.RECENZJE · Wyd. Muza SA

\Przedpremierowo/ „Ostatni lot” Julie Clark

Autor: Julie Clark
Tytuł: Ostatni lot
Tytuł oryginału: The Last Flight
Wydawnictwo: MUZA SA
Liczba stron: 448
Data premiery: 03.06.2020

Claire Cook wiedzie idealne życie u boku kochającego męża. Małżeństwo z zamożnym politykiem, luksusowe mieszkanie na Manhattanie i żadnych powodów do zmartwień. Ale to tylko pozory. Za zamkniętymi drzwiami ich domu nic nie jest takie, jak się wydaje. Apodyktyczny mąż nie dość, że nie potrafi zapanować nad swoim wybuchowym charakterem, to jeszcze śledzi każdy ruch żony, aby zyskać pewność, że Claire jest w stanie sprostać jego wygórowanym standardom. I choć kontroluje ją na każdym kroku, to nie wie, że Claire od miesięcy planuje ucieczkę.
Pewnego dnia na drodze Claire staje inna kobieta, której sytuacja jest równie dramatyczna. Poznana w barze na lotnisku Eva, tak samo jak Claire, zrobi wszystko, by raz na zawsze zniknąć. Zdesperowane kobiety w ostatniej chwili podejmują decyzję o zamianie biletów – Claire poleci jako Eva do Oakland, a Eva do Puerto Rico jako Claire. Wierzą, że w ten sposób uda im się zacząć wszystko od nowa.
Kiedy lecący na Karaiby samolot ulega katastrofie, Claire staje przed niełatwą decyzją: może ukraść tożsamość Evy, z całym bagażem skrzętnie ukrywanych przez nią sekretów. Czy przyparta do muru będzie miała dość odwagi, by wykorzystać swoją szansę?


Ostatnimi czasy bardzo rzadko sięgam po thrillery. Głównie dlatego, że zmęczyłam się słabymi historiami w tym gatunku. Jednak od dłuższego czasu chodziła za mną ochota na coś innego niż obyczajówka, czy fantastyka dla dzieci, a gdy w oczy wpadła mi okładka Ostatniego lotu, której czerwień niemal krzyczała, by po nią sięgnąć, zdecydowałam się zaryzykować. Czy był to mój ostatni lot?

Zdecydowanie nie. I bynajmniej dlatego, że lektura okazała się krwistym thrillerem psychologicznym, jeśli można to tak ująć. Nie. Nie było fajerwerków ani dreszczyku przebiegającego wzdłuż kręgosłupa. Jednak o dziwo z zaciekawieniem przewracałam, w większości, kolejne strony i czekałam na zakończenie – może bez spiny i zaciskania kciuków, ale chciałam wiedzieć, czy zakończy się dokładnie tak, jak sobie zaplanowałam, czy może jednak czymś Julie Clark zaskoczy.

Ostatni lot czyta się całkiem szybko. Akcja nie jest specjalnie dynamiczna. Rzekłabym, że w znacznej części dość umiarkowana, z momentami sporego spowolnienia. Dopiero pod koniec nabiera rozpędu – jednak to chyba nikogo nie dziwi. Niemniej autorka stworzyła całkiem ciekawą fabułę, nawet jeśli miałam wrażenie, że coś podobnego już czytałam (i pewnie tak było). Nie uważam więc czasu spędzonego z książką za stracony, wszak taka odmiana jest przyjemnym zboczeniem z utartych ścieżek czytelniczych.

Faktem jednak jest, że główna bohaterka wkurzała mnie niemiłosiernie. Claire jest klasycznym przykładem braku myślenia i umiejętności przewidywania. Miałam wrażenie, że właściwie nie zależy jej na tym, by uciec od poprzedniego życia, bo robiła wszystko, by się wydać. Gdyby faktycznie „uciekała” z pewnością akcja zyskałaby dynamikę i być może wówczas byłby to thriller pierwszej klasy, ale nie dywagujmy…

… wróćmy do stanu faktycznego. Tak, jak pisałam wcześniej, mam nieodparte wrażenie, że już coś takiego czytałam, więc pomysł nie jest oryginalny, jednak na tyle uroczy, że można dać mu się porać na kilka godzin. Poza tym autorka ma bardzo przyjemne pióro, a dzięki temu książka zyskuje na lekkości – wiem, jak to brzmi o thrillerze, ale według mnie daleko tej książce do tego miana. Intryga sama w sobie jest dość przewidywalna, ale udanym zabiegiem było prowadzenie fabuły w czasie teraźniejszym i przeszłym – to punktuje dodatnio i nadaje jej głębi oraz delikatnego ostrzejszego rysu. No i dialogi – duży plus tej książki, są nieziemsko naturalne i prawie prawdziwe – jedyne czego mi brakło to ciut większego ładunku emocjonalnego.

Oczywiście, jak przystało na „thriller psychologiczny”, nie mogło braknąć jakichś mocniejszych wątków, jak przemoc domowa w połączeniu z polityką – to się zawsze sprzedaje i „wygląda dobrze”. Nie inaczej jest i tym razem.
Do tego kryminalny wątek drugiej z bohaterek i – to były najlepsze fragmenty książki – przyjaźń między kobietą w „stosownym wieku” i trzydziestokilkulatki – to było tak ożywcze i tak rozczulające, że mogłoby trwać wiecznie.

Nie napiszę więc, że Ostatni lot to wbijający w fotel thriller, bo tak nie jest, ale mimo to jest to książka warta przeczytania, bo samo wykonanie jest przyjemną przygodą. I założę się, że gros z Was stwierdzi, że się nie znam, bo to bardzo dobry przedstawiciel gatunku… Jednak po przeczytaniu Patrz, jak Jane ucieka nie znalazłam jeszcze thrillera, który by ten tytuł przebił, ale Julie Clark była naprawdę na dobrej drodze, więc w przyszłości z chęcią sięgnę po inną książkę jej autorstwa.

Egzemplarz: Muza SA

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s