.RECENZJE · Wyd. Pascal

„Prawda przychodzi nieproszona” Magdalena Majcher

Autor: Magdalena Majcher
Tytuł: Prawda przychodzi nieproszona
Cykl: Osiedle Pogodne #1
Wydawnictwo: Pascal
Liczna stron: 400

Magdalena starannie ukrywa swoją przeszłość przed światem. Sama nie wie już, co jest prawdą, a co kłamstwem. Nie radzi sobie z nasilającymi się zaburzeniami lękowymi i naciskami męża, aby zdecydowali się na dziecko.
Magdalena musi wreszcie skonfrontować się z samą sobą i historią swojej rodziny.
Co tak naprawdę wydarzyło się w jej rodzinnym domu?
Kto był prawdziwą ofiarą tragedii, która na zawsze odmieniła życie kobiety?


Prawda przychodzi nieproszona to piętnasta powieść Magdaleny Majcher i czternasta, którą miałam okazję przeczytać. Do tej pory każdą czytałam z przyjemnością, nawet te, w których w tle czaiła się wojna, a jak wiecie, nie jest to temat, który lubię, za to taki, który nieustannie omijam, bo nie czuję się w nim i z nim dobrze. Byłam ciekawa, co tym razem przygotowała autorka, jednak od samego początku czułam, że tym razem będzie inaczej…

… pierwsze symptomy tego, że coś będzie nie tak, zaczęły do mnie docierać, po tym, jak zobaczyłam okładkę. Kompletnie nie przemówiła do mnie wizualnie, ba!, pokusiłabym się o stwierdzenie, że to najgorsza z okładek powieści Magdaleny Majcher. O gustach się jednak nie dyskutuje, tak jak nie ocenia się książki po okładce. A właściwie nie powinno się tak czynić.

Zabrałam się więc za czytanie, pełna pozytywnych myśli, że przecież już nieraz nieciekawa dla mnie okładka, skrywała coś fantastycznego. Niestety. Ledno przeczytałam kilka pierwszych stron, umocniłam się w odczuciach, które zrodziły się w mojej głowie po upublicznieniu coveru. Przez chwilę nawet zaczęłam się zastanawiać, czy aby na pewno czytam książkę autorki, bo przecież do tej pory przepadałam w lekturze nie dalej po tym, jak się za nią zabierałam. Tymczasem poczułam się zdezorientowana i rozczarowana… Sytuacji nie poprawiał fakt, że właściwie przewidziałam cały zamysł na fabułę, a całości zabrakło emocji, które by do mnie przemówiły. Czułam się jak w próżni, wyzuta ze wszystkiego. Czytałam, owszem, przewracałam kolejne strony, tak, ale było to czysto mechaniczne. Ni mniej, ni więcej.

Pierwszy raz czytając powieść Magdaleny Majcher, kompletnie nie mogłam poczuć tego, co czują bohaterowie. Jakbym stała za grubą matową szybą, która tłumiła wszystko. Dźwięki i obraz. I tkwiłam w takim zawieszeniu właściwie do końca. Właściwie, bo gdzieś tam pod koniec tę szaroburość i nijakość poprzetykały jakieś kolory, ale wówczas dotarłam już do zakończenia…

Natomiast byłam pod dużym wrażeniem, właściwie nadal jestem, nakładu pracy i przygotowań, jakie poczyniła Magdalena Majcher do skonstruowania bohaterki i jej choroby oraz całej tej otoczki, niezależnie od tego, czy „kupiłam to” emocjonalnie, czy nie. Merytorycznie wątek chorobowy jest dopieszczony (jeśli można to tak ująć).

Prawda przychodzi nieproszona, owszem, nie spełniła moich oczekiwań i zdecydowanie nie przeskoczyła poprzeczki, jaką narzuciła sobie sama autorka. Mimo to nie poddaję się, bo w sumie przeczuwałam i czekałam na ten moment, w którym wykres mojego uwielbienia do pióra Magdaleny Majcher spadnie. Nieznacznie, ale zawsze. Teraz więc może już być chyba tylko lepiej… Zważywszy, że opis drugiego tomu Osiedla Pogodnego brzmi obiecująco…

Decyzja więc pozostawiam Wam… Choć wiem, że się skusicie. 😉

Egzemplarz: Pascal

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s