.RECENZJE · Wyd. Muza SA

„Zawalcz o mnie” Corinne Michaels

fot. Monika Arora

Autor: Corinne Michaels
Tytuł: Zawalcz o mnie
Cykl: The Arrowood Brothers #2
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 352

Na drugi tom z serii “The Arrowood Brothers” czekałam z wielką niecierpliwością i gdy wreszcie “Zawalcz o mnie” trafiło w moje ręce, inne książki natychmiast odeszły w zapomnienie. Zafascynowana pierwszą odsłoną cyklu (Recenzję „Wróć do mnie” znajdziecie TUTAJ.) stworzonego przez Corinne Michaels bardzo chciałam poznać losy kolejnego z braci.

Tym razem czytelnicy mają okazję poznać myśli i uczucia najstarszego z braci – Declana oraz jego miłości – Sydney. Od dzieciństwa panna Hastings była nieodzowną częścią życia mężczyzny, a wtedy jeszcze chłopca. Tę dwójkę łączyła długa historia: w końcu Declan zakochał się w niej jeszcze w szkole podstawowej. Zanim oboje osiągnęli pełnoletność, przyrzekli sobie być razem już na zawsze, a później, gdy młody Arrowood miał dwadzieścia dwa lata, po prostu złamał nie tylko swoje wszystkie obietnice, ale też serce dziewczyny. Zrywając z nią, zniknął na zawsze z rodzinnych stron i dopiero testament znienawidzonego ojca sprowadził go do Sugarloaf.

Styl autorki jest rewelacyjny, łączy bowiem w sobie lekkość i bogactwo formy. Corinne Michaels dosłownie odmalowuje słowami kolejne sceny, miejsca i ludzi. Postacie, co już było widoczne w pierwszym tomie, są doskonale zarysowane. Na tyle charakterystyczne, by ich z sobą nie pomylić, ale też odpowiednio stonowane, by nie odciągać uwagi od głównych bohaterów. Wszystkie wydarzenia, a zwłaszcza przejście między pierwszą, a drugą częścią jest tak płynne, iż można by go nawet nie zauważyć, o ile nie mielibyśmy do czynienia z osobnymi książkami. Dodam, że przejście do trzeciego tomu, który mam nadzieję, pojawi się wkrótce, również jest widoczne i mocno mnie zaintrygowało!

Opowieść tę czytało mi się zupełnie inaczej niż jej poprzedniczkę. Jednocześnie dużo lżej (ze względu na to, że nie było w niej tak trudnych emocjonalnie wspomnień, jak we „Wróć do mnie:), a jednocześnie dużo ciężej (ze względu na ośli opór i charakter zarówno Declana , jak i Sydney). Na pewno jest to tekst bardzo emocjonalny, a jeśli przeżyliście kiedyś odejście ukochanej osoby, to gwarantuję, że z Waszych oczu w czasie lektury popłynie nie jedna łza.

Tylko jeden wątek naprawdę mocno zgrzyta mi w tej książce, a pisząc dokładniej, pewna „choroba” – tajemnicza i niewyjaśniona do samego końca. Było to lekkie naciąganie faktów, zastosowane po to, by pchnąć akcję do przodu. Oczywiście udało się to osiągnąć, niestety pozostawiło mi to odczucie czytania scenariusza niedokończonego odcinka „Dr House’a”. Chciałabym wiedzieć, czym owa „niedyspozycja” była spowodowana.

Podsumowując: wzruszająca historia, która, z co wrażliwszych czytelniczek wyciśnie kilka łez. Pochwała miłości, która potrafi przezwyciężyć wszelkie trudności i zatriumfować w iście amerykańskim stylu. A gdy już przeczytacie „Zawalcz o mnie” to razem przyjdzie nam czekać na kolejny tom i historię Seana!    

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s