.RECENZJE · Wyd. Znak

„Bo nadal Cię kocham” Magdalena Kordel

fot. Michalina Foremska

Autor: Magdalena Kordel
Tytuł: Bo nadal Cię kocham
Cykl: Malownicze #6
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 384

Zdarza się, że los nie pozwala zapomnieć o tym, co wydarzyło się przed laty. Dwoje zakochanych młodych ludzi może rozdzielić wojenna zawierucha, ale całe życie pamiętać będą o pierwszej prawdziwej miłości. Ułożą sobie życie, spędzą je w otoczeniu bliskich, ale w sercu wciąż będą nosić puste miejsce. Tak jak Leontyna, która nie otwiera tajemniczych listów, bo nie chce pozwolić, by przeszłość wywróciła jej świat do góry nogami. Pewnego dnia jednak zatrzaśnięta od lat szuflada się otwiera i z dumą prezentuje zawartość, której nie można dłużej ignorować. Zwłaszcza że położone wśród gór miasteczko Malownicze zaczyna otulać przedświąteczna mgła, która niespodziewanie budzi w Leontynie dawno zapomnianą tęsknotę. Po raz pierwszy od bardzo dawna postanawia wrócić do miejsc z czasów młodości. Kogo tam spotka? Z kim spędzi wigilijny wieczór?

Gdy w zapowiedziach pojawia się kolejny tytuł spod pióra Magdaleny Kordel, rozpoczyna się u mnie niecierpliwy czas oczekiwania na moment, w którym ów książka trafi w moje ręce. I przed moje oczy. Nie inaczej było, gdy na horyzoncie listopadowych premier wykwitło Bo nadal Cię kocham, raczące oczy bajkową okładką, która skojarzyła mi się z pocztówkami z reprodukcjami starodawnych zimowych karnetów. A od tej okładkowej bajkowości do zimowo-światecznej opowieści tylko krok, a właściwie strona… Przynajmniej w przypadku tej autorki.

Leontyna, bo to w sumie o niej jest ta książka, to jedna z moich ulubionych postaci w ogóle. Wystarczyło jedno spotkanie kilka lat temu i przepadłam w miłości do tej cudownej babinki, która sprawia, że na serduchu robi się cieplej. Tym razem zostałam jednak zaskoczona przez Magdalenę Kordel, bo przywykłam do lekkich i zabawnych historii, nad którymi wielokrotni można się zaśmiać, a niekiedy i roześmiać w głos. Teraz było inaczej. Nie oznacza to jednak, że gorzej. Tym razem było tak nieco dostojniej, biorąc pod uwagę, że to najstarsze bohaterki dogryzały sobie w przyjaznej atmosferze aż miło. Miało więc to swój urok, dodam osobliwy, jednak było to coś zupełnie różnego od tego, co do tej pory dane mi było przeczytać.
Ot kolejna odsłona autorki, która równie mocno chwyt za serce, co pozostałe książki z serii Malownicze. I nie tylko właściwie.

Pióro Magdaleny Kordel tak w ogóle można nazwać ciepłym i lekkim. I magicznym właściwie też. Autorka ma w nim coś takiego, co sprawia, że od pierwszej przeczytanej strony człowiek zapada się w jej historiach niczym w miękkiej i puchatej kołdrze, która dostarcza takich doznań, iż nie chce się z nich rezygnować. Z lektury książek Magdaleny Kordel nie chce się rezygnować. No bo po co odmawiać sobie przyjemności?
Bo nadal Cię kocham ma jednak w sobie zupełnie inny rodzaj ciepła, taki starodawny. Taki, jaki czułam przeszło dwadzieścia lat temu, w czasach, w których Boże Narodzenie, a właściwie kolacja wigilijna miała w sobie moc, magię i tę niecierpliwość związaną z wyczekiwaniem pierwszej gwiazdki oraz tym, że dekoracje świąteczne nie pojawiały się trzy miesiące wcześniej na sklepowych półkach, wytracając wszystko to, co było w nich najpiękniejsze i najlepsze. Tamte święta minęły bezpowrotnie i nie zapowiada się, by miały wrócić. Niestety.
Jednak w tym szaleńczym tempie i półkach sklepach przepełnionych kolorowymi łańcuchami, bombkami i brokatowymi gwiazdkami jest Bo nadal Cię kocham, które cudnie prezentuje się na księgarnianej półce i które ma w sobie wszystko to, czego nie sposób już znaleźć. A przynajmniej ja już tego nie znajduję wokół siebie.

Gdy czytałam szóstą część Malowniczego, poczułam się tak, jakbym znalazła swoje miejsce na ziemi. Pełne śniegu, za którym nieopisanie tęsknie. Mrozu, który szczypał w policzki. I choinki, która cieszyła oko. Oraz rodzinnej atmosfery niepodszytej kłamstwem i obłudą, a szczerą miłością, empatią i wiarą. I nadzieją również.
Magdalena Kordel bowiem kolejny raz odmalowała obrazy, które tak działają na wyobraźnię, że w ułamku sekundy przeniosłam się w zupełnie inny świat. I mogłabym go nie opuszczać.

I choć nie była to lekka historia, bo było w niej pełno bólu i cierpienia, które gromadziło się w drobnym ciele naszej kochanej Leontyny, to koniec końców okazało się, że przecież nigdy nie jest za późno na pogodzenie się z przeszłością i na odnalezienie szczęścia… i miłości. Trzeba tylko postawić kolejny krok…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s