.RECENZJE · Wyd. Novae Res

\Przedpremierowo/ „Dwanaście warunków Pani Prezes” Marta Milda

Autor: Marta Milda
Tytuł: Dwanaście warunków Pani Prezes
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 482

Dwudziestoletni Michał, niezwykle przystojny student historii Uniwersytetu Wrocławskiego, pracuje dorywczo w myjni samochodowej, by zarobić na utrzymanie, naukę i leczenie schorowanej matki. Kiedy pewnego dnia w jego miejscu pracy pojawia się czterdziestotrzyletnia pani Marta, bogata i elegancka właścicielka nowiutkiej czarnej hondy, chłopak czuje się onieśmielony tak piękną klientką, a jednocześnie zaintrygowany wysokim napiwkiem, jaki mu zostawiła. Jej nietypowa, intymna propozycja będzie początkiem serii namiętnych spotkań, które przerodzą się w relację pełną erotycznych niedopowiedzeń, gorzkich tajemnic i perwersyjnych pragnień…

Jak mroczne sekrety ukrywa w swojej luksusowej alkowie ekscentryczna kochanka? Czy młodemu mężczyźnie wystarczy sił i odwagi, aby przekroczyć niebezpieczną granicę strefy pożądania i stoczyć walkę z bezwzględną diablicą? Czyżby jego oczy potrafiły dostrzec więcej niż tylko powalający widok z okien jej eleganckiego apartamentu?

Wiecie, że literatura kobieca z naciskiem na erotyk w stylu BDSM to „gatunek”, po który sięgam bardzo rzadko, bo i niewiele tego typu powieści ma tak zwane ręce i nogi. Niemniej kto mógłby odmówić sobie lektury książki z taką okładką? Kto nie chciałby zaryzykować? Czasami takie wybory to przekleństwo…, a jak było w przypadku Dwunastu warunków Pani Prezes?

Przyznaję już na wstępie, że debiut Marty Mildy nie jest wolny od wad. Skłamałabym, gdybym napisała inaczej. Jednak biorąc pod uwagę, że to być może początek kariery pisarskiej autorki, odrobina pracy i jest szansa na lekkie powieści dla kobiet spragnionych emocji, przy których można się i pośmiać, i trochę powzdychać, a czasem może popaść w nostalgiczną nutę.

Zacznę może od tego, co mi się nie podobało, by na koniec zatrzeć złe wrażenie. 😉 Grzechem tej książki są wyrazy dźwiękonaśladowcze, a właściwie „hi hi” wtrącane w dialogach, w których rozmówcami są dwudziestoletni studenci. W mojej głowie brzmiało to, jak chichot trzynastolatki, która pierwszy raz w życiu usłyszała słowo penis. Zatem jeśli autorka chciała podkreślić to, że bohaterowie żartują, wystarczyło zaznaczyć w inny sposób. Mniej zniewieściały. 😉

Kolejna sprawa to miliony przymiotników w jednym zdaniu. Ja rozumiem, iż Marta Milda chciała (tak wnioskuję) podkreślić pewne sceny, ich wyjątkowość, ale tym namnożeniem określeń traciły swoją magię i obietnicę tajemnicy, która upadała z taką prędkością, z jaką halka opada z kobiety, prezentującej na dzień dobry wszystko, co ma do pokazania. Gdzie tu miejsce dla wyobraźni? Tak więc ograniczenie się czasami do dwóch, maksymalnie trzech, zamiast sześciu przymiotników wyszłoby tej powieści na zdrowie, zostawiając odrobinę pola dla wyobraźni czytelniczek.

By przejść do kolejnego minusa, drobnego, acz gryzącego nieco w oczy i umysły, muszę w pierwszej kolejności wspomnieć o scenach erotycznych. Jak pisałam na wstępie Marta Milda pokusiła się o seks w stylu BDSM i przyznaję bez bicia, że wyszło jej to prawie idealnie. Sceny są ostre. Czy wyuzdane? No cóż, to zależy kto, jakie ma do tego podejście. Natomiast to na co muszę zwrócić uwagę to wypowiedzi naszego dwudziestoletniego Michała, który rzucony na głęboką wodę, jąka się niemiłosiernie, wymyślając jednocześnie takie epitety, które wywoływały u mnie salwy śmiechu, a na miejscu głównej bohaterki raczej miałabym ochotę wyjść niżeli kontynuować tę zabawę. Jednak jak wspomniałam… co kto lubi, co kogo kręci. I oczywiście plusik za to, że z czasem zaczął składać coraz składniejsze zdania… Prawdą jest jednak to, że początki są najtrudniejsze, potem idzie już z górki.

Styl Marty Mildy jest dość lekki i przyjemny. Dwanaście warunków Pani Prezes czyta się całkiem szybko, choć jest kilka momentów, w których czytelniczka wynudzi się jak mops, ale… w odniesieniu do całości można rzec, że nie ma to dużego wpływu na doznania czytelnicze.
Opisami buduje interesujące obrazy, niekiedy na tyle, że miałam ochotę tak jak Pani Prezes Marta i Michał podziwiać gwiazdy na niebie z okien jej mieszkania. To byłoby magiczne doznanie.
Dialogi, pomijając wspomniane wcześniej „hi hi”, są przyzwoicie skonstruowane. Może momentami brakowało im emocji i naturalności, ale w ogólnym rozrachunku, jak na powieść w tym gatunku są godne pochwały.

Bohaterowie wykreowani przez Martę Mildę… Widać, że autorka chciała zbudować wyraziste postaci, które mają przeszłość, teraźniejszość, a przyszłość stoi przed nimi otworem. Zarówno Pani Prezes, jak i Michał są dopracowani pod wieloma względami. Charakterystyka postaci jest bardzo dokładna – w pewnym momencie poznajemy pełne historie obojga bohaterów, zatem czytelniczki mogą zrozumieć pewne ich zachowania.

Marta Milda poza stroną erotyczna tej powieści ukazuje bezwzględność świata biznesu i tym, jakie wyzwania stawia on wobec kobiet. Niemniej chyba najistotniejszym „zagadnieniem” poruszonym w Dwunastu warunkach Pani Prezes, jest to ile i co człowiek jest w stanie zrobić, by zmienić swoje życie. Że czasem trzeba sięgnąć się do kontrowersyjnych „zagrań”, by móc wyrwać się z nędzy, a droga do wyjścia „na czysto”, potrafi być równie bolesna, co przyjemna… I w końcu, że to, jak będzie wyglądało nasze życie, zależy tylko i wyłącznie od nas samych… a może niekiedy i od przypadku?

Jeśli więc macie ochotę dać szansę debiutantce, lubicie powieści o zabarwieniu erotycznym, a BDSM Wam niestraszne to skuście się na ten tytuł. Jeśli jednak nie gustujecie w tego typu historiach – trzymajcie się do tego tytułu z daleka… Choć według mnie to dobry debiut.

Egzemplarz: Novae Res

Premiera 11-02-2019

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s