.RECENZJE · Wyd. Otwarte

\Przedpremierowo/ „Sweetbitter” Stephanie Danler

Autor: Stephanie Danler
Tytuł: Sweetbitter
Tytuł oryginału: Sweetbitter
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 408

Smak, którego nie zapomnisz.
Wyobraź sobie, że tak jak Tess masz dwadzieścia dwa lata i właśnie zamieszkałaś w Nowym Jorku. Dostałaś pracę w jednej z renomowanych restauracji. I zaczynasz wyjątkową, pobudzającą wszystkie zmysły lekcję życia…
Najlepsze wina, ostrygi i koka. Mięsiste figi i trufle. Słodycz miłości i pożądania. Gorycz porażki i poniżenia. Wyrafinowany smak i żądza.
Ta powieść pozostawi cię bez tchu, ale zaostrzy twój apetyt…


Gdy przeczytałam opis tej powieści, pomyślałam, że muszę ją koniecznie przeczytać. Gastronomia w książkach do tej pory jawiła mi się jako pewnik dobrej lektury, przy której nie dość, że można się zrelaksować, to także czegoś nauczyć. To było do tej pory…

Przebrnęłam przez ten tytuł tak szybko, jak było to możliwe. Bynajmniej dlatego, że była to tak fascynująca książka. Czytałam i ściskałam kciuki, by dobić do ostatniej strony z jak najmniejszym uszczerbkiem na zdrowiu psychicznym, bo… ta książka jest zwyczajnie o niczym. A nie przepraszam… to nic to chlanie, ćpanie i ruchanie. I w zasadzie na tym mogłabym zakończyć, ale…

… jestem pełna podziwu, jednocześnie będąc w szoku, że takie „cudo” pojawiło się na polskim rynku. Bo, że zawojowało rynek amerykański – jestem w stanie uwierzyć. Przeraża mnie promowanie współczesnej młodości polegającej na upijaniu się nieomal dzień w dzień do tego stopnia, że nadziewa się na pierwszego lepszego… ch*ja, a potem by jakoś funkcjonować, łyka się „cukierki”, w międzyczasie rozkładając nogi, przed kim popadnie. Patologia. Sodoma i Gomora. I nazywanie tego „dorastaniem i dojrzewaniem”. O bogowie, dziękuję, że czas dorastania i dojrzewania spędziłam w zupełnie inny sposób, z nie mniej barwnymi wspomnieniami.

Debiut Stephanie Danler to powieść, a przepraszam, grafomania na miarę Złotej Maliny. Merytorycznie nie wnosi do życia absolutnie nic. Technicznie również. Nie mam zielonego pojęcia, czy ałtorka tak bardzo próbowała oddać rzeczywistość i swoje „życiowe doświadczenia”, ale język po prostu powala na kolana. Bluzgi, rzucanie mięsem, ordynarność – to wszystko znajdziecie w kwiecistych dialogach. Sama narracja to także żadne szczyt pisarskich umiejętności. Styl Stephanie Danler jest bowiem tak toporny, że odechciewa się brnąć przez kolejne stronice.

Bohaterowie? Wołają o pomstę do nieba, piekła… Przyznam, że już dawno jakakolwiek postać nie wzbudzał we mnie negatywnych emocji, a w przypadku Sweetbitter każda, absolutnie każda, wzbudzała we mnie obrzydzenie. Bo jeśli autorka tegoż dzieła czerpała z własnych doświadczeń i spotkała na swojej drodze takich ludzi… pozostaje współczuć.

Przyglądaliście się kiedyś toksynom? Ich kolorom? Wielu pewne odcienie kojarzą się z trucizną… Kolor tej okładki powinien odstraszać. Powinna zapalić się Wam czerwona lampka i winniście omijać tę książkę szerokim łukiem. Bo tak jak widzicie ten potłuczony kieliszek z resztkami wina, tak nie spodziewajcie się nic więcej po treści. Jest taka jak okładka. Toksyczna i potłuczona. Do cna.

Kategorycznie nie polecam! Chyba że na własną odpowiedzialność.

Egzemplarz: Otwarte

Premiera
19.06.2019

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s