.RECENZJE · Inne wydawnictwa

„Gordian. Grzech” / „Gordian. Kara” Melissa Darwood

Autor: Melissa Darwood
Tytuł: Gordian. Grzech, Gordian Kara
Wydawnictwo: NieZwykłe
Liczba stron: 256, 280

Dziś recenzja 2 w 1. Dlaczego? Nie wyobrażam sobie, abym mogła napisać o tych książkach dwa osobne, przy tym pełnowymiarowe teksty. Zresztą mowa o dylogii. Kilka dni temu szukałam lekkiej i przyjemnej lektury na wieczór, gdy przypomniałam sobie o książkach, które jakiś czas temu pojawiały się ciągle i ciągle od nowa w moim feedzie na Instagramie. Pamiętałam też, że czytelniczki raczej pochlebnie się o nich wyrażały. Otworzyłam więc Legimi i pobrałam obie części historii o pewnym młodzieńcu. „Gordian. Grzech” oraz „Gordian. Kara” autorstwa Melissy Darwood miały mi zapewnić miły wieczór, jako że czytam dość szybko.

Zacznę od tego, że zobaczywszy białe majty na okładce drugiego tomu przypomniałam sobie pieluszkę – ręcznik założony przez jedną z bohaterek na zbyt napalonego osobnika  w musicalu Mamma Mia. Potraktowałam to jako zapowiedź humorystycznych akcentów, powinnam zaś od razu zacząć uciekać.

Gordian, główny bohater to butny, zadufany w sobie dupek, który praktycznie musi przelecieć wszystko, co się rusza, a przynajmniej pozwolić by ktoś porządnie mu „obciągnął”. Najlepiej kilka razy dziennie ! Cóż, na pewno pokrywa się to przynajmniej częściowo z zapowiedzią, że mamy do czynienia z pikantną, mroczną i mocno erotyczną powieścią. Dla mnie był to raczej pornol, w mojej bowiem prywatnej definicji „erotyczności” zawiera się również pewien element subtelności, tajemnicy, a przede wszystkim piękna płynącego z seksu, a tego wszystkiego w tych książkach zabrakło.

Kira to przybrana siostra głównego bohatera, który od pierwszej chwili zaczyna na nią lecieć, wyobrażając sobie, w jaki sposób cytuję ją „zerżnie”. Dziewczyna na szczęście ma trochę oleju w głowie, przynajmniej przez większość pierwszego tomu i skutecznie unika „braciszka”. Tutaj muszę zaznaczyć, plus dla autorki za świetnie napisaną stronę psychologiczną bohaterki i stworzenie naprawdę ciekawej przeszłości, która ją ukształtowała. Szkoda tylko, że tej weny zabrakło dla reszty tej historii.

Wracając do Gordiana: biegając za Kirą, nadal zalicza wszystko, co się da. Momentami wręcz miałam wrażenie, że Gordian jest takim niewyżytym seksualnie królikiem Energizera, napędzającym się kolejnym bzykankiem.

Hitem, a raczej powodem do wybuchów histerycznego śmiechu, stało się dla mnie „opętanie” Gordiana przez diabła, który co rusz podpowiadał mu, aby „zerżnął” kolejną laseczkę, by ją zapłodnić i dać mu potomka! Tu uwaga! Drobny spojler! Nie działo się to bez powodu! Wszystkie znaki na niebie, ziemi i wodzie wskazywały, że sam Gordian jest synem, a również wnukiem diabła i powinien podtrzymać istnienie „rodzinki”.

Kara, a raczej wytłumaczenie opętania, z całą pewnością było dla mnie zaskoczeniem. Ale na litość boską, nie wychodzi się z czegoś takiego w ciągu tygodnia! Dodajmy historii jednak odrobiny realności!

Podsumowując: napiszę tylko refleksję, która nawiedzała mnie regularnie podczas lektury (z założenia nie lubię porzucać książek podczas czytania i dlatego tylko przetrwałam oba tomy). „Matko, córko, teściowo i szwagierko – co ja do k*** nędzy czytam?” 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s