.RECENZJE · Wyd. Albatros

„Jej sekret” Penelope Bloom

Autor: Penelope Bloom
Tytuł: Jej sekret
Tytuł oryginału: Her Secret
Cykl: Objects of Attraction #5
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 256

Peter Barnidge… Od czego mam zacząć? Może od tego, że odkąd pracuje dla pana Bestsellerowego Autora, jego nazwisko funkcjonuje w moim słowniku jako przekleństwo. Uderzyłam się w palec? Barnidge jasny! Przekroczyłam stan konta? A niech to Barnidge! Kiedy zrozumiałam, że zakochałam się w swoim szefie? Co do Barnidge’a?!Byłoby łatwiej, gdybym go nienawidziła… Zwłaszcza, że jest atrakcyjny w ten „zły” sposób. Jest niesamowicie gorący, ale mroczny. Tak pociągający, że za każdym razem, gdy na niego spojrzę, muszę się przeżegnać, bo jego widok wywołuje u mnie grzeszne myśli.Skoro mowa o grzechach… Skłamałam na rozmowie o pracę. Ale jestem samotną matką i zrobię wszystko dla mojej córki, nawet będę utrzymywać ten mały sekret. Niestety małe sekrety mają tendencję do rośnięcia z upływem czasu… Zwłaszcza w okolicy Broni Masowego Uwodzenia.

Czasami budzą się we mnie jakieś masochistyczne zapędy, które niejako zmuszają mnie po sięgnięcie po ten, czy inny tytuł autorka, którego poprzednia książka zupełnie mi się nie podobała. I często okazuję się, że faktycznie powinnam omijać dane nazwisko szerokim łukiem. Nie inaczej było w przypadku kolejnej powieści Penelope Bloom – tym razem jednak zostałam mile zaskoczona. Nieprawdopodobne, prawda?

Nieco sceptycznie podchodziłam do lektury Jej sekretu. Właściwie byłam pewna, że i tym razem polegnę szybciej, niż mogłabym przypuszczać i wówczas dam sobie spokój z książkami autorki po wsze czasy. Jednak od pierwszej strony poczułam się tą historią zaintrygowana i o dziwo z przyjemnością przewracałam kolejne strony, pomimo iż wiedziałam, jakie będzie zakończenie. Niemniej nie było takiej siły, która zepsułaby mi radość, jakiej dostarczała mi ta powieść, w chwilach, w których mogłam przerzucić chociaż kilka kartek.

Domniemuję, że duży wpływ na to, że Jej sekret tak bardzo mi się podobał, było to, że potrzebowałam czegoś lekkiego i niezobowiązującego, co pozwoli mi oderwać się od szarej rzeczywistości i od czasu do czasu się uśmiechnąć. I ta książka właśnie mi to dała. Kilka dłuższych chwil relaksu i uśmiech na twarzy. Czy można chcieć czegoś więcej?

Tym razem byłam usatysfakcjonowana warsztatem Penelope Bloom. Fabuła, choć przewidywalna, jest na swój sposób ciekawa i autorka przez całą objętość książki potrafi utrzymać zainteresowanie czytelnika i chęć doczytania do końca. Powieść ta ma bowiem w sobie coś, czego nie znalazłam w poprzednich czytanych tytułach, jest lekka i zabawna w niewymuszony sposób. A do tego jest dość naturalna.

No i bohaterowie. Polubiłam parę głównych bohaterów od pierwszej chwili i do samego końca ta sympatia się utrzymała. Są naturalni i na amerykański sposób zabawni. Może czułam delikatny przesyt postaciami drugoplanowymi, które były zbyt wyluzowane i „szalone”, ale mimo to nie mogę narzekać, bo zabawa z nimi była przednia.

Piąty tom cyklu Objects of Atracttion Penelope Bloom spełni się w roli niezobowiązującej lektury na nadchodzące jesienne popołudnia lub wieczory, która pozwoli odetchnąć od tego, co dzieje się dookoła. Tak więc Jej sekret, kubek gorącej herbaty lub kakao będzie rewelacyjnym czytelniczym zestawem.

Recenzja napisana dla portalu duzeka.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s