.RECENZJE · Wyd. SQN

„Muza Koszmarów” Laini Taylor

Autor: Laini Taylor
Tytuł: Muza Koszmarów
Tytuł oryginału: Muse of Nightmares
Cykl: Strange the Dreamer #2
Wydawnictwo SQN
Liczba stron: 480

Lazlo i Sarai nie są już dłużej tym, czym byli. Sarai, Muza Koszmarów, dopiero odkrywa pełnię swoich możliwości, tymczasem Lazlo musi dokonać wyboru niemożliwego: ocalić życie ukochanej czy wszystkich mieszkańców Szlochu? Otwarcie zapomnianych drzwi do nowych światów zamiast odpowiedzi przynosi wiele pytań – czy bohaterowie zawsze muszą zabijać potwory, czy mogą je… ocalić?

Życie to niekończące się pasmo wyborów i decyzji, które potrafią zmienić je o sto osiemdziesiąt stopni. I nie tylko życie jednostki, ale także innych, a niekiedy szczególnie innych. Czasami jedna drobna zmiana, jeden krok sprawia, że przyszłość diametralnie zmienia kolory, a przecież w prawdziwym życiu nie można wcisnąć przycisku „cofnij” i wrócić do poprzednich „ustawień”… Jednak można kroczyć naprzód i próbować wyprostować swoją ścieżkę, nieprawdaż? Pozostaje jednak odwieczne pytanie: jak to zrobić?

Niecierpliwie oczekiwałam na moment, w którym poznam ciąg dalszy losów bohaterów, których przyszło mi poznać w trakcie czytania Marzyciela. A gdy wreszcie nadszedł ten moment, nieśpiesznie przewracałam kolejne strony, by delektować się historią, która urzekła mnie od pierwszej chwili – w przypadku pierwszego, jak i drugiego tomu. Z nieopisaną przyjemnością zanurzałam się w świecie wykreowanym przez Laini Taylor, chłonąc go całą swoją wyobraźnią.

Laini Taylor udowodniła, że potrafi trzymać poziom w swoich książkach. Muza Koszmarów nie odbiega technicznie od Marzyciela, chociaż różni oba tomy wiele niuansów. Pierwsza część Strange the Dreamer zaczynał się nieśpiesznie jak opowieść opowiadana dzieciom przed snem. Snuła się nieśpiesznie, zapowiadając coś niesamowitego, magiczne i zapierającego dech w piersiach, i dając to wszystko, jeśli tylko dotarło się do pewnej granicy. Druga część to dynamiczna akcja osnuta równie magiczną aurą, która sprawia, że czytelnik ma wrażenie, iż znalazł się w zupełnie innym wymiarze, w którym on również staje się bohaterem rozgrywających się wydarzeń. Autorka słowami sprawnie kreuje obrazy, które pobudzają wyobraźnię do pracy na wysokich obrotach, pozwalając tym samym zobaczyć to, co widzą bohaterowie. Czuć zatem, że autorka włożyła całą siebie w tę powieść, mając jednocześnie niebywałą frajdę z wymyślania kolejnych scen.

Opisy miejsc, krajobrazów i w końcu bohaterów nadają tej historii głębi i podkreślają oryginalny pomysł, jakim jest stworzony przez Laini Taylor świat, niejeden, oraz postaci, które nie są jednoznaczne, za to wzbudzają wiele emocji w czytelniku i to jemu pozostaje ocena ich kreacji. Dialogi uzupełniają ten obraz, dodając wszystkiemu pewnego rodzaju prawdziwości i naturalności, oczywiście na tyle, na ile można o tym mówić w przypadku powieści z gatunku fantasy.

Autorka poza dopracowaną warstwą kreacji miejsc i bohaterów, wypełniła Muzę Koszmarów emocjami, które zmuszają do refleksji. Między wierszami ukrywa to, co na pierwszy rzut oka jest tłem, a tak naprawdę stanowi przekaz, który zrozumie każdy, kto chłonie tę opowieść cały sobą. Kontrasty, które wypełniają strony tej książki, zdają się krzyczeć, że decyzje to jedno, drugie to zrozumienie i wsłuchanie się w siebie i otoczenie. Na kartach Muzy Koszmarów bowiem miłość ściera się z nienawiścią, żądza zemsty z wybaczeniem, życie ze śmiercią… To plejada większych i mniejszych bitew, w których są i zwycięzcy i przegrani… A co z wojną, która zdaje czaić się gdzieś w tle?

Laini Taylor kolejny raz pozostawia swoich czytelników z pewnym niedosytem i zapowiedzią, mam nadzieję rychłą, odkrycia dalszych losów niebieskich bohaterów.
Muza Koszmarów stanowi genialne uzupełnienie Marzyciela, będąc jednocześnie odpowiedzią na część tajemnic, które w pierwszym tomie pozostawały bez odpowiedzi i nadzieją, że jeśli ukaże się trzeci tom, to będzie on przysłowiową kropką nad „i”, ze spektakularnym zakończeniem.

Cykl Strange the Dreamer to lektura, która zapewni Wam dłuuugie i przyjemne godziny, w czasie których nie będziecie chcieli rozstawać się z bohaterami, odkrywając strona po stronie niesamowite przygody. Dajcie się więc ponieść magii, jaka otacza ten cykl… Dajcie się ponieść wyobraźni i odwiedźcie miasto, którego prawdziwą nazwę zapomniano przed laty, a Szloch stanowi nie tylko obecną nazwę, ale i w pełni oddaje jego aurę… Sprawdźcie, gdzie zaprowadzą Was marzenia i czy rzeczywiście były warte tej podróży…

Gorąco polecam!

Recenzja napisana w ramach współpracy z portalem PapierowyPies.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s