.RECENZJE · Wyd. Edipresse Książki

„Miłość z błękitnego nieba” Krystyna Mirek

Autor: Krystyna Mirek
Tytuł: Miłość z błękitnego nieba
Inny tytuł: Miłość z jasnego nieba
Wydawnictwo: Edipresse Książki
Liczba stron:328

Walentynkowy Kraków to dla wielu zakochanych jedno z najbardziej romantycznych miejsc na ziemi. Tu właśnie przybywa Angelika, która ma do podpisania najważniejszy kontrakt w karierze. Nie zawaha się przed niczym, byle tylko osiągnąć cel. Dla niej Kraków to miasto, z którego kiedyś uciekła i nie zamierza wracać do niełatwych wspomnień. Jest skoncentrowana na pracy i nie pozwala sobie na żadne sentymenty.
Po drugiej stronie barykady stoi właściciel prężnie rozwijającej się firmy, prywatnie niepoprawny kobieciarz, choć z zasadami. On też chce podpisać ten kontrakt, ale na swoich warunkach. I również nie ma oporów, by korzystać ze wszelkich sposobów, które mogą do tego doprowadzić.
Co się stanie w mroźną walentynkową noc? Kto zwycięży w biznesowych negocjacjach i w jaki sposób zakończy się próba osiągnięcia niemożliwego kompromisu? Z pozoru niewinny splot wydarzeń sprawi, że życie wielu osób zmieni się bardzo mocno.


Miłość z błękitnego nieba miała być drugą szansą po świątecznej powieści autorki, która przekonałaby mnie do tego, że Tylko jeden wieczór był jednorazowym spadkiem mocy. Niestety jestem dość mocno rozczarowana. Spodziewałam się czegoś innego, a raczej liczyłam na coś innego.

Z pozytywnym nastawieniem zabierałam się za poprawioną wersje Miłości z jasnego nieba (Obecnie: Miłość z błękitnego nieba). Miałam ochotę na coś lekkiego i niezobowiązującego, bo do tej pory znajdowałam to w powieściach Krystyny Mirek. Niestety przez bite dwieście stron (z trzystu dwudziestu ośmiu) marzyłam tylko o tym, by skończyć i zapomnieć, że w ogóle zdecydowałam się na lekturę tej książki. Przez cały czas miałam wrażenie, że dukam, a nie płynnie czytam kolejne zdania, a sama fabuła i bohaterowie wołali o pomstę do nieba. Całość była płaska, nijaka, momentami miałam wrażenie, że absurdalna (podchody, by podpisać umowę, jeśli tak zdarza się w prawdziwym życiu, to współczuję) i koniec końców zero emocji. Totalny emocjonalny null. W głowie tłukło mi się pytanie: Gdzie jest Krystyna Mirek z chociażby Sagi Cantendorfów?

Zwątpiłam, że dalej znajdę cokolwiek, co uratuje mnie i książkę. Jednak los bywa przewrotny i lubi zaskakiwać. W chwili, w której praktycznie spisałam Miłość z błękitnego nieba na straty, historia ta ukazała swe ludzkie oblicze i o dziwo zaczęły pojawiać się jakieś emocje. Co prawda nie mogę napisać, że miłość wylewa się z książki hektolitrami, namiętność i pasja unosi się wokół książki niczym przyjemna mgiełka, ale… w końcu grymas niezadowolenia przemienił się w szczery uśmiech.

Te sto dwadzieścia osiem stron okazała się przyjemną, wciągającą lekturą, która faktycznie świetnie wpisuje się w walentynkowy klimat. Wiecie, Love is in the air i te sprawy. Krystyna Mirek poza wątkiem miłosnym, który wreszcie nabrał rumieńców, rozbudowała dość szybko wątek przeszłości głównej bohaterki, która przez lata nie potrafiła stawić czoła wydarzeniom z dzieciństwa. I tak jak poprzednie rozdziały wlokły się niemiłosiernie, tak te pędziły niemalże, jak bolid Formuły 1.

Do tej pory uważałam, że każda powieść Krystyny Mirek to gwarancja lekkiego pióra i historii, od której czytelnik nie można, ba!, nie chce się oderwać. Przyjemność przez duże „P”. W przypadku Miłości z błękitnego nieba wypadałoby ocenić tę książkę, dzieląc ją umownie na pół. Pierwsza połowa to ciężki kawałek literatury, bo nie wnosi nic szczególnego, wręcz niemiłosiernie wydłuża to, co nieuniknione i moim zdaniem najistotniejsze. Druga połowa, która już traktuje o tym, co najważniejsze dzieje się za szybko, przez co, pomimo iż czyta się to naprawdę dobrze, traci. Wszystko zaczyna się układać jak z płatka, pędzie na łeb na szyję, nie pozwalając w pełni delektować się walentynkową aurą miłości.

Bohaterowie znowuż na samym początku byli godni pożałowania. W ogóle nie nadążałam za nimi, ich zachowaniem. Daniel wzbudzał we mnie nieomalże wstręt, tak samo, jak jego przyjaciel, chociaż zachowali się jak ostatnie łachudry na dwóch różnych płaszczyznach. Angelika denerwowała mnie sposobem, w jaki zmieniała „maski”. Raz była na powrót zahukaną małą dziewczynką, po chwili cyniczną, zimną kobietą. Dopiero potem oba wizerunki zostały ocieplone i wówczas poczułam wobec tej dwójki sympatię. Natomiast przyjaciel Daniela okazał się kanalią do sześcianu.

Miłość z błękitnego nieba ma swoje minusy, ale ma też plusy, więc decyzja o tym, czy sięgniecie po poprawioną wersję Miłości z jasnego nieba, zależy od Was. Ja chyba aktualnie zrezygnuję ze zgłębiania powieści spod pióra Krystyny Mirek. Może potrzebuję odrobiny przerwy, by na nowo odkryć w nich to, co znalazłam podczas pierwszego spotkania.

Egzemplarz: Edipresse Książki.

2 myśli na temat “„Miłość z błękitnego nieba” Krystyna Mirek

  1. Tej książki autorki jeszcze nie znam, ale polecam „Blizny przeszłości” jej autorstwa. Krystyna Mirek ukazała się w nowej odsłonie literackiej pisząc niesamowicie wciągający thriller 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s