.RECENZJE · Wyd. Novae Res

[Premierowo] „Andyjski dysk” Czesław Kierzk

Autor: Czesław Kierzk
Tytuł: Andyjski dysk
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 612

„Andyjski dysk” autorstwa Czesława Kierzk niemal krzyczał do mnie – „Przeczytaj mnie! Przeczytaj mnie natychmiast!”. Nie posiadałam żadnej wiedzy na temat autora, nie widziałam okładki… Uwiódł mnie opis… A raczej moje wyobrażenie o nim… Dziś wiem, że ten „fizyk jądrowy” powinien był odstraszyć mnie na dobre.

Od dziecka fascynowały mnie kultury prekolumbijskie. Zanim skończyłam dwunasty rok życia, przeczytałam już wszystkie dostępne publikacje w zaprzyjaźnionej bibliotece miejskiej. Ba, zaczęłam nawet uczyć się hiszpańskiego. To chyba najlepiej obrazuje poziom mojego zafiksowania na punkcie tego zagadnienia. Dlatego po „Dysku” obiecywałam sobie naprawdę dużo! I zawiodłam się od pierwszych stron!

Język jest ciężki, brakuje mu polotu. Czytając kolejne strony, powoli zaczęłam utożsamiać się z Syzyfem. Kolejne zdania ciążyły mi niczym ten mityczny kamień toczony wiecznie pod górę. Postacie powieści sprawiały wrażenie totalnie płaskich. Owszem, niektórzy nawet posiadali jakąś przeszłość, ale nie przejawiała się ona nic a nic w psychologicznym ujęciu bohaterów. Wątek miłosny głównego bohatera wywołał we mnie wybuch panicznego śmiechu połączonego z niedowierzaniem. Serio? Tak ktoś tworzy poważny związek? Oczekując zobowiązujących obietnic jeszcze przed pierwszym pocałunkiem, który dla naszego bohatera jest totalnym zaskoczeniem? Ale to najmniej ważny element całej tej historii…

Wszystko jest w tej historii po prostu przerysowane. Cywilizacja jest ogromna, wspaniała, niemal boska. Bogactwa niezmierzone, wprost niewyobrażalne. Nasi bohaterowie sami przypominają super ludzi. Wzrost w okolicach dwóch metrów, wytrenowani i wytrzymali, w dodatku doskonale wyedukowani. Normalnie Indiana Jones powinien wpaść w kompleksy! W tej książce znalazłam takie nagromadzenie wątków i pomysłów, że mój umysł już po stu stronach krzyczał – „Co za dużo to nie zdrowo!”. Mamy sowieckich agentów, wspomnienia ze spotkań z PRL-owską bezpieką, głównych „złoli” czyli prawdopodobnie agentów amerykańskiego wywiadu, szalonych naukowców, nie zabrakło również tajemniczej grupy trzymającej władzę! Wymieniać można by długo!

Nie zrozumcie mnie źle! Lubię powieści zbudowane na podwalinach historii, prezentujące alternatywne wersje wydarzeń, ba nawet wątki konspiracyjne. Czytałam również słynnego w pewnych kręgach Ericha von Danikena. A jednak nie potrafiłam docenić „Andyjskiego dysku”. Wszystkiego jest za dużo, ujętego zbyt pobieżnie. Całości tragedii dopełniają „realistyczne” sceny rodem z filmów akcji z Chuckiem Norrisem w roli głównej (wbrew pozorom uwielbiam gościa).

Na plus (jedyny niestety!) mogę zaliczyć autorowi research dotyczący fauny i flory opisywanych niekiedy regionów. Owszem, liczba mnoga jest właściwa, bowiem poza Andami odwiedzimy jeszcze inne lokalizacje.

Podsumowując: czytacie na własną odpowiedzialność!

Za e-booka dziękuję Wydawnictwu Novae Res.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s