.RECENZJE · Wyd. Znak

„Zakazany owoc” Jojo Moyes

fot. Michalina Foremska

Autor: Jojo Moyes
Tytuł: Zakazany owoc
Tytuł oryginału: Foreign Fruit
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 512
Premiera: 02.06.2021

Daisy nie jest w stanie przejechać przez ten most, chociaż ludzie stojący za nią w korku dostają białej gorączki. To właśnie tu Daniel po raz pierwszy wyznał, że ją kocha. Ich życie było idealne, a teraz ona nie panuje nad niczym. Nad bałaganem, fryzurą, rozciągniętym dresem… Potrafi tylko rozpaczliwie tęsknić za dziewczyną, którą kiedyś była.
To oczywiście najgorszy moment, by dostać nową pracę. Daisy ma natychmiast zająć się urządzeniem wnętrza niezwykłej willi nad brzegiem morza. Ten dom odbiera jej mowę. Ach, zrobi z niego prawdziwe cudo! Już wkrótce okazuje się, że willa kryje w sobie więcej obietnic, niż Daisy mogła przypuszczać. I historię zakazanej miłości, która teraz może się powtórzyć.
Na szczęście wciąż mieszka tam kobieta, która doskonale wie, że czasami trzeba po prostu ruszyć dalej. To jedyny sposób.


Jojo Moyes można śmiało nazwać jedną z najpoczytniejszych współczesnych autorek. Wszak kochają ją miliony na całym świecie, a jej książki rozchodzą się jak świeże bułeczki. Jednak jak to bywa w przypadku pisarki o całkiem sporym dorobku, pośród fantastycznych powieści musi trafić się jakaś gorsza. W moim przypadku to właśnie Zakazany owoc.

Przywykłam do tego, że by Moyes się rozkręciła, a historia przez nią wymyślona mnie wciągnęła, potrzebuję średnio stu stron. I tym razem po średnio zachęcającym wstępnie pałałam nadzieją, że gdy minę tę magiczną granicę, ułoży się cała reszta i prawie z wypiekami na twarzy będę zgłębiała pozostałe czterysta stron.

Niestety. Męczyłam się mdłą historią mniej więcej przez trzy piąte objętości, a i później wcale nie było jakoś specjalnie spektakularnie. Zrobiło się ciut ciekawiej, ale to i tak o wiele za mało, by móc stwierdzić, że lektura Zakazanego owocu była przyjemną rozrywką.

Mimo wszystko jednak nie można skreślać tej historii. Może nie jest to arcydzieło pióra Jojo Moyes, ale sam przekaz jest jak najbardziej wartościowy. Wszak czym jest budowanie szczęścia na cudzym nieszczęściu? Czym jest niespełniona miłość? I do czego może prowadzić brak tego uczucia w życiu kobiety, która pragnęła jej za wszelką cenę, żyjąc w oparach marzeń o mężczyźnie, który na dekady zniknął z jej życia? I ile jest w stanie zrobić matka, by chronić swoje dziecko przed złem tego świata, gubiąc granice między troską a poczuciem, że nikt poza nią nie jest w stanie ochronić swojej latorośli?
Całkiem spory arsenał jak na jedną książkę, prawda? Ale to przecież całe pięćset stron – wierzcie, że mieści się to wszystko i wiele więcej.

W czasie czytanie Zakazanego owocu czuć wiele przytłaczających emocji. Negatywnych. Gdzieś tej radosnej strony miłości tu dłuuugo nie ma. Za to jest strach, ból, desperacja licznych bohaterów. Ich zagubienie i nieumiejętność funkcjonowania w sferze emocji i uczuć. Pustka, która ich otacza i taka obojętność jest również mocno odczuwalna. Gdyby musieć określić barwy tej książki byłyby one ponure – szarości i poblakłe błękity, a gdzieś tam w oddali kilka ciepłych muśnięć kolorami wschodzącego lub zachodzącego słońca.

W Zakazanym owocu jest bardzo dużo bohaterów. Czasem miałam wrażenie, że dużo za dużo. Nawet jeśli finalnie wszystkie te linie czasowe i sami bohaterowie w końcu się spotykają (nie wszyscy, ale jednak wątki znajdują wspólny punkt). I chyba najgorsze jest to, że absolutnie nie mogę powiedzieć, że którykolwiek z nich mnie ujął swoją osobą. Żadnego nie polubiła, nie obdarzyłam sympatią, nie poczułam nici porozumienia. I choć Jojo Moyes ewidentnie starała się nadać im charakterów, które wyróżniałyby się na kartach tej książki, to dla mnie wszyscy oni byli mocno przeciętni, niektórzy wręcz transparentni.

Zakazany owoc okazał się lekturą mocno przeciętną, momentami nudą, ale to Jojo Moyes – po jej książki i tak sięgną jej miłośnicy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s