.RECENZJE · Wyd. Pascal

„Entre amigos. Hiszpański przepis na szczęście” Monika Bień-Königsman

fot. Michalina Foremska

Autor: Monika Bień-Königsman
Tytuł: Entre amigos. Hiszpański przepis na szczęście
Wydawnictwo: Pascal
Liczba stron: 368

Czytywałam już o „przepisach na szczęście” po skandynawsku, po polsku sobie darowałam, bo jak do tej pory jedyne co obserwuje to, to, że Polscy nie potrafią się cieszyć, za to skorzy są do niesnasek i kibolskich wystąpień… Gdy w zapowiedziach pojawiła się książka Moniki Bień-Königsman, pomyślałam, że warto rzucić okiem na to, co na temat Hiszpanów, którzy potrafią celebrować życie i radość, napisała Polka, która, jak sama o sobie pisze, jest zakochana w tym kraju. Nie ukrywam, że nie bez znaczenia była też przecudownej urody okładka, przywodząca na myśl przepiękne azulejos, które na Półwyspie Iberyjskim nie są rzadkością. No i moje uwielbienie dla tego kraju, kuchni i podejścia jego mieszkańców do życia też miało wpływ na to, że skusiłam się zgłębić wnętrze tej publikacji.

W tym wypadku piękne „opakowanie” nie dorównuje temu, co znajduje w środku. Szczerze byłam trochę, a może nawet bardzo zawiedziona tym, co przeczytałam. Po pierwsze liczyłam na to, że będzie to coś na kształt „poradników”, z którymi miałam do czynienia w ostatnich latach, a okazało się to… hmmm… Ciężko to jakkolwiek nazwać. Bo to trochę jakby pamiętnik z podróży, trochę album ze zdjęciami, książka kulinarna i zbiór „wywiadów” w jednym. Totalny, chaotyczny miszmasz, który niestety mnie nie uwiódł.

Po drugie to jak Monika Bień-Königsman „opowiada” okropnie mnie drażniło. Nie odnalazłam w jej sposobie opisywania miejsc, które odwiedzała i smaków, jakie poznała, tej gawędziarskiej nuty, która sprawiłaby, że z szeroko otwartymi oczami i z wrażenia ustami oraz zabawionymi wypiekami polikami chłonęła to wszystko. Za to czułam się bardzo zagubiona. Autorka pokrótce opowiadała o tym czy innym mieście, co w nim jadła i dorzucała garść opowieści, które mogła pominąć, na poczet rozbudowania informacji o danych miejscach.

Po trzecie zbędne są dla mnie te „wywiady” z rodowitymi Andaluzyjczykami, czy osobami mniej lub bardziej związanymi z tym zakątkiem świata. Nie wniosły one, według mnie, nic ciekawego, a tylko wydłużyły książkę.

Niemniej plusem bez wątpienia są przepisy zawarte na kartach Entre amigos, które ubrane są w fantastyczne zdjęcia. Właściwie fotografie, które przedstawiają architekturę i wszystko inne związane z Hiszpanią, są naprawdę warte uwagi. To one w stu procentach oddają tę hiszpańskość, którą, jak sądzę, chciała w swoich tekstach uchwycić Monika Bień-Königsman. Z nich wręcz emanuje ta radość właściwa temu narodowi, to ciepło, wielobarwność, której brak innym nacjom. Aż trudno oderwać od nich wzrok!

Kolejna rzecz to takie „podsumowanie” całej publikacji, w której autorka skupia się na charakterystycznych dla Andaluzji i Hiszpanii jako takiej przyprawach, owocach, warzywach, alkoholach itd. To jest to clou, które zamyka w sobie hiszpański przepis na szczęście. I tapas bary, w których odkrywa się rzeczy, o jakich czasem się nie śniło. Kulinarne i towarzyskie.

Czy warto więc sięgnąć po Entre amigos? Nadal się nad tym zastanawiam, choć jakiś czas od przeczytania tej książki minął. Z jednej strony są tutaj ciekawe fragmenty, z drugiej…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s