.RECENZJE · Wyd. Novae Res

\Przedpremierowo/ „Splamiona jego żądzą” Marta Milada | Patronat

Autor: Marta Milda
Tytuł: Splamiona jego żądzą
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 484
Data premiery: 24.06.2020

Młody, ambitny i pracowity Ukrainiec, Andrij Reblov, podejmuje się wykonania remontu w posiadłości znanego wielkopolskiego biznesmena. Chociaż jest przekonany, że bogacz najął go jedynie do nakładania nowych, suchych tynków i gładzi na ściany, to niebawem okaże się, że powód, dla którego został zatrudniony, jest zupełnie inny. Tymczasem małżonka jego chlebodawcy coraz śmielej zaczyna z nim flirtować, a płomienną atmosferę u boku gospodyni podsycają wspólne artystyczne pasje. Wkrótce złapany w sidła namiętności chłopak przekona się, że czarująca kobieta pragnie jego ciała równie mocno, jak on pożąda jej czułości. Jednak prawdziwe kłopoty Andrija zaczną się dopiero wtedy, gdy ekscentryczny prezes przedstawi mu propozycję nie do odrzucenia…
Czy schwytany w wyrafinowaną pułapkę ukraiński kochanek rzuci wyzwanie potężnemu szefowi i podejmie grę, w której stawką jest nie tylko cena za metr nowego wykończenia ale również jego przyszłość?

Ponad rok temu miałam okazję i przyjemność przeczytać debiut Marty Mildy, Dwanaście warunków Pani Prezes, która do najgrzeczniejszych nie należała, ale przecież nie samymi obyczajówkami człowiek żyje. Gdy pojawiła się możliwość zgłębienia treści kolejnej powieści autorki, nie wahałam się ani chwili. Splamiona jego żądzą okazała się lekturą nieco inną niż jej poprzedniczka… Czy lepszą?

Zdarza mi się czasem, po przeczytaniu kilku stron, że wiem, że dany tytuł to strzał w dziesiątkę – przynajmniej dla mnie – i tym razem było podobnie. Fakt, że nie wciągnęłam się od pierwszej strony, ale poczułam się zaintrygowana od samego początku, a gdy na jaw wyszło, czym tak naprawdę ma się zajmować Andrij na terenie posesji swojego szefa… No cóż, zacierałam już tylko rączki w oczekiwaniu na, co gorętsze kąski i, jak się niebawem okazało, humorystyczne akcenty. Bo w Splamionej jego żądzą znajdziecie i pikantne sceny, ale i genialny humor autorki, podszyty nutą sarkazmu i ironii. A takie połączenie to dla mnie czysta poezja, pomimo iż o prozie piszę 😉

Widzę ogromny postęp, jaki zrobiła autorka od czasu Dwunastu warunków Pani Prezes. Poprzednio zarzuciłam autorce nagminne „hihi” oraz ciągnące się niczym tasiemiec przymiotniki, które miały w pełni wyrazić konkretne sceny, a co odnosiło odwrotny skutek. W Splamionej jego żądzą tego nie ma. Marta Milda dużo lepiej operuje słowem, budując tym samym atmosferę każdej ze scen. Ogromnie podobało mi się, że tam, gdzie bohaterowie żartowali, gdzie pojawiały się te zabawniejsze sceny, autorka dobierała słowa tak i tak kreśliła opisy, by czytelnik poczuł to, co chciała przekazać. Tym razem wyłapuje się wszelkie niuanse i zmiany emocji intuicyjnie. To samo tyczy się scen, którym ujęła Marta Milda licznych przymiotników. Działa to na wyobraźnie, bo daje jej ogrom pola do popisu i interpretacji oraz rozwinięcia wątku w głowie… A niekiedy ten przyjemny prąd przebiegający wzdłuż kręgosłupa lub mrowienie w rękach, gdy niecierpliwie czeka się na kolejną scenę… Jestem pod wrażeniem!

Bohaterowie wykreowani przez autorkę są ciekawi. To słowo najlepiej ich opisuje. Nie są jednoznaczni. Momentami się ich lubi, w innych ma się ochotę nimi potrząsnąć, a nawet przyłożyć przysłowiowego liścia. Zdecydowanie są temperamentni. Potrafią zaskoczyć. A co najważniejsze czytelnik obserwuje zachodzące w nich zmiany z każdą kolejną przewróconą stroną…

Marta Milda postanowiła na połączenie zwariowane, bo mamy tu i trochę obyczajówki, trochę erotyku i komediowego zacięcia. I o ile powieść obyczajowa z jakimś tam wątkiem erotycznym jest mi powszechnie znana, o tyle komedia niekoniecznie. Przyznaję jednak, że wyszło to autorce bardzo dobrze. Książka zapewnia nie lada rozrywkę, a przy okazji, choć może nie tak do końca wprost i oczywiście, na przykładzie bohaterów pokazuje, że o marzenia walczyć trzeba, o spełnienie. I nieważne jest to, z jakiego pułapu się zaczyna. Grunt to przeć ku swoim celom i pasjom i własnemu szczęściu. A jak wiadomo, drogi, którymi kroczą ludzie są kręte, pełne pułapek i rozdroży.

Na sam koniec dodam jeszcze słów kilka o okładce, która jest po prostu fenomenalna! I rewelacyjnie oddaje to, co znajduje się w środku. Jest tą przysłowiową wisienką na torcie, która sprawia, że chce się jej skosztować. I co tu dużo pisać, przyciąga wzrok, kusi i nie pozwala przejść obok siebie obojętnie.

Splamiona jego żądzą przypadnie do gustu każdemu, kto lubi ciekawe połączenia i niecodzienne historie otulone warstwą erotyki, humoru i emocji, które niemal drżą na kartach tej książki. Jeśli więc macie ochotę na coś, co wywoła uśmiech na twarzy, lubicie barwne (dosłownie) fabuły i bohaterów, to połączenie zaproponowane przez Martę Mildę zapewni Wam kilka, z całą pewnością, intrygujących godzin…

Egzemplarz: Novae Res

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s