.RECENZJE · Wyd. Replika

Nawiedzony dom na wzgórzu – Shirley Jackson

LRM_EXPORT_147408692204067_20181130_203055533

Autorzy: Shirley Jackson
Tytuł: Nawiedzony dom na wzgórzu
Wydawnictwo: Replika
Liczba stron: 304

 

Powieść „Nawiedzony dom na Wzgórzu” autorstwa Shirley Jackson pojawia się się ostatnio wszędzie. Instagram zapełniony jest pięknymi zdjęciami tej książki, Netflix zdecydował się nakręcić serial inspirowany tą powieścią. Nic więc dziwnego, że zdecydowałam się sięgnąć po tą książkę.

Kilka słów chciałabym poświęcić okładce, bowiem nie można przejść obok niej obojętnie. Utrzymana w ciemnych szarościach, ocierających się niemal o czerń, tworzy element grozy, niepewności, być może nawet odrobiny strachu, którą powinniśmy odczuwać sięgając po ten tytuł. Zastosowanie niewielkiego kolażu starego, mrocznego domu postawionego na połowie zapłakanej twarzy kobiety, tak aby oczy zostały zastąpione potężnymi oknami, również zmusza do zatrzymania się wzroku na tym szczególe. Grafika zapada w pamięć, co z pewnością wpływa na rozpoznawalność samej powieści.

Dość jednak o okładce, przejdźmy do tego, co kryje się w środku. Pierwszy raz powieść została wydana w 1959 roku i z całą pewnością była wielkim wydarzeniem. Pomysł zamknięcia czwórki zupełnie obcych sobie osób w odseparowanym od ludzkich osad, na dodatek nawiedzonym domu na wzgórzu w tamtych czasach musiał wydawać się wielu osobom wprost rewolucyjny. I jeśli rzeczywiście spojrzymy na tą książkę z tego punktu widzenia, to jest ona czymś niezwykłym. Czymś, co każdy miłośnik horrorów powinien nie tylko przeczytać, ale też posiadać w swojej domowej biblioteczce.

Jak czyta się tą książkę w ostatnich dniach listopada 2018? Powiem szczerze, wiązałam z tą książką wielkie nadzieje, niestety z każdą kolejną przeczytaną stroną entuzjazm opadał. Nie ukrywam, będąc gdzieś w połowie tej niewielkiej powieści (liczącej sobie nieco ponad 300 stron) nadal miałam nadzieję, że jeszcze będzie lepiej, a sam tekst wciśnie mnie w fotel i nie pozwoli wypuścić książki z dłoni. Niestety, nie doczekałam się czegoś takiego. Temperatura samej powieści była letnia, momentami nawet chłodna. To, co kiedyś mogło wywoływać strach, w XXI wieku może jedynie wzbudzić lekki uśmiech.

Postacie, zarówno główne – czyli doktor Montague, Eleonora, Luke oraz Theodora, jak i te drugoplanowe – w tym moja ulubienica – pani Dudley, zostały napisane niemal doskonale. Możemy niemal poczuć, że mamy do czynienia z żywymi ludźmi. To zaliczam autorce na wielki plus. Trudno jest stworzyć osoby, które ożywają na papierze, wzbudzając szeroki wachlarz emocji, od sympatii, aż po rozdrażnienie. Zabrakło jednak tego „czegoś”, co połączyłoby te osobowości, wprowadziło prawdziwy konflikt i sprawiło, że wieczorem zostawi się zapalone światło w obawie przed duchami.

Podsumowując: Miłośnicy gatunku powinni sięgnąć po to książkę, ze względu na tradycję; osoby, które dopiero zaczynają swoją przygodę z tym gatunkiem, mogą i prawdopodobnie poczują się nią znudzone.

Za możliwość lektury dziękuję wydawnictwu Replika

a_monika

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s