.WYWIAD

Wywiad: Katarzyna Kowalewska

Kojarzycie tę panią, która w zeszłym roku, tak mniej więcej w połowie marca, prezentowała się m. in. na Instagramie z różową czupryną, a tak całkiem niedawno z niebieską? Ta sympatyczna osóbka to autorka poczytnych powieści, które skradły niejedno już serduszko. Katarzyna Kowalewska z przytupem wdarła się do Waszych biblioteczek najpierw Pudełkiem z pamiątkami, a teraz Podmiejskim na koniec świata… Jednak to nie wszystkie powieści autorki…
Ale, ale… jeśli chcecie poznać kilka tajemnic Katarzyny Kowalewskiej, zerknijcie na pytania poniżej!

Miłej lektury!

W 2020 roku zdobyła Pani szturmem serca czytelniczek powieścią Pudełko z pamiątkami, którą wiele osób uważa za Pani debiut. Tymczasem kilka lat wcześniej ukazała się pierwsza Pani powieść Pijany skryba. Skąd tak długa przerwa w dzieleniu się ze światem swoimi opowieściami? I czy Pijanego skrybę będzie można jeszcze kiedyś przeczytać w formie papierowej?
Dziękuję pięknie za wywołanie Pijanego skryby, bo to powieść, którą darzę ogromnym sentymentem. Kiedy ją pisałam, byłam zupełnie innym człowiekiem. Nie mam już tego poczucia humoru, żeby napisać coś podobnego, więc faktycznie jedyne rozwiązanie to ponowne wydanie Skryby. Jednak decyzja należy do wydawcy. Bardzo bym tego chciała. Po wydaniu Skryby miała miejsce pewna sytuacja, która odcisnęła się negatywnym piętnem na moim pisaniu. Napisałam opowiadanie, z którego byłam dumna. Myślałam, że będę nową Alice Munro.  Pewien krytyk powiedział jednak, że ten tekst jest o niczym. Tak bardzo przejęłam się jego opinią, że na kilka lat straciłam pisarski głos i mozolnie odbudowywałam swoją pewność siebie.

Skąd czerpie Pani inspiracje do swoich książek?
Tematy na fabułę to u mnie praca rzemieślnicza. Rozkładam na biurku puste kartki i zaczynam wypisywać pomysły. Wybieram najbardziej obiecujący, udoskonalam i tak powstaje zarys fabuły. Inspiracji do scen, miejsc czy bohaterów szukam na przykład tam, gdzie kiedyś byłam, czerpię je też z innych powieści czy reportaży. Bohaterowie to u mnie często połączenia postaci z Internetu, filmów albo seriali. Zdarza się, że lokalizacje są prawdziwe, jak Grodzisk Mazowiecki. Czerpię z przeżytych czy zasłyszanych sytuacji, ale nie piszę książek, które byłyby inspirowane moim własnym życiem, wszystko przerobione jest przez moją wyobraźnię.

Przy okazji premiery Pudełka z pamiątkami zaprezentowała się Pani w różowych włosach, co rezonowało z kolorem okładki. Obecnie i okładka Podmiejskiego na koniec świata i Pani włosy zdobywają świat kolorem niebieskim. Czy w przyszłości takie kolorowe rewolucje przy okazji premier staną się niejako tradycją?
Z moimi włosami to była śmieszna sytuacja na zasadzie: powiedziałaś A… Przerobiłam w życiu prawie wszystkie kolory włosów. Nie boję się eksperymentować. W okolicy premiery Pudełka miałam „okres różowy”, więc koloryzacja idealnie, acz przypadkowo zgrała się z okładką. Zażartowałam, że następnym razem też tak zrobię. I stało się. Jest więc duża szansa, że stanie się to tradycją. Byleby następna okładka nie była czerwona, bo tego koloru nie lubię. 

Sądząc po tym, jakie treści publikuje Pani w swoich social mediach, jest Pani osobą szalenie pozytywną, czy dlatego Podmiejski na koniec świata kipi pozytywną energią?
Robię, co mogę, korzystając z moich skromnych możliwości, by świat wokół był bardziej kolorowy, pogodny, wesoły, wyluzowany.

Czym dla Pani jest przyjaźń?
Przyjaźń jest wtedy, gdy komuś na nas zależy, ten ktoś nam dobrze życzy, nadajemy z nim na tych samych falach i możemy mu możemy zaufać.

Zauważyłam, że w swoich powieściach skupia się Pani na tych ciepłych, serdecznych aspektach swoich bohaterów, jednocześnie wypełniając kolejne książki optymizmem. Czy jest to odzwierciedlenie Pani natury, czy też chęć stworzenia w swoich powieściach azylu dla czytelniczek zmęczonych szarą codziennością?
Myślę, że to po części oba wymienione powody. Można mi zarzucić, że zawsze wiadomo, jak skończy się moja książka (pozytywnie), ale niezmiennie wierzę w happy endy. Lubię bronić przegranych spraw, w czarnych charakterach znajdować pozytywną cechę. Codzienność wystarczająco daje nam w kość, dlatego staram się, by moje książki przenosiły w świat, w którym można poczuć się dobrze. Nawet jeśli na początku nic tego nie zapowiada.

Jakie emocje towarzyszą autorowi, gdy na światło dzienne, a właściwie na księgarniane półki, trafia jego kolejna powieść?
Kurczaki, w pandemii nie jest to takie proste. Proszę sobie wyobrazić, że Pudełko wyszło w przeddzień ogłoszenia pandemii w Polsce i miałam niewiele okazji, by napawać się widokiem książki na półkach. Teraz jest podobnie. Ale zdarzyło mi się natknąć w kilku miejscach na moją powieść i powiem szczerze, że uczucie jest dziwne. Nie ma jakiejś wielkiej euforii. Jest pewnego rodzaju… skrępowanie. Tak, widząc swoją książkę, czuję się lekko zmieszana, że na okładce widnieje moje nazwisko. Wiem, że to ja ją napisałam, ale czuję, jakby pochodziła od innej osoby, jakiejś Katarzyny Kowalewskiej, której nie znam, ale której książki podobno są optymistyczne i pełne humoru. Nawet mnie wydaje się to dziwne, ale w sumie może pomagać, bo kiedy ktoś napisze negatywną recenzję mojej książki, nie sprawia mi ona przykrości, bo mowa jest o książce jakiejś Kowalewskiej, a nie o mojej. 🙂 Natomiast jeśli chodzi o uczucie towarzyszące ukazaniu się kolejnej powieści, jest to bardzo uspokajające. Mam coraz większą pewność, że droga, którą wybrałam, czyli pisanie, dokądś mnie zaprowadzi.

W Pani najnowszej powieści „Podmiejski na koniec świata” pojawiają się postacie zwierzęce, ukazane z dużą dozą miłości. Czy posiada Pani własnego psiaka, który niczym Łajka czy Azor wypełniają psią miłością serce swojego człowieka?
A owszem. Posiadam dwa psiaki, które nazywają się Szyszka i Burek i mają nawet swój profil na Facebooku. Być może teraz Panią zaskoczę, ale Szyszka i Burek są pierwowzorami Azora i Łajki. Moje futra zachowują się dokładnie tak, jak te książkowe i dają mi tyle samo radości. Psy towarzyszą mi od wczesnego dzieciństwa. Nie wyobrażam sobie życia bez nich. Uwieczniając je w książce, postanowiłam oddać im hołd, podziękować, że ze mną są. I coraz bardziej skłaniam się ku temu, by napisać powieść, w której pies będzie głównym bohaterem albo nawet narratorem.

Mefisto, kolejny psi bohater ukazany jest jako wielki misiek, ale też ogromny szkodnik. Skąd taka rozbieżność w jego wizerunku? Z tego co się orientuję sznaucery olbrzymy są raczej wyważonymi, chociaż skorymi do zabawy i przytulanek zwierzakami.
Mefisto to po prostu wielkolud, który szukając piłki, trochę przefasonował ogródek Alicji. Poza tym jest łagodnym i grzecznym psem. Jeśli chodzi o typowe zachowania ras psów, jestem daleka od generalizowania. Podobno suczki są spokojniejsze od samców, a tymczasem moja Szyszka, pierwowzór Łajki, to istny diabeł tasmański. Burek zaś, czyli książkowy Azor, to prawdziwy dżentelmen, którego ulubionym zajęciem jest wylegiwanie się w słońcu. Jest psem w typie owczarka niemieckiego, a nigdy nie zauważyłam u niego śladów agresji czy nerwowości.

Postać Tymona jest bardzo mocno zarysowana, mimo że pojawia się on w książce stosunkowo niewiele. Stworzenie tak charakterystycznej postaci wymagało z pewnością bacznych obserwacji współczesnych karierowiczów, ale też znajomości ich psychologii. Czy wśród osób z Pani otoczenia można wskazać kogoś, kto stał się pierwowzorem dla tego bohatera, czy też jest on zlepkiem kilku osób z wyostrzonymi najgorszymi cechami?
Tymon jest osobą fikcyjną. Od stóp do głów powstał w mojej wyobraźni. Faktem jest jednak, że przed napisaniem książki, przygotowuję profile bohaterów, coś na kształt cv. Na tym etapie wypisuję cały wachlarz cech danego bohatera. Potem w powieści zamiast po prostu wypisywać jego wady i zalety, ukazuję je w działaniu, w czynnościach podejmowanych przez bohatera. Takie cv pozwala mi zachować spójność postaci.

Gdyby miała Pani porównać pisanie do smaku, czym by ono smakowało?
Kawą i ciastkami. Podczas pisania piję dużo kawy i często mam pod ręką jakieś słodycze.

Gdyby zechciano zekranizować jedną z Pani powieści, ale musiałaby Pani wskazać tylko jeden tytuł, na który padłby Pani wybór? I kogo widziałaby Pani w rolach głównych?
Byłby to Pijany skryba! Przepraszam czytelniczki moich aktualnych powieści, ale ja naprawdę uwielbiam Maćka, bohatera tamtej książki. Skryba to powieść łotrzykowska, humorystyczno-przygodowa. Marzę o tym, żeby zobaczyć, jak prawdziwy aktor zagrałby mojego ukochanego fajtłapę i pokonywał wszystkie durnowate pułapki, które dla niego wymyśliłam. W tej roli widziałabym amerykańskiego aktora Zacha Braffa, bo postać Maćka wzorowałam częściowo na bohaterze granym przez niego w serialu Hoży doktorzy.

Jaką przeczytaną przez Panią w ostatnim czasie książkę poleciłaby Pani swoim czytelnikom
Zdecydowanie polecam Chleb cytrynowy z ziarnkami maku Cristiny Campos. Jednak nie każdemu. W tej książce próżno szukać wartkiej akcji. Zachwyci ona za to czytelników, dla których istotna jest fabuła kładąca nacisk na emocje i relacje międzyludzkie. Mamy tu bowiem zakazaną miłość, uzależnienie od partnera, problemy wychowawcze, trudności w podejmowaniu decyzji, test związku, kłamstwa, zawiedzione nadzieje, odkrywanie tajemnic oraz siebie na nowo. Ja byłam zachwycona tą książką.

I na zakończenie, czy zdradzi nam Pani kiedy możemy spodziewać się kolejnej Pani powieści?
Wszystko w swoim czasie. 🙂

Jeśli dotarliście do tego momentu, oznacza to, że przeczytaliście cały wywiad. 🙂 Mamy nadzieję, że podobały Wam się pytania 🙂
A Katarzynie Kowalewskiej dziękujemy za czas poświęcony na udzielenie odpowiedzi ❤

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s