.RECENZJE · Wyd. Novae Res

„Nowy święty Graal” Zibi Szelest

grafika: Michalina Foremska

Autor: Zibi Szelest
Tytuł: Nowy święty Graal
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 366
Premiera: 16.07.2021

Lubię od czasu do czasu sięgnąć po książki zawierające wątki teorii spiskowych bądź też bawiące się powszechnie znanymi faktami historycznymi. Ostatnio moją uwagę zwróciła powieść „Nowy święty Graal” autorstwa Zibiego Szelesta, dlatego bez wahania po nią sięgnęłam.

Co mnie zaciekawiło w tym tytule? Opis! Z uniwersyteckiego laboratorium ktoś wykradł domniemane DNA Jezusa Chrystusa, co wywołało panikę w Stolicy Apostolskiej. Zaufany członek wspólnoty ma odnaleźć materiał genetyczny pozyskany z relikwii, by zapobiec skandalowi, a może nawet czemuś gorszemu. W sam środek wydarzeń zostaje wciągnięty niczego nieświadomy Polak przebywający na wakacjach w Turcji oraz jego przyjaciel.

Jakie mam odczucia na temat tej powieści? Pozwólcie, że recenzję tę podzielę na dwie części – podstawową – dotyczącą samego stylu autora i fabuły oraz rozszerzoną – omawiającą błędy, jakie z łatwością i na każdym kroku można w tej powieści znaleźć.

Co do stylu to przyznaję, że całość czyta się szybko i sprawnie. Język zastosowany w tej historii jest lekki, łatwy i przyjemny w odbiorze, dodatkowo zaś autor zawarł w nim kilka „mądrze brzmiących słów”, co zapewne miało podnieść wartość samego tekstu i dodać mu prestiżu. Główny bohater, tu Was zaskoczę, nazywa się tak jak autor „Nowego świętego Graala” i jest człowiekiem nieco przypadkowym w tej historii. Dlaczego tak piszę? Cóż, Zibi nie jest „agentem” Watykanu, ani innej „grupy” opisanej w tej książce. Stosunkowo mało można się o nim dowiedzieć, nawet jego profesja pozostała dla mnie tajemnicą – w końcu był na wakacjach. Pozostałe postacie również nie należą do tych szczegółowo rozpisanych pod względem psychologicznym, a ich przeszłość nie ma jakiegoś wielkiego wpływu na ich aktualną sytuację życiową oraz wydarzenia rozgrywające się w książce (no może poza Aronem, ale ten jest jedną wielką i dosłownie chodzącą zagadką!). Trochę za mało było dla mnie głównego wątku – tajemnicze DNA jest wspomniane dosłownie kilka razy i to na zasadzie krótkiej notki. Nieuważny czytelnik prawdopodobnie zatraci motyw przewodni całej historii. Akcja przypomina rozedrganą sinusoidę – momentami nie dzieje się nic, momentami wydarzenia mknął na złamanie karku. Jeśli nieco wybuchów, kilka mordobić i ciekawy opis rozwolnienia jest tym, czego szukacie w książce, to będziecie w siódmym niebie. Z czystym sumieniem mogę polecić tę historię mało wymagającym czytelnikom poszukującym niezobowiązującej i prostej lektury na wieczór, najlepiej w towarzystwie alkoholu, którego litry dosłownie przelewają się na kolejnych stronach tej sensacyjnej opowieści. Czytajcie „Nowy święty Graal” i cieszcie się każdą jego stroną oraz pomińcie dalszą część tej recenzji.

Teraz kilka słów dla bardziej wymagających czytelników, którzy lubią, aby historia zachowała jakieś znamiona prawdopodobieństwa. Nie zrozumcie mnie źle, nie piszę tego wszystkiego, kryjąc w sercu złe intencje, kolejne zdania po prostu musiały powstać, bym była uczciwa względem osób poszukujących mojej opinii na temat tego tytułu. Na wstępie zaznaczę, że podziwiam autora za chęć obsadzenia akcji książki w ciekawym zakątku świata, który nadal dla wielu Polaków pozostaje nieco egzotyczny, a może i nieznany. Niestety, Zibi Szelest trafił na najgorszą możliwą recenzentkę pod słońcem, jestem bowiem osobą, która od wielu lat mieszka i pracuje w zakątkach opisanym na kartach „Nowego świętego Graala”, ba znam je lepiej, niż rodzinne strony w Polsce. Przez to właśnie, czytając zwłaszcza początkowe partie książki, łapałam się za głowę z przerażeniem, zastanawiając się, co ja takiego widzę w postaci druku! Opis Turcji, zawęźmy do regionu Egejskiego, jest dla mnie nieco niecodzienny i egzotyczny, ale równocześnie spełniający wszelkie wymogi stereotypów, które nijak mają się do rzeczywistości. Odmalowany obraz bazarów, targowania się, dyskotek, fajek wodnych i wszechobecnych tancerek brzucha bardziej pasuje mi niestety do Egiptu (i tam faktycznie owe rzeczy spotyka się niemal na każdym kroku, niezależnie od pory dnia czy nocy). Hitem (zwłaszcza wśród moich tureckich znajomych) jest opis trzęsienia ziemi, które miało miejsce na samym początku historii Zibiego. Epicentrum znajdowało się gdzieś między tureckim Bodrum a greckim Kosem, jego siła wynosiła zaś sześć i siedem w skali Richtera. Podobno wywołało ono niewielkie tsunami, spowodowało sporo zniszczeń, śmierć dwóch osób i… uwaga! Nie było odczuwalne w pobliskim Turgutreis, oddalonym od Bodrum zaledwie dwadzieścia kilometrów! (Dodajmy, że miejscowość ta usytuowana jest na tyle blisko wspomnianej greckiej wysypy, że bez problemu można ją stamtąd dostrzec na horyzoncie!) Rozumiem przekłamania na rzecz właściwego rozwoju fabuły, ale to już jest zaprzeczenie wszelkim prawom natury i ciężko mi milczeć na ten temat. Takie wstrząsy bez problemu odczułoby Marmaris (sto sześćdziesiąt trzy kilometry od Bodrum), a nawet wspomniany przez autora Dalyan (sto dziewięćdziesiąt kilometrów od Bodrum) i z całą pewnością trudno by było je przespać! Owszem, wstrząsy poniżej 3 stopni w skali Richtera przesypiam i nawet o nich nie wiem, ale powyżej czwórki są one na tyle odczuwalne, bym się przestraszyła, a czasem nawet wybiegła z domu, czy z pracy! Kolejna perełka – Zamek świętego Piotra w Bodrum niestety nie został wzniesiony przez Joannitów w 1522 roku, jak pisze autor, mało tego rok po wspomnianej dacie został on przejęty przez wojska Sulejmana Wspaniałego, który wypierając Szpitalników z pobliskiego Rodosu, kontynuował podboje ich dawnych włości. I niestety takich „kwiatków” w treści jest więcej. Gdybym miała wymienić je wszystkie, wyszłaby z tego całkiem niezła nowelka.
Autor wiedział, że jakieś dzwony dzwonią, ale nie bardzo kojarzył w którym kościele. Rada na przyszłość – dokładniejsze przygotowanie się z historii opisywanych miejsc, realiów klęsk żywiołowych, ale też samej kultury i tradycji danego miejsca.

Podsumowując: historia z potencjałem, zdecydowanie dla niewymagających czytelników.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s