.WYWIAD

Wywiad: Weronika Tomala

Część z Was zna Weronikę Tomalę z bloga Kto czyta książki – żyje podwójnie, na którym od lat dzieli się z Wami swoimi opiniami o książkach, które pojawiają się na polskim rynku wydawniczym. Od 2018 roku weszła również w rolę autorki, bo w tymże roku na półki księgarń trafił jej debiut – Płynąc ku przeznaczeniu. Na ten moment, tj. marzec 2020 jest autorką pięciu powieści, a kolejne czekają na to, by trafić w Wasze ręce. Jeśli jesteście ciekawi, jakie pytania przygotowałyśmy dla autorki i jakich udzieliła odpowiedzi – zerknijcie niżej. 🙂

Miłej lektury!

1 . Debiutowała Pani w 2018 roku książką Płynąc ku przeznaczeniu, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Dlaczemu. Od tego czasu minęły prawie 3 lata, a już w ręce czytelników oddała Pani pięć książek i zmieniła Wydawnictwo, wydając od 2020 roku w Wydawnictwie Zysk i S-ka . Czy emocje, które towarzyszyły Pani w kwietniu 2018 są porównywalne z tymi, które były Pani towarzyszami przy każdej premierze, czy może z czasem podchodzi się do tego bardziej „na luzie”?
Przyznam szczerze, że z czasem emocje niekoniecznie bledną, ale po prostu ulegają zmianie. Wyczekiwanie na to, by móc złapać w dłonie egzemplarz swojej książki to przeżycie, które za każdym razem wydaje mi się coraz bardziej intensywne, jednak kwestia przejmowania się odbiorem moich historii przez czytelników już tak bardzo mnie nie stresuje. I właśnie to uległo zmianie. Wiem, że będą tacy, którzy polubią moje historie i ci, którzy po prostu obrzucą je błotem. Kiedyś mocno to przeżywałam, teraz zdaję sobie sprawę z tego, że to po prostu nieodłączny element twórczości. Staram się brać sobie konkretne wskazówki do serca i jestem wdzięczna za konstruktywną krytykę, jednak doświadczenie sprawia, że akurat w tej kwestii stałam się odporna na różnego rodzaju dziwne zaczepki. Wszystkie inne emocje związane z premierą wciąż są jednak ogromne. To naprawdę wielkie przeżycie.

2. Czy wydawanie książek wpłynęło jakoś na Pani życie?

Czy wpłynęło? Na pewno. Kiedy spotykam się ze znajomymi, często schodzimy na temat moich książek. Są ciekawi różnych kwestii, więc pytają. Dostaję wiadomości od czytelników, często także łapię się na tym, że uciekam myślami do różnych, nowych pomysłów. Książki otaczają mnie i towarzyszą mi od dawna, kiedyś cudze, teraz także moje. Już nie wspominając o dniach, w których tworzę. Wtedy czasami naprawdę ciężko skupić się na innych obowiązkach.

3. Nim zwojowała Pani rynek wydawniczy historiami, które opisała Pani na kartach swoich książek, prężnie działała i działa nadal jako blogerka. Czy trudne jest łączenie tych dwóch ról?
Powiem szczerze, że czasami jest mi ciężko. Pomijając kwestię czasu, który dzielę na jedną i drugą działalność, wspomnę próbę wejścia w historie bohaterów stworzonych ręką innych autorów, kiedy w głowie wciąż mam tych swoich. To bywa trudne, kiedy oczywiście jestem w trakcie tworzenia swoich postaci. Poza tym czasami martwię się tym, że krytykując książki innych pisarzy czytelnicy odbiorą to jak próbę „robienia dla siebie miejsca na rynku wydawniczym”, a ja zawsze staram się być uczciwa i obiektywna. Stąd miewam obawy. Autor i czytelnik to dwie zupełnie inne role. Bywa tak, że dostrzegam uchybienia także i w swoich książkach. Też potrafiłabym je skrytykować i nieraz wspominam o mankamentach przykładowo mojego debiutu. Recenzowanie mam chyba we krwi 🙂

4. W maju będzie Pani świętować 8 urodziny bloga. Czy kiedykolwiek w czasie prowadzenia bloga i publikowania licznych recenzji, miała Pani chwile zwątpienia? Co Panią motywowało do dalszego prowadzenia strony?
Miałam wiele chwil zwątpienia. W szczególności wtedy, kiedy na świat przyszła moja córeczka. Zastanawiałam się czy będę w stanie pogodzić recenzowanie i wychowywanie dziecka. Teraz mam już dwójkę i wiem, że da się to robić. Trzeba tylko umiejętnie gospodarować swoim czasem. Co mnie motywowało? Ludzie, których poznałam dzięki blogowaniu, autorzy, którzy mieli wpływ na moje życie. Nie chciałabym zostawiać tego za sobą.

5. W lutym ukazały się Cztery liście koniczyny, które zbierają świetne oceny pośród recenzentów i czytelników. Zarówno jedni i drudzy niecierpliwie oczekują na kolejne Pani powieści. Jakie są więc Pani najbliższe plany wydawnicze? Czy może uchylić Pani rąbka tajemnicy?
Oczywiście, że mogę. W drugiej połowie tego roku czytelnicy mogą spodziewać się mojej kolejnej powieści, tym razem z włosko-polskim tłem. Jeśli wszystko przebiegnie zgodnie z planem „Il Professore. Włoska miłość” na dniach wróci do mnie już po wydawniczej korekcie. Florencja, sztuka, profesor, studentka, wątek kryminalny… Mam nadzieję, że nie będzie nudno, ale więcej zdradzać chyba nie powinnam. Wszystko w swoim czasie. Powiem tylko tyle, że w słowa przelałam duuużo moich uczuć, które kieruję w stronę włoskiego kraju.

6. Pani ostatnia książka przepełniona jest szerokim wachlarzem uczuć, zaczynając na tych związanych z miłością, aż po te dotyczące śmierci oraz przemijania, czy nie obawia się Pani, że niektórzy czytelnicy nie udźwigną jej emocjonalnego ciężaru?
Staram się ostrzegać czytelników przy wielu okazjach, że powieść „Cztery liście koniczyny” jest mocno sentymentalna, że pojawiają się w niej emocje i że mogą pojawić się łzy. Nie każda książka musi być przecież słodka. Nasze życie to splot wzlotów i upadków, powitań oraz pożegnań. A ja piszę po prostu o życiu, więc nie stronię od trudnych tematów. Wiele osób wspomina o tym, że właśnie to lubią w moich książkach – naturalność. Mam nadzieję, że i tym razem czytelnicy to docenią i że być może coś z tej książki wyniosą.

7. Główna bohaterka – Judyta momentami wydaje się człowiekiem idealnym, odpowiedzialnym, współczującym, szczerze kochającym. Skąd pomysł na taką osobę, czyżby pierwowzorem był doktor Judym (skojarzenie nasuwa mi się głównie przez podobnie brzmiące imiona, ale i charakter), a może jest to odzwierciedlenie kogoś realnego, kogo Pani zna?
Faktycznie można byłoby mieć takie skojarzenie, jednak w tym momencie nie ma ono nic wspólnego z rzeczywistością. Judyta narodziła się w mojej głowie niepodparta żadnymi skojarzeniami. Miałam pomysł na kreację kobiety na pozór cichej, skromnej, dobrej, a jednak ostatecznie bardzo silnej. Wszak okazuje się, że przychodzi jej dźwigać na swoich barkach ciężar odpowiedzialności za ludzkie życie i to niejedno (praca w szpitalu). Potem już, w trakcie pisania, Judyta tworzyła się „sama”. Zastanawiałam się jak mogłaby się zachować w poszczególnych sytuacjach, konstatowałam to z osobistymi decyzjami, których mogłabym dokonać na jej miejscu i tak jakoś udało mi się zamknąć kreację jej postaci. Lubię takie bohaterki, niewychylające się, a jednak mające w sobie ukrytą moc.

8. Ciekawie mnie, skąd wzięła się fascynacja symboliką tatuaży, która przejawia się wstępem do każdego kolejnego rozdziału? Czy może Pani rozwinąć tę kwestię?
Ta książka zaczęła się właśnie od tatuażu. Pomysł na nią przyszedł mi w momencie, kiedy po swój pierwszy tatuaż wybrał się do salonu mój mąż. Wtedy też chciałam takowy wykonać sobie i ja. Okazało się, że pewien zdrowotny problem mi na to nie pozwala… Jaki? Ano przemyciłam go w życie głównej bohaterki książki „Cztery liście koniczyny”. Było mi przykro, dlatego też odreagowałam swój bunt za pomocą jej postaci. Nie chcę zdradzać zbyt wiele, bo nie każda osoba czytająca ten wywiad ma już książkę za sobą. Na szczęście wszystko wskazuje na to, że zdrowotny problem mam już za sobą i pewnie niedługo wybiorę się do studia wykonać jakiś mały tatuaż – na pewno nieprzypadkowy, a taki, pod którego symbolem będzie kryło się jakieś znaczenie. Podobnie jak i mój mąż uważam, że tatuaże to sztuka, ale także wyrażanie własnej osobowości. Niosą jakąś historię i dobrze, kiedy nie są przypadkowymi obrazkami, a po prostu jakimś elementem odzwierciedlającym nasze życie.

9. Zawód Mateusza – głównego bohatera jest raczej rzadko spotykany i powiedzmy sobie szczerze, że tak naprawdę mógłby on być nawet zdunem, skąd więc pomysł, by uczynić go tak wyjątkowym artystą? Wątek tatuażu mógł bowiem zaistnieć bez konieczności angażowania mężczyzny w tę profesję.

Jak już z resztą odpowiedziałam w poprzednim pytaniu, zawód Mateusza nie jest przypadkowy. To od niego wszystko się zaczęło. Kiedy mój mąż zrobił sobie (albo może raczej „dał sobie zrobić”) pierwszy, drugi, kolejny tatuaż – nie mogłam wyjść z podziwu nad niezwykłym talentem jego wykonawcy. Naprawdę. I chciałam oddać w ten sposób hołd niniejszej profesji. Uważam, że tatuatorzy to artyści dzisiejszych czasów. Niektórzy z nich tworzą naprawdę niesamowite rzeczy, biorąc przy tym pod uwagę ogromną odpowiedzialność, bo przecież zdobią czyjeś ciało na zawsze. To nie jest farba, którą można tak łatwo przykryć kolejną warstwą.

10. Czy znalazła Pani kiedyś czterolistną koniczynę i przyniosła ona Pani szczęście? Jak zdefiniowałaby Pani szczęście, czym ono dla Pani jest?
Kiedyś, jako mała dziewczynka, często wybierałam się na poszukiwania czterolistnej koniczyny. Razem z kuzynką próbowałyśmy znaleźć niezwykłą roślinę i o ile mnie pamięć nie myli, chyba mi się to udało. Czy przyniosła mi szczęście? No pewnie! Mam cudowne życie i mnóstwo kochających osób wokół siebie.

11. Czy planuje Pani w przyszłości skupić się tylko na pisaniu? Czy może traktuje je jako hobby?
Póki co pisanie traktuję raczej jako hobby, choć nie ukrywam, że chciałabym móc w przyszłości skupić się tylko na tym. Czy mi się to uda? Czas pokaże. Będę bardzo się starać.

12. Gdy Pani pisze, preferuje Pani ciszę, czy towarzyszą Pani dźwięki ulubionych utworów?
Kiedy piszę, muszę mieć absolutną ciszę. Próbowałam tworzyć przy piosenkach, ale za każdym razem zaczynałam sobie nucić, śpiewać… w wyniku czego przestawałam pisać. Nie zaprzeczam, że muzyka ma dla mnie ogromne znaczenie. Słucham ją jednak przed pisaniem. To mnie nastraja, pobudza wyobraźnię, buduje w umyśle kolejne sceny. Niemniej jednak kiedy już zaczynam pisać, muszę się skupić tylko na tym.

13. Zastanawiała się Pani kiedyś nad napisaniem duetu? Z kim chciałaby Pani taki stworzyć?

Szczerze powiedziawszy nigdy się nad tym nie zastanawiałam. To mogłoby być ciekawe doświadczenie. Jest wiele autorek, z którymi – mam wrażenie – mogłabym znaleźć wspólny język, jednak na chwilę obecną wolę budować historie sama. Nie mam regularnych godzin pisania (tworzę, kiedy pozwalają mi na to dzieci) więc współpraca z drugą osobą mogłaby okazać się skomplikowana. A nie chciałabym też być dla kogoś uciążliwa.

14. Co kocha Pani w książkach?
W książkach kocham emocje. Uwielbiam czytać historie miłosne, które stanowią dowód na to, że w życiu nie jest łatwo, ale piękno i szczęście rodzi się w bólu. To jest mój sposób na odprężenie i zapomnienie. To otrzymuję od wielu cudownych autorów i chciałabym też za pomocą mojej prozy podarować to innym. Taka jest moja planowana misja

Dziękuję za wszystkie pytania, które pozwoliły także i mi samej zastanowić się nad moją twórczością. Udzielanie wywiadów bywa odkrywcze i pozwala mi zerknąć w głąb siebie.

Mam nadzieję, że nie zanudziłam.
Pozdrawiam

Cieszy nas to, że dotarliście do tego momentu. Mamy nadzieję, że lektura tego wywiadu okazała się miło spędzonym czasem.
Dziękujemy również autorce za to, że zechciała udzielić odpowiedzi na nasze pytania. ❤

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s