.RECENZJE · Wyd. Replika

„Tak naprawdę mam na imię Hanna” Tara Lynn Masih

fot. Kasia Krasoń

Autor: Tara Lynn Maish
Tytuł: Tak naprawdę mam na imię Hanna
Wydawnictwo: Replika
Liczba stron: 288

Literatura wojenna jest …ciężka. Nie wszyscy lubią tego typu książki; nie wszyscy w ich lekturze odnajdują przyjemność, chociaż może to słowo jest odrobinę na wyrost. Takie pozycje uświadamiają, nie pozwalają zapomnieć, zapisują się w naszych sercach i chociaż czas z nimi spędzony, muszę odchorować, to będę polecać takie historie. Jesteśmy pokoleniem, które musi pamiętać.

„Tak naprawdę mam na imię Hanna” to historia oparta na prawdziwych wydarzeniach.  Gdy niemiecka armia przekracza granice Ukrainy, bohaterka ma zaledwie 14 lat. Wszyscy wiemy, jaką misję miało Gestapo –  chcieli „uwolnić” ludność od Żydów. W jednej chwili życie Hanny Śliwki się zmienia – musi opuścić swój dom, swoje łóżko, zostawić wszystko, porzucić całe życie i uciec. Wraz z rodziną ukrywa się w  mrocznych jaskiniach, w których, według legend, można spotkać złe duchy. „Tak naprawdę mam na imię Hanna” to opowieść trudna, pełna bólu, cierpienia, głodu. To, co przeżywa Hanna wraz ze swoją rodziną, przeraża i wprawia w wielkie osłupienie. Jednak jest to lektura, którą warto przeczytać.

Wyobraźcie sobie, że musicie zmienić całe swoje życie. Porzucić szkołę, koleżanki, codzienność i uciekać. Hania i jej rodzina w jaskiniach przeżywali ból, głód, strach i zimno. Dziewczynka w  mgnieniu oka przestaje być dzieckiem  i musi dorosnąć, chociaż powinna cieszyć się chwilami szczęścia tak jak jej rówieśniczki. Zamiast tego, musi walczyć o przeżycie i troszczyć się o innych. Poznaje smak strachu i ogromnej odpowiedzialności. Za historią małej dziewczynki, która poznała okropieństwa wojny, stoją inne, ludzi, o których nigdy się nie dowiemy i ich nie poznamy. Ile Żydów musiało porzucić całe swoje życie i ukrywać się przed całym światem?

„Tak naprawdę mam na imię Hanna” to książka bardzo bolesna; pełna cierpienia i śmierci. Przeraża fakt, że autorka oparła swoją powieść na prawdziwych wydarzeniach. To paraliżuje. Zazwyczaj nie płacze przy literaturze wojennej. Chociaż są to książki, które potem wielokrotnie wspominam, przeżywam i zapisuje sobie głęboko w sercu, to nie potrafię uronić łzy. W tym przypadku było inaczej – nie mogłam się powstrzymać. Płakałam nad utraconą niewinnością Hani, nad losem jej rodziny i wszystkich tych, którzy musieli się ukrywać, aby przeżyć.  Takie lektury, jak ta, uczą nas doceniać zwyczajność, codzienność; te normalne chwile, których zazwyczaj nie dostrzegamy.

„Tak naprawdę mam na imię Hanna” to nie jest książka dla wszystkich. Niezwykle trudna, emocjonalna, pełna bólu i cierpienia, ale warto ją przeczytać, aby zachować w pamięci Hanie, jej rodzinie i tysiące innych ludzi, którzy musieli ukrywać się, by przeżyć.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s