.RECENZJE · Wyd. Czwarta Strona

„Tusz” Alice Broadway

Autor: Alice Broadway
Tytuł: Tusz
Tytuł oryginału: Ink
Cykl: Księgi Skór #1
Wydawnictwo: We Need YA
Liczba stron: 384

Każde zachowanie, każdy uczynek, każda ważna chwila zostawia ślad na twojej skórze. Leora jest przekonana, że jej zmarły ojciec powinien zostać zapamiętany na zawsze. Wie, że zasługuje on, aby wszystkie jego tatuaże zostały usunięte i przekształcone w księgę skóry jako dowód dobrego życia, jakie wiódł. Jednak kiedy odkrywa, że jego tusz zmieniono, a księga jest niekompletna, zaczyna się zastanawiać, czy tak naprawdę kiedykolwiek go znała.

Zastanawiałam się kiedyś, czy za każdą bajecznie błyszczącą okładką skrywa się wartościowa treść. Czy każda mieniąca się okładka albo taka pełna np. miedzianych refleksów, poza swoim zewnętrznym, niezaprzeczalnym pięknem nie jest przykrywą dla mdłej historii, której walory estetyczne nijak mają się do opakowania… Tusz wabi przecudowną okładką, od której nie można oderwać wzroku. Wabi enigmatycznym opisem i obietnicą czegoś fascynującego…

Jednak wyobrażenia to jedno, a rzeczywistość to drugie. Przyznaję, że do końca nie widziałam, z czym przyjdzie mi się zmierzyć. Nawet specjalnie się nad tym nie zastanawiałam. Byłam skoncentrowana na motywie tatuażów i jakimś oryginalnym go przedstawieniu.
Początek mnie lekko zaszokował, właściwie opis praktyki tworzenia ksiąg i zmusiło mnie to do przemyślenia, czy aby na pewno dobrym wyborem było sięgnięcie po ten tytuł. Jednak dużo gorszym był fakt, iż dość długo nie mogłam się wczytać w tę historię. Alice Broadway poświęciła za dużo miejsca na rozmemłany wstęp, który co tu dużo mówić, jest nudny jak flaki z olejem i ani przez moment nie zapowiada, by później miało się coś zmienić. Dopiero gdzieś tak po mniej więcej stu pięćdziesięciu stronach zaczyna się, mam wrażenie, właściwa historia, którą czyta się z przyjemnością. Może i brakuje wypieków na twarzy w trakcie lektury, ale dopiero od tego momentu czytelnik nie bardzo ma ochotę rozstawać się z Tuszem.

Alice Broadway stworzyła niewątpliwie oryginalną fabułę. Pierwszy raz miałam okazję przeczytać książkę, która w tak ciekawy sposób eksploruje motyw tatuażów i to w tak konsekwentny sposób. Czuć, że autorce zależało na jak najlepszym opracowaniu pomysłu i przelaniu go na papier, jednak chęci i możliwości nie zawsze idą w parze. Choć można przyjąć, że Alice Broadway ma przystępny, lekki styl, to zdecydowanie brakuje jej umiejętności kreowania miejsc poprzez opisy. Za to dość mocno skupiła się na przeżyciach głównej bohaterki, które determinują zawartość książki. Właściwie, gdyby maksymalnie skrócić początek i w jego objętościowe miejsce dodać szczegóły, opisy miejsc, wyszłaby powieść prawie idealna.
Brakło mi też w związku z tym plastyczności ukrytej pomiędzy słowami, która sprawiałaby, że zagłębianie się w fabułę mogłabym przyrównać do seansu kinowego. Tutaj tego niestety nie znalazłam.

Za to opisy postaci i ich kreacje wyszły Alice Broadway po mistrzowsku. Tutaj zadbała o wiele aspektów. Przede wszystkim, jak już wspomniałam, Leorę poznajemy nieomal na wylot. Autorka doprecyzowała również jej wygląd zewnętrzny, więc czytelnik bez problemu będzie umiał ją sobie zwizualizować. Również pozostałe postaci nie odstają od głównej bohaterki na tym polu. Alice Broadway poświęciła sporo miejsca na to, by bohaterowie ożyli w głowach czytających tę powieść.

To, co jeszcze zwróciło moją uwagę to liczne opowieści/legendy, jakie autorka umieściła na kartach Tuszu. Niektóre przywodzą na myśl mity greckie albo baśnie, które w dzieciństwie przed snem czytali rodzice. Alice Broadway sprawnie i pomysłowo „przerobiła” je na tuszową modłę i przyznaję, wyszło to ciekawie.

Prowadzenie akcji tuż po tym, jak akcja nabiera tempa, również zachwyca. Zwłaszcza zwrotami akcji, które zaskakują. W szczególności zakończenie, które aż się prosi o to, by od razu zabrać się za Iskrę. Alice Broadway pozostawiła czytelników w najgorszym z możliwych momentów, z drugiej strony najlepszym, bo fani Tuszu z niecierpliwością będą wyglądać chwili, by w ich ręce trafiła kontynuacja.

Jeśli więc macie ochotę na coś nowego i oryginalnego, kochacie tatuaże, a utopijne klimaty Wam niestraszne, rozważcie lekturę Tuszu. Zjawiskowa okładka ukrywa w sobie historię z potencjałem.

Recenzja napisana w ramach współpracy z portalem PapierowyPies.pl


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s