.RECENZJE · Inne wydawnictwa

„Cień. Mroczna pokusa” Marika Ciok

Autor: Marika Ciok
Tytuł: Cień. Mroczna pokusa
Wydawnictwo: AlerNatywne
Liczba stron: 216

Evelyn jest zwyczajną nastolatką, a przynajmniej jest nią do momentu, kiedy w szkole pojawia się tajemniczy nowy uczeń. Przystojny Lucas z miejsca znajduje się w centrum zainteresowania szkolnej społeczności, której żeńska cześć nie potrafi oprzeć się jego magnetycznemu urokowi. Również Evelyn ulega zauroczeniu, które powoli przeradza się w coś więcej…Przypadek sprawia, że Evelyn i Lucas będą zmuszeni spędzić trochę czasu tylko we dwoje, z dala od codzienności. Wszystko wskazuje na to, że czeka ich romantyczna przygoda. Jednak ich historia nie jest zwykłym romansem, a Evelyn zaczyna powoli odkrywać, że nie jest wcale taką zwyczajną nastolatką… Przebywanie z Lucasem, zamiast dawać odpowiedzi, rodzi coraz więcej pytań… Czy to możliwe, żeby ci dwoje znali się już dużo, dużo wcześniej…?
W opowieść zaczynają wkradać się fantastyczne istoty – pojawiają się wiedźmy, anioły, demony oraz ich rozsierdzona matka, Lilith. Sny Evelyn stają się coraz dziwniejsze, coraz bardziej sugestywne i niepokojące. Mity przeplatają się z rzeczywistością.
Jak Evelyn poradzi sobie w nowej sytuacji, jak przyjmie niewiarygodną prawdę? I najważniejsze – kim jest Lucas?


Ostatnimi miesiącami poświęcałam więcej uwagi kryminałom, thrillerom i obyczajówką, spychając na dalszy plan fantastykę, bo jakoś tak poczułam chwilowy nią przesyt. Jednak jesień wkroczyła na salony, a we mnie obudziła się chęć na historie nie z tego świata – niedosłownie oczywiście. I tak kolejnym wyborem na jedno z wrześniowych popołudni była debiutancka powieść Mariki Ciok.

Po przeczytaniu Cienia. Mrocznej pokusy mam mieszane uczucia. Z jednej strony bowiem książkę czytało mi się bardzo dobrze, bo spędziłam z nią nieco ponad dwie godziny, wliczając w to szybkie przerwy na gorącą herbatę, która idealnie komponowała się z fabułą. Z drugiej jest to powieść, której do ideału brakuje dość, by momentami poczuć rozczarowanie, ponieważ potencjał nie został w pełni wykorzystany. Co prawda to dopiero pierwszy tom, ale… mogło być ciut lepiej.

Zdecydowanie problemem tej książki jest korekta. Niewystarczająca. Niektóre konstrukcje zdań są bowiem dalekie od ideału, a i szyk czasem szwankował. Niektóre wtrącenia z mowy potocznej, były, jak na mój gust, niepotrzebne, bo psuły misternie budowany klimat konkretnych scen. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że bohaterka ma zaledwie dziewiętnaście lat, ale… czasami brzmiała infantylnie.
Za to stylizowane wypowiedzi Lucasa były urocze i idealnie oddawały jego naturę.

Kolejna rzecz to pewne nielogiczności w fabule. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy to wypadek, któremu ulega główna bohatera, a właściwie nie on sam, a jego skutki. W Anglii, sugerując się wzmianką o Stonehenge, obowiązuje ruch lewostronny, kierownice w samochodach zlokalizowane są po prawej stronie, więc Evelyne nie mogła uderzyć głową w szybę po lewej stronie, będąc jednocześnie zablokowana pasem.
Następna nieścisłość, która zaburzyła mi odbiór ciekawej sceny to… jeśli ktoś jest skuty kajdanami, a właściwie przykuty, to ciężko, by po chwili dyndał w powietrzu jak szmaciana lalka. Bo owe łańcuchy musiałyby być niemożebnie długie, a to wyklucza się wzajemnie.

Niemniej poza tym, o czym już wspomniałam, na pochwałę zasługuje pomysł – bo o ile ja nie do końca gustuję w klimatach anielsko-demonicznych, bo wydają mi się nudne, o tyle tutaj byłam ukontentowana tym, jak podeszła do tego Marika Ciok. Widać, że starała się dograć te elementy, które wiązały się z nadprzyrodzonymi stworzeniami i wyszło jej to naprawdę dobrze. Do tego opisami udało jej się w większości zbudować fajny klimat. Szczególnie tam, gdzie przeszłość Evelyne wprowadzała taki dreszczyk tajemnicy i niepokoju, jednocześnie sprawiając, że bardziej chciałam poznać tę „część” opowieści.
Dialogi w większości wypadły naturalnie.

Sami bohaterowie… jak wspomniałam wcześniej, postać głównej bohaterki wydawała mi się czasami mocno infantylna. Zachowywała się bowiem bardziej, jak rozkapryszona szesnastka, a nie młoda kobieta u progu dorosłego życia. Ach i tutaj muszę napomknąć, że poczułam niesmak w związku z pewnym stereotypem, jaki wkradł się w fabułę – kobieta naprawdę staje się kobietą po TYM wydarzeniu? Pozostawiam Was z tym pytaniem…
Jeśli zaś chodzi o Lucasa to pomimo iż nie jest to postać jednoznaczna, bo ciężko napisać o nim, że jest dobry albo zły, to jest z pewnością mocno zarysowany na tle wydarzeń. Marika Ciok nadała mu mocnej kreski, a i sam jego charakter jest budujący, choć co do moralności można by polemizować.
Pojawiają się na kartach Cienia. Mrocznej pokusy inni liczni bohaterowie – mniej lub bardziej drugoplanowi i zdaje się, że autorka idzie w dobrym kierunku, bo są na tyle wyraźni, by mieć znaczenie w wydarzeniach, ale nie na tyle, by ją zdominować. I główną parę przy okazji.

Czy warto więc sięgnąć po debiutancką powieść Mariki Ciok? Biorąc pod uwagę, że każdy jakoś zaczynał, a ów start jest dobry, choć potrzebuje kilku szlifów, to autorka ma duże szanse zdobyć polski rynek fantastyki i wielu fanów. A w szczególności – mając na uwadze tę konkretną książkę – miłośnicy demonów, aniołów i czarów powinni poczuć się usatysfakcjonowani lekturą.

Jedna myśl na temat “„Cień. Mroczna pokusa” Marika Ciok

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s