.RECENZJE · Wyd. Otwarte

„Pieśń miecza” Bernard Cornwell

Autor: Bernard Cornwell
Tytuł: Pieśń miecza
Tytuł oryginału: Sword Song
Cykl: Wojny Wikingów #4
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 496

Rok 885. Między Sasami i Duńczykami panuje kruchy pokój. Uthred strzeże granicy Wessexu na Tamizie. Gdy król Alfred dowiaduje się, że wikingowie pod wodzą dwóch norweskich jarlów zajęli należący do Mercji Londyn, nakazuje Uhtredowi odbić miasto z rąk najeźdźców. Los jednak lubi niespodzianki: wikingowie proponują earlowi, by do nich przystał i nakłonił do tego także swego przybranego brata Ragnara Młodszego. Chcą podbić trzy anglosaskie królestwa. Za zdradę Wessexu oferują Uhtredowi tron Mercji…

Bernard Cornwell z tomu na tom zachwyca coraz bardziej, a przez to coraz trudniej rozstawać się z bohaterami, którzy na dobre rozgościli się w świadomości czytelnika. Pieśń miecza ponownie przenosi do wykreowanej przez autora rzeczywistości, która choć daleka od gościnności, zachwyca z każdą kolejną przeczytaną stroną.

Z racji tego, iż niedawno rozstałam się z Panami Północy, lektura Pieśni miecza była niczym płynne przejście do kolejnego rozdziału zapierającej dech w piersiach historii Uhtreda. Surowość ówczesnych realiów, grubiańskość wojów i wszędobylska brutalność ukazana piórem Bernarda Cornwella ma w sobie coś z magii, jakby to bard snuł opowieść o wielkim wojowniku, zatem zamiast wzbudzać w czytelniku negatywne emocje, fascynuje… Lekkość tejże opowieści i sposób jej opowiadania. Jak gdyby była to legenda, dorównująca swojej świetności legendzie o Królu Arturze.

I pomimo iż narracja prowadzona jest w pierwszej osobie, z perspektywy Uhtreda, to ma się wrażenie, że jest to jednak narracja trzecioosobowa, która otula niczym puchaty koc, dając poczucie bezpieczeństwa i ciepła. Genialna narracja pozwala zatopić się w wydarzeniach opisywanych na kartach tej książki, pozwalając nieomal na namacalną bytność na polach walki i kroczenie z orężem w ręku pośród poległych.

Bernard Cornwell ma bajecznie lekkie pióro i „coś”, co sprawia, że czytanie to czysta przyjemność. Sceny batalistyczne niezmiennie zachwycają sposobem ich ujęcia. Autor bowiem minimalizuje szczegóły, pozostawiając to, co najistotniejsze z punktu widzenia fabuły, wyważając w ten sposób całą powieść. Bernard Cornwell ponownie odmalowuje przed czytelnikiem różnorodne obrazy dziewięciowiecznej krainy najechanej przez obcych żądnych ziem i dóbr na nich zastałych.

W Pieśni miecza sceny batalistyczne to jednak nie wiodący motyw. Tym razem dużo tutaj uczuć. Właściwie sporo tu miłości. I nie mam na myśli scen pełnych chędożenia, a raczej tych nienamacalnych, acz wymownych wyznań, które są bardziej prawdziwe, niż byłyby, gdyby były opisami scen pokładania się na sianie. Bernard Cornwell w poetycki sposób przedstawia to uczucie, ukazując je od tej, chyba, najpiękniejszej, delikatniejszej strony. Pokazując tym samym, że powierzchowny brutal, skrywać może czułego męża i kochanka i ojca.

Czwarty tom Wojen Wikingów to idealna lektura nie tylko dla fanów powieści historycznych, ale także każdego, komu marzy się zboczenie z utartej ścieżki innych gatunków. Bernard Cornwell stworzył cudowną serię, która zachwyca warsztatem autora i fabułą, którą można się delektować, sięgając po kolejne tomy…

Gorąco polecam!

Egzemplarz: Otwarte

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s