać oglądać się za siebie. Greckie katharsis. Dla autorki i czytelników.

Ciężko mi oceniać warsztat, bo w sumie to nie jest tu najważniejszy. Tę niespełna stustronicową książeczkę czyta się… dobrze. Płynnie, w miarę szybko i z całą pewnością z zainteresowaniem – Hania L. skupia na sobie i na bohaterce uwagę, sprawia, że póki nie pozna się zakończenia, nie chce się odłożyć książki na bok.

„Kiedy powiem sobie dość” to opowieść z przesłaniem, które trafia, jeśli nie w serce, to na pewno zostaje w głowie. Hania L. pokazuje, jak cienkie są granice między przyjaźnią i miłością, i jak trudne bywa wówczas podejmowanie decyzji. Pokazuje także, że zawsze jest wyjście, czasem tylko wymaga ono więcej czasu i dużej dawki silnej woli.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s