.RECENZJE · Wyd. Wielka Litera

„Dorzuć mnie do prezentu” Agnieszka Błażyńska

fot. Michalina Foremska

Autor: Agnieszka Błażyńska
Tytuł: Dorzuć mnie do prezentu
Wydawnictwo: Wielka Litera
Liczba stron: 208

Zbliżają się święta, ale nikt nie myśli o światełkach, prezentach i pierniczkach, gdy epidemia wywróciła życie do góry nogami. Maja utknęła na kwarantannie, a jedyną osobą, do której może się odezwać przez drzwi, jest aspirant Sylwester. Andrzej próbuje zdobyć pracę marzeń, ale w międzyczasie oblewa egzamin na bycie ojcem. Perfekcjonistka Paulina nigdy nie pozwala sobie na słabości, przez co zapomniała, że najmilszych niespodzianek nie da się kontrolować…
Losy przypadkowych osób splatają się w opowieść o tym, że nawet jeżeli los nam nie sprzyja, zawsze trzeba mieć nadzieje. Jeden drobny gest może wywołać lawinę cudów, szczególnie w czasie, gdy chcemy się dzielić tym, co najlepsze – sercem.

Gdy zobaczyłam tę niepozorną okładkę, która bardziej przypomina prezent niż książkę, postanowiłam odkryć, co skrywa się pod tą czerwoną kokardą. A że opis brzmiał ciekawie, to długo się nad tym nie zastanawiałam. I tak rozpoczęła się moja przygoda z Dorzuć mnie do prezentu.

Początkowo miałam mieszane uczucia względem tej książki. Jakoś tak nie bardzo mnie ona oczarowała. A przynajmniej nie tak, jakbym chciała i jak zakładałam. Początek zdawał mi się nudnawy i taki jakiś małoświąteczny, bo bardziej pandemiczny. Jednak męski bohater pierwszego „opowiadania” uczynił tę historię zabawniejszą i dzięki niemu z optymizmem spoglądałam w kierunku kolejnych stron.

I cóż mogę napisać? Każda historia jest inna. Nie tylko pod względem samej fabuły, ale i sposobu jej prowadzenia. Są różne narracje i oczywiście perspektywy. A i bohaterów nie brakuje. Jednak wszystkie jakoś się ze sobą łączą, tworząc ciekawą świąteczną opowieść, która daleka jest od ton lukru i cukru pudru i nawet brokatu, a mimo to zakończenie sprawia, że serducho roście i robi się tak jakoś ciepło w środku.

Dodam, że jest to moje pierwsze spotkanie z piórem Agnieszki Błażyńskiej i zapewne nie ostatnie. To, co przeczytałam w Dorzuć mnie do prezentu, przypadło mi do gustu, więc z chęcią sprawdzę, czy w innych powieściach autorka dostarcza podobnych doznań, jeśli chodzi o jakość pióra. A w tej książce jest ono przyjemne, acz nie do końca lekkie, jak można by sądzić. Bo pomimo iż czyta się tę powieść szybko, to poruszone tematy i to delikatne ironiczne zacięcie sprawiają, że jest to lektura wyjątkowa.

Bohaterowie, jakich wykreowała autorka, są… ciekawi. Jest tutaj taka plejada charakterów, że każdy czytelnik znajdzie pośród nich kogoś, kto przypomina osobę, którą zna z własnego otoczenia. I to w nich wszystkich jest najfajniejsze. Że nie są cukierkowo kryształowi, a pełni wad i zalet. No niektórzy są bardziej „wadliwi”, ale cóż poradzić… W życiu też tak jest. 😉

Dorzuć mnie do prezentu to lektura idealna dla kogoś, kto lubi historie, którym bliżej do rzeczywistości niż ubarwionej bajki na dobranoc. To książka, przy której nieraz się uśmiechniecie, ale i zapulsuje Wam żyłka. Bo w tej książce jest ogrom emocji i uczuć i pomimo że rzeczywistość w niej przedstawiona bliska jest tej, którą mamy za oknem, to ma też swój urok i ten świąteczny czar, dający nadzieję, że jeszcze będzie lepiej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s