.RECENZJE · Wyd. Zysk i S-ka

„Dziki romans” Christina Lauren

Autor: Christina Lauren
Tytuł: Dziki romans
Tytuł oryginału: Dirty Rowdy Thing
Cykl: Wild Seasons #2
Wydawnictwo: Zysk iS-ka
Liczna stron: 332

W przeciwieństwie do przyjaciółek Mii i Loli, Harlow Vega ma opinię zawsze gotowej do romansu. Dwanaście pełnych alkoholu i szaleństwa godzin w Sin City, kiedy to poślubiła niedorzecznie atrakcyjnego i szorstkiego kanadyjskiego rybaka, Finna Robertsa, o niewiarygodnie sprawnych, muskularnych rękach – jak również ustach i reszcie ciała – to właśnie jej szybkość w tych sprawach…
Ale to przecież był tylko romans: dziki, oszałamiający i łatwy…dopóki Finn nie przyjeżdża w interesach do jej rodzinnego miasta. Harlow nie jest jeszcze gotowa się wiązać, ale kiedy cała paczka spędza czas razem, przekonuje się, że coś ją w Finnie pociąga.Może to nie miłość (cholera, to nawet nie sympatia), ale ich podniecające, pełne napięcia spotkania stanowią dla nich idealne oderwanie od przerażających wyzwań, które stawia przed nimi życie– wyzwań, których żadne z nich nie do końca potrafi podjąć,nie mówiąc już o ich rozwiązaniu. Jedna wspólna noc zamienia się w dwie, a wkrótce tajemnicze interesy Finna przeciągają się w tygodnie. Oboje zgodzili się na seks – dziki, mokry, oszałamiający– ale teraz ich dorywcze wspólne noce zaczynają się zamieniać w coś prawdziwego. Dla dwojga ludzi przyzwyczajonych do kontrolowania swojego życia ostatni skok w nieznane, czyli zakochanie się,przypomina raczej jazdę bez trzymanki…


Po lekturze Słodkich rozkoszy,którymi byłam zachwycona, ciekawiło mnie, co tym razem przygotował duet skrywający się pod pseudonimem Christina Lauren. I choć sama historia nie jest zła, to lektura nie okazała się tak dobra, jak poprzednia.

Jestem nieziemsko rozczarowana tą książką.Dlaczego? Czytanie szło mi jak przysłowiowa krew z nosa. Trzysta trzydzieści stron Dzikiego romansu męczyłam cały dzień, gdzie poprzedni tom, który był trochę obszerniejszy,przerobiłam w nieco ponad trzy godziny. Pomimo wielkich chęci i zaangażowania, bo miejscami lektura bywała całkiem ciekawa,nieomal zasypiałam, przewracając kolejne strony i modląc się, by wreszcie a) zaczęło się coś dziać, b) dobrnąć do końca.Zabrakło mi w tej książce jakiegoś flow, tego czegoś, co sprawia, że lektura jest pasjonująca, pełna żaru i namiętności– jeśli to romans z nutą erotyku i w zasadzie czyta się sama, a wyobraźnia odtwarza obrazy tak barwne i soczyste, że czasami chce się zasłonić oczy i patrzeć na nie przez palce, by ukryć rumieniec wykwitający na twarzy. Tutaj brakło tego wszystkiego.

Fabuła nie jest nadzwyczajna, wszak o szybkich pijackich ślubach w Las Vegas prawiło wiele romansów, dając tym samym początek wszelakiej maści kontynuacjom ów małżeństw tudzież związków po anulowaniu tegoż przedsięwzięcia. Zatem zaskakująco nie jest wcale. Po przeczytaniu pierwszych stron można przewidzieć z niemal stuprocentową dokładnością, jak potoczy się akcja, że nie braknie seksu na rozluźnienie i odstresowanie,dramatów i happy endu. Wszak duże dziewczynki kochają bajki z pozytywnym zakończeniem, prawda? Zatem bajka o umięśnionym rycerzu na białym koniu (no w tym wypadku łodzi, ale niekoniecznie białej),który językiem potrafi zdziałać cuda i wie, jak używa się miecza ^^ oraz księżniczce, która nie radzi sobie z problemami rodzinnymi, jakie zachwiały jej ustabilizowanym światem, w pełni spełnia te standardy. Oczywiście na drodze bajkowej pary pojawiają się problemy, ale co by to była za bajka, w której nie ma choć odrobinę grozy? Do głównego bohatera można trochę powzdychać,zatrzepotać rzęsami i snuć plany: jakby to było, gdym to ja była na miejscu Harlow… Zagalopowałam się… Niczego takiego sobie nie wyobrażałam… 

Tym razem piórko duetu Christina Lauren mnie zawiodło. Zabrakło mi magii i lekkości w tej powieści.Zabrakło emocji, które w poprzednim tomie ujęły moje serducho. Ta historia jest dla mnie płaska, takie trochę 2D zamiast 3D, a szkoda, bo wiązałam z tym cyklem duże nadzieje.

Scen uniesień miłosnych zabraknąć nie mogło, w końcu to romans z tą erotyczną nutą. Sceny są. Nawet kilka. Na pierwszy rzut oka są mocne i odrobinę egzotyczne, bo nie jest to klasyczny seks po misjonarsku, tudzież zwiedzanie wszelkich powierzchni płaskich  i osiąganie szczytów. To raczej coś dla tych, którzy wolą nieco niekonwencjonalne zabawy. Przynajmniej raz na jakiś czas. Niemniej zabrakło mi w nich żaru, namiętności i dzikości, jaką sugeruje tytuł. Te sceny w ogóle do mnie nie przemawiały, zupełnie jakbym czytała instrukcje obsługi jakiegoś nieskomplikowanego urządzenia,a nie sceny, w których główni bohaterowie zaspokajają swoje najdziksze żądze. Gdzie się podziały emocje?!

Postaci wykreowani przez pisarski duet nie wyróżniają się niczym szczególnym na tle innych bohaterów takich powieści. Młodzi,piękni, mniej lub bardziej majętni, z perspektywami, które prawie same pchają im się przed oblicza. Tacy niby ludzie z sąsiedztwa,ale trochę przekoloryzowani i nie do końca wiarygodni.

Konkludując, Dziki romans to lektura, która okazała się dla mnie ciężką próbą, niemniej znajdzie swoich zwolenników – tego jestem pewna, bo ma kilka całkiem fajnych fragmentów, choć to za mało by nazwać książkę dobrą. Nie znalazłam w niej tego, co tak spodobało mi się w poprzednim tomie cyklu Wild Seasons. Pozostaje pytanie, czy trzeci tom okaże się równie średni, czy  może duet Christina Lauren zaliczył tylko drobną wpadkę i zachwyci kolejnym razem?

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s