.WYWIAD

Wywiad: Wojciech Wójcik

Wojciech Wójcik dał się poznać w 2016 roku, w którym ukazała się jego debiutancka powieść zatytułowana Nie ufaj nikomu. Od tego czasu księgarniane półki zapełniło, wliczając w jego dorobek najnowszy tytuł – Kurs na śmierć, osiem tytułów. I jak się zdaje, to nie koniec.
Jeśli ciekawi Was, czy i co szykuje dla czytelników autor i o co został przez nas zapytany, zerknijcie poniżej…

Miłej lektury!

Pięć lat temu ukazała się Pana debiutancka powieść. Od tego czasu księgarniane półki zapełniło kilka Pana książek. Jakie to uczucie zobaczyć stworzone przez siebie historie w fizycznej formie? Czy za każdym razem towarzyszę temu te same emocje? Czy pierwszy raz był wyjątkowy, a kolejne budzą mniej emocji?
Pierwszy raz na pewno był wyjątkowy. Nikomu nie ufaj, ta niebieska okładka z uzbrojonym facetem w dżinsowej kurtce… Patrzyłem i nie wierzyłem, że to ja jestem autorem. Wybrałem dla niej najbardziej reprezentacyjną półkę w moim regale, między półkami z Cobenem i Wilburem Smithem. Cieszę się z każdej kolejnej pozycji na „półce Wójcika”, ale tamtej radości, z debiutu, nie przebije już żadna książka.

Jak dużo czasu poświęca Pan na research, nim rozpocznie Pan pracę nad nową książką? Czy kiedy pracuje Pan nad powieścią preferuje pracę w ciszy, czy może towarzyszą wówczas Panu ulubione utwory muzyczne?
Research to proces, który w moim przypadku nie ogranicza się do etapu planowania powieści. Sprawdzam coś przez cały czas – także już w trakcie pisania, a czasem również po tym, jak postawię kropkę po ostatnim zdaniu. Poszukiwania w sieci też są fajne, ale najbardziej sobie cenię rozmowy z ludźmi. Ostatnio miałem na przykład przyjemność rozmawiać z dendrologiem o najstarszych dębach w Polsce, a z wykładowczynią na Akademii Pedagogiki Specjalnej o różnicach między językiem migowym i miganym. Bardzo lubię ten element pisarskiego rzemiosła.

A co do muzyki… Też ją lubię, szczególnie stary polski rock, ale nie podczas pisania.

Czytając Kurs na śmierć można odnieść wrażenie, że poznał Pan całkiem dobrze działanie i rutynę panującą w ośrodku szkoleniowym Policji. Skąd wziął się pomysł na osadzenie miejsca akcji w szkole policyjnej? Jesteśmy ciekawi, czy wynika to z Pana własnego doświadczenia, czy też jako czytelnicy powinniśmy bić brawo za doskonały research i oddanie atmosfery (przynajmniej tej oczekiwanej przez odbiorców) tegoż miejsca?
Mam to szczęście, że jeden z moich kolegów jest policjantem, absolwentem Wyższej Szkoły Policji w Szczytnie. Zawsze chętnie i z wielkim sentymentem wspomina czasy swojego kursu podstawowego. To od niego wiem, jak wygląda na przykład szkolenie strzeleckie czy organizacja służby patrolowej, a także co to są kulki mocy… Akademia Szkolenia Policji z Kursu na śmierć jest jednostką fikcyjną, ale topografię, która w mojej książce jest bardzo istotna, zaczerpnąłem z CSP w moim Legionowie. Krążyłem w okolicy tak często, że z pewnością wzbudziłem zainteresowanie tamtejszych strażników, ale na szczęście nie spotkała mnie przygoda, która stała się udziałem intruza z mojej książki.

Obserwując w jaki sposób tworzy Pan swoje postacie można zauważyć, że uwielbia Pan odmalowywać swoich bohaterów w różnych odcieniach szarości, żadnego nie czyniąc absolutnie dobrym, bądź kompletnie złym. Czy wynika to z faktu, iż literatura powinna naśladować życie, czy też chciał Pan zawrzeć w swojej powieści jakieś ukryte przesłanie, zmuszając czytelników do weryfikacji swojego własnego postępowania?
Moja żona uwielbia seriale o superbohaterach, ale ja wolę, kiedy bohaterowie są ludźmi, ze swoimi wadami i słabostkami. Dlatego główni bohaterowie Kursu, Agnieszka i Paweł, nie są idealni. Z drugiej jednak strony, nie są zdegenerowanymi alkoholikami, czyli nie do końca wpisują się w trendy współczesnego kryminału… Starałem się w ich przypadku zachować zdrową równowagę. Nie przesłodzić, ale też nie przesolić.

Nie zawierałem w książce żadnych ukrytych przesłań. Literatura rozrywkowa ma służyć rozrywce, nie odważyłbym się podejmować prób podprogowego kontaktu z Czytelnikiem, bo sądzę, że nie tego ode mnie oczekuje. Zwróciłem natomiast uwagę na kilka problemów, z którymi – według mojego kolegi-informatora – boryka się policja. Zrobiłem to jednak w sposób… powiedzmy nienachalny, bo sam nie znoszę w książkach taniej dydaktyki.

W swojej książce porusza Pan kwestie zatrudnienia w Polsce ludności z Ukrainy, co wpisuje się w aktualna dyskusje na ten temat. Skąd decyzja na umieszczenie tego tematu w Kursie na śmierć?
Nie mam ambicji, by swoimi kryminałami zmieniać świat. Oczywiście uważam, że warto zwracać uwagę na przypadki wykorzystywania naszych sąsiadów zza wschodniej granicy, na ciężką dolę emigrantów zarobkowych, ale Elena trafiła na karty Kursu z powodów związanych wyłącznie z fabułą. Nie chciałbym spoilerować, więc poprzestanę na stwierdzeniu, że potrzebny mi był ktoś taki, jak ona.

Podczas studiów przyjaźniłem się z dziewczyną z Ukrainy, Saszą. Nigdy, ani wcześniej, ani później, nie poznałem tak bezproblemowej, wyluzowanej osoby. Gdy pisałem dialogi z udziałem Eleny, wyobrażałem sobie, co powiedziałaby Sasza i miałem z tego mnóstwo frajdy.

Seks, pieniądze i zdrada to częste motywy zbrodni w życiu i książkach? Czy według Pana może być jakiś inny, silniejszy motyw morderstwa?
Trudno jest zrobić taką klasyfikację. Dla jednego zabójcy motywem będą pieniądze, dla drugiego zazdrość, a dla trzeciego – chęć ukrycia innego przewinienia. Z kolei czwarty jest po prostu świrem. Z perspektywy autora kryminałów najbardziej atrakcyjnym motywem zabójstwa wydaje mi się – przynajmniej na tę chwilę – źle pojęta miłość, przede wszystkim ta erotyczna, między partnerami, ale nie tylko. Z miłości ludzie robią piękne rzeczy, ale potrafią robić też rzeczy straszne.

Gdyby padła propozycja zekranizowania Kursu na śmierć, kogo widziałby Pan w rolach Agnieszki i Pawła?
Złapały mnie Panie. Nie zastanawiałem się nad tym, a tak na szybko… Agnieszka jest wysoka, więc może Julia Pietrucha? Ale pod warunkiem, że przefarbuje się na czarno. A Paweł? Może Andrzej Młynarczyk. Zdaje się, że grał już policjanta, w M jak miłość, więc powinien dać radę!

Gdyby trafił Pan wprost do wnętrza Kursu na śmierć, miejsce którego bohatera chciałby Pan zająć?
Ciężkie pytanie. Pawła… Chyba nie, za duża huśtawka emocjonalna. Agnieszki na pewno nie, bo kazaliby mi robić brzuszki i zarywać noce… Może Oliwki, bo bardzo lubię pływać. Przed zamknięciem obiektów sportowych bywałem na basenie – tym samym, co Agnieszka w Kursie – przynajmniej raz w tygodniu.

Czy przewiduje Pan kontynuację, dając czytelnikom nadzieję na ponowne spotkanie z Pawłem bądź Agnieszką? A może ta powieść była jedyną szansą na spotkanie się tych dwóch wyjątkowo różnych osobowości?
A jeśli nie kontynuacja Kursu na śmierć, to może inna powieść? Kiedy czytelniczy mogą spodziewać kolejnej Pana książki?

Kontynuacja, pod roboczym tytułem Krwawe łzy, jest na etapie prac redakcyjnych. Tym razem Agnieszka będzie miała okazję się wykazać już jako pełnoprawna policjantka. Między innymi w Bieszczadach oraz miejscowości o nazwie Długosielce, czyli w podlaskim azylu Pawła. Mam nadzieję, że Krwawe łzy pojawią się jeszcze w tym roku.

Jeśli dotarliście do tego momentu, oznacza to, że przeczytaliście cały wywiad. 🙂 Mamy nadzieję, że podobały Wam się pytania 🙂
A Wojciechowi Wójcikowi dziękujemy za czas poświęcony na udzielenie odpowiedzi ❤

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s