.RECENZJE · Wyd. Zysk i S-ka

„Przewoźnik” Claire McFall

Autor: Claire McFall
Tytuł: Przewoźnik
Tytuł oryginału: Ferryman
Cykl: Przewoźnik #1
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 360

Dylan przeżyła straszliwy wypadek pociągu. Ale czy na pewno?
Ponury krajobraz wokół niej to nie Szkocja, lecz pustkowie, po którym krążą zjawy w poszukiwaniu ludzkich dusz. Czekający na nią nieznajomy nie jest zwykłym chłopcem. Tristan jest przewoźnikiem. Ma bezpiecznie przetransportować jej duszę w zaświaty- zadanie, które wykonywał wielokrotnie. Tym razem jest jednak inaczej.
Rozdarta pomiędzy miłością i przeznaczeniem, Dylan zdaje sobie sprawę, że nie może ani opuścić Tristana, ani z nim zostać. Jej duszę schwyciłyby w końcu zmory. Byłaby stracona na wieki.


Paranormal romance to specyficzny gatunek powieści młodzieżowych, bo właściwie do końca nie wiadomo, czego się spodziewać, bo właściwie wydarzyć może się wszystko. To, co normalnie jest niemożliwe, w takich historiach jest całkowicie naturalne, jedynym ograniczeniem jest chyba tylko wyobraźnia autora… chociaż i ona czasami ponosi twórcę…

Biorąc się za Przewoźnika, miałam przede wszystkim ochotę na odmianę od obyczajówek i powieści historycznych. Liczyłam na coś lekkiego, szybkiego i niezobowiązującego. To, co przeczytałam, przerosło moje wyobrażenia, bynajmniej pozytywnie.

Przewoźnika czytało mi się z trudem. Przymuszałam się przez większą część, do przewracania kartek i brnięcia przez Pustkowie – dosłownie. Czekałam, aż wreszcie zacznie dziać się coś, cokolwiek, co ożywi tę pożal się boże fabułę i nada jej jakiegokolwiek kolorytu i emocji. Aż w końcu moje prośby zostały wysłuchane i zaczęło coś się dziać. Tylko, czy aby nie za późno?

Przede wszystkim zmęczyła mnie ściana jednolitego tekstu. Z przerażeniem przewracałam kolejne strony, stwierdzając, że poza nudnymi jak flaki z olejem opisami, które były monotonne, jak krajobraz wzdłuż autostrady, nie ma właściwie nic więcej. No poza nielicznymi wtrąceniami wypowiedzi i pseudodialogami, które były tak sztywne, jak nieboszczyk. A na tle całości przypominały stary mur z nielicznymi ubytkami, tak dla urozmaicenia faktury. I cała ta nijakość utrzymywała się mniej więcej do 2/3 objętości. Końcówka, choć przewidywalna, uratowała nieco moje nie najcieplejsze odczucia względem Przewoźnika. Niemniej to trochę za mało, by powiedzieć, że lektura była dobra.

Kolejna rzecz to dziwny wybuch uczucia między bohaterami. On na początku burczał na nią i furczał, ona też specjalnie nie dawała się lubić. W życiu byście nie powiedzieli, że tych dwoje może kiedykolwiek się w sobie zakochać. Aż tu nagle, przysłowiowo, ni z gruchy, ni pietruchy – miłość! I zmiana u obojga o sto osiemdziesiąt stopni! On się robi milszy, ona jakby bardziej ogarnieta, w porównaniu z tym, co prezentowała na „dzień dobry”. Ale gdyby to była miłość od pierwszego wejrzenia, to ok – kibicowałabym im. Ale takie cuda? Nie kupuję tego. Wyszło trochę tak jakby Clarie McFall albo nie wiedziała, jak ich połączyć w parę, albo próbowała na siłę skleić dwie różne wersje tej historii. Wyszło absurdalnie, nawet jak na paranomal romance.

Przyznaję, że blurb mnie zaintrygował. Pomysł Clarie McFall mnie zaciekawił, byłam prawie w stu procentach pewna, że spędzę z tą książką kilka przyjemnych godzin. Niestety, było zupełnie inaczej.
Pióro autorki też mnie nie zachwyciło. Claire McFall bardzo powoli rozkręcała się, by dopiero pod koniec książki zabłysnąć. Nim jednak ten przełom nastąpił, styl miała mocno toporny, co niewątpliwie ma wpływ na jakość lektury.

Bohaterowie wykreowani przez autorkę są… antypatyczni. Próbowałam znaleźć, coś, jakąkolwiek pozytywną cechę, która dałaby chociaż cień nadziei, że da się ich polubić. Niestety. Są zbyt transparentni. Nijacy. Brak im tego czegoś. Oboje są tak płascy, jak ziemia w wyobrażeniach ludów sprzed wieków. Claire McFall nie postarała się o nadanie im głębi i jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi, realności. Byli, bo byli i nic ponadto. To tacy bohaterowie, o których zapomina się tak szybko, jak się ich „poznaje”. Szkoda.

Motyw życia po śmierci i przejścia do innego, w domniemaniu lepszego, świata, jest tak stary, jak stara jest ludzkość. I od lat jest to motyw, który daje się aranżować na niezliczoną ilość sposobów, które mogą zaskoczyć i zainteresować czytelników. Claire McFall była bliska od stworzenia oryginalnej i ciekawej lektury. Wyszło… jak wyszło.

Przewoźnik niestety mnie zawiódł. Claire McFall ani mnie niczym nie zaskoczyła, ani niczym nie zachęciła do sięgnięcia po kolejny tom przygód Dylan i Tristana. Bo choć zakończenie było całkiem przyjemne dla oka, w mojej ocenie historia tej dwójki została wyczerpana. I obawiam się, że Trespassers [pl Intruzi?] (drugi tom) będzie prezentowała się na podobnym poziomie…
Pranormal romance – owszem, ale nie ten. 😦

Egzemplarz: Zysk i S-ka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s