.RECENZJE · Wyd. Albatros

„Jego babeczka” Penelope Bloom |Booktour

Autor: Penelope Bloom
Tytuł: Jego babeczka
Tytuł oryginału: His Treat
Cykl: Objects of Attraction #3
Wydawnictwo:Albatros
Liczba stron: 256

Emily jest artystką, a jak wiadomo, rzadko kiedy idzie za tym pełny portfel. Nie narzeka – kocha to, co robi, i dostała od losu szansę – za kilka miesięcy leci do Paryża, aby tam studiować sztukę. Ryanowi świetnie się wiedzie – jest właścicielem sieci znanych piekarń. Do wszystkiego doszedł ciężką pracą, wiele wysiłku też włożył w zepsucie każdego związku, w jakim był do tej pory. Oboje mają bardzo dobre powody, żeby nie szukać swojej drugiej połowy. Ale, niestety, wyjątkowo do siebie pasują. I widzi to każdy, kto tylko na nich spojrzy. Spotykają się, kiedy Ryan szuka kogoś do stworzenia dekoracji na wielką halloweenową imprezę, którą urządza. Jego przyjaciel postanawia wyswatać go z Emily. A że żadne z nich tego nie chce? Tym gorzej dla nich…

Do tej pory z przymrużeniem oka spoglądałam na serię Objects of Attraction z powodu okładek tychże książek. Teoretycznie piękno tkwi w prostocie, geniusz podobno też, ale mimo wszystko podtekst był aż nadto czytelny… Gdy więc pojawiła się okazja wzięcia udziału w booktourze, pomyślałam, że wreszcie nastał ten dzień, by przekonać się na własnej skórz… wróć, na własne oczy, o co tyle szumu…

Ach, jak żałuję, że nie doczytałam, że to „urocza komedia romantyczna z odrobiną pieprzu”. Uświadomiłam sobie już jakiś czas temu, że komedie, w dodatku romantyczne, przyswajam tylko w formie filmu. Książkom mówię zdecydowanie nie! Kolejny raz bowiem zderzyłam się z tym, że kompletnie nie bawi mnie to, co bawić teoretycznie powinno. I tak z uporem maniaka próbowałam wykrzesać z siebie entuzjazm czytając Jego babeczkę, ale no… absolutnie nie czułam się rozbawiona. Raczej zdegustowana, szczególnie pewną dwójką, a dokładniej rzecz ujmując – przyjaciółmi głównego bohatera – żenada, ni mniej, ni więcej.

Nie napisze także, że czytało mi się ten tytuł łatwo, lekko i przyjemnie. Fakt, że całkiem szybko rozprawiłam się z tymi dwustu pięćdziesięcioma stronami, ale tylko dlatego, że chciałam mieć już tę historię za sobą, niż z powodu fascynacji treścią i „szalonymi” przygodami bohaterów. Nie wniosła ona bowiem nic nowego do mojego czytelniczego CV, ale, żeby nie było, że to taka straszna masakra, czytywałam gorsze historie. Dużo gorsze. Ta plasuje się w połowie skali ocen.

Pióro autorki? Hmmm… miałam wrażenie, że na siłę próbuje być zabawna. Gdzieś w tym wszystkim zabrakło polotu, jakiejś odrobiny większej naturalności i generalnie humoru, skoro już miała to być komedia. Gdzieś to wszystko się rozmyło i została sztampowa, powielona, schematyczna historia. A szkoda, bo właściwie mogło być przyjemniej.

A bohaterowie? Płascy, nijacy, bez polotu. Tak, owszem, Penelope Bloom się starała, by byli zabawni i w ogóle „fajni”, ale jakoś tak wyszło… dziwacznie. Niektórzy zachowywali się tak, jakby już dawno przekroczyli granicę uzależnienia i nie odstawali skręta na dłużej niż pięć minut. Inni zachowywali się, jakby nadal nie wyrośli z piaskownicy… A główni bohaterowie, którzy w teorii winni grać pierwsze skrzypce, jakby nie są na pierwszym planie. To znaczy, niby są, wszak rozdziały są prowadzone z ich perspektyw, ale jakoś tak giną w tym wszystkim.

Jego babeczka i komedie romantyczne w formie książki to, co podtrzymuję, nie moja bajka. Całkowicie. Nie bawiłam się w czasie lektury, tak, jak zakładałam, ale mam tę świadomość, że gros z Was będzie tym tytułem zachwyconych. Wszak każdy lubi co innego. 🙂

Książkę miałam okazję przeczytać dzięki Organizatorce BT @klarita_mm (Instagram)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s