.RECENZJE · Wyd. Media Rodzina

„Nevermoor. Przypadki Morrigan Crow” Jessica Townsend

Autor: Jessica Townsend
Tytuł: Nevermoor. Przypadki Morrigan Crow
Tytuł oryginału: Nevermoor. The Trials of Morrigan Crow
Cykl: Nevermoor #1
Wydawnictwo: Media Rodzina
Liczba stron: 432

Dawno, dawno temu w zwyczajnym, nudnym świecie żyła sobie pechowa dziewczynka. Urodziła się w pechowy dzień i jedyne, co potrafiła, to przynosić innym pecha. Zdechł ci chomik? To wina Morrigan. Wichura wyrwała ulubione drzewo? To na pewno przez Morrigan. Ale spokojnie, pechowe dzieci nigdy nie żyją długo – wszystkie umierają w swoje jedenaste urodziny. Morrigan nie do końca wierzy w te brednie, a jednak z niepokojem odlicza dni do urodzin. Tymczasem w ten dzień rzeczywiście w domu Morrigan zjawia się niecodzienny gość – ale to nie śmierć we własnej osobie, a całkiem żywy, rudy dżentelmen z propozycją nie do odrzucenia.

Jupiter wyrywa dziewczynkę z jej pechowego świata i zabiera do całkiem innego wymiaru, gdzie wszystko jest bajecznie niesamowite. Nowy opiekun chce wprowadzić Morrigan do najbardziej poważanej społeczności w Nevermoor, ale najpierw dziewczyna musi zdać szalenie niebezpieczne testy i wykazać się niezwykłym talentem, który rzuci komisję na kolana. Tylko czy Morrigan potrafi cokolwiek, poza przynoszeniem pecha?

Decyzja o sięgnięciu po Nevermoor, po zapoznaniu się z opisem, była co najmniej oczywista. Blurb zapowiadał niezwykle ciekawą opowieść, przy której zabawa będzie przednia, a czas z nią spędzony wielce satysfakcjonujący…

… i w ogólnym rozrachunku można przyjąć, że tak właśnie jest. Niemniej nim poczułam nieopisaną fascynację tą książką i dałam porwać się historii Morrigan Crow, przez niespełna pół powieści męczyłam się czytaniem, próbując za wszelką cenę wykrzesać z siebie choć odrobinę entuzjazmu. Przyznaję, nie było to łatwe zadanie, ale warte walki z początkowymi oporami i znużeniem. Bo gdy w którymś momencie „złapałam bakcyla”, niemal z szaleństwem w oczach przewracałam kolejne strony, byleby tylko dowiedzieć się, czy Morrigan uda się zdać testy i otrzymać przypinkę.


– Nevermoor – szepnęła.
Podobała jej się ta nazwa. Była jak sekret, jak słowo należące tylko do niej.


Jessice Townsend nie można odmówić ciekawego pomysłu na książkę i poprowadzenia fabuły. Autorka stopniuje napięcie, które sukcesywnie wzrasta, by w którymś momencie osiągnąć punkt kulminacyjny i opaść, a następnie zostawia czytelnika w zawieszeniu, jak bowiem wiadomo zakończenie nie stawia ostatniej kropki w historii Morrigan Crow. Raczej obiecuje dużo wrażeń w kolejnym tomie…
Jessica Townsend ma przyjemne pióro. Czy lekkie, to pozostaje ocenić czytelnikom. Na pewno ów lekkość ewoluuje w ciągu lektury, jakby autorka powoli rozwijała skrzydła i z czasem zaczęła kreślić pędzlem odważniejsze, mocniejsze i bardziej wyraźne linie, układające się w intrygującą mozaikę wymieszanych ze sobą wydarzeń i bohaterów.

– Na trzy, w porządku? – zapytał.
– Nie. – Pokręciła głową i odsunęła się od okna. – Nie w porządku. Wręcz przeciwnie.
– Morrigan, szczerze podziwiam twój instynkt samozachowawczy. Gdybyś jednak zachciała obejrzeć się za siebie, zapewne nakazałby ci wyskoczyć przez okno.

Na początku odrobinę drażniły mnie opisy, które sprawiały, że miałam ochotę zasnąć. Niemniej z czasem owe fragmenty zaczęły nabierać i kolorów i dynamiki, a wówczas o znużeniu nie było mowy. Jessica Townsand strona po stronie jednak dokładała cegiełki, budując niepowtarzalny świat, który z każdym rozdziałem oczarowywał coraz bardziej. Aż w końcu pochłaniał całkowicie.
W odniesieniu do całości udało się autorce zachować równowagę między dialogami a opisami.
Dialogi stanowią niewątpliwie barwne uzupełnienie opisów, dostarczając wielu wartych zanotowania cytatów. Konwersacje bohaterów są zabawne, elokwentne i oddają bez dwóch zdań charakter postaci, „z których ust wychodzą”.

Same kreacje bohaterów to istny miszmasz osobowości i charakterów. Jessica Townsand wykreowała nietuzinkowe postaci, które w większości wzbudzają w czytelniku sympatię, niekiedy równocześnie z irytacją. Niemniej, by nie było tak cukierkowo i kolorowo, nie brakuje czarnych charakterów. Niektórych czarniejszych niż pozostali.

Jeśli zatem macie ochotę na oryginalny kawałek literatury i powieść fantasy to, to, czego w tej chwili potrzebujecie… Wówczas łapcie Nevermoor, a nie poczujecie się zawiedzeni, bo:

– Zapnij pasy, Morrigan. I cokolwiek się zdarzy, nie zamykaj oczu.
– Co się stanie, jeśli zamknę oczy? – zainteresowała się.
– Przegapisz najfajniejsze.


Polecam!

Recenzja napisana w ramach współpracy z portalem PapierowyPies.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s