.RECENZJE · Wyd. Lucky

„Ona przyszła ostatnia” Teresa Monika Rudzka

40055256_691129231269226_6310495869196042240_n

Autor: Teresa Monika Rudzka
Tytuł: Ona przyszła ostatnia
Wydawnictwo: Lucky
Liczba stron: 272

Tajemnicza śmierć wydawcy podczas panelu literackiego w hotelu Przepióreczka w Nałęczowie.
Józef Mulawa, właściciel wydawnictwa Piękne Słowa, nie rozliczał się z pisarzami w terminie, uwodził, zwodził i manipulował. Właściwie wszyscy uczestnicy spotkania żywili wobec niego przynajmniej urazę.
Podczas dochodzenia szybko wychodzi na jaw, że środowisko pisarzy, redaktorów, wydawców i recenzentów, zdominowane przez kobiety, jest bardzo skłócone, podzielone, rozplotkowane i zazdrosne o sukcesy.
Ktoś z uczestników zabił i morderca jest cały czas hotelu.
Remedios, znana lekarka i pisarka, pomaga rozwikłać zagadkę, kto był ostatni w pokoju denata.

Czasem najdzie mnie ochota na jakiś kryminał albo thriller, stąd zdecydowałam się na lekturę Ona przyszła ostatnia. Niestety moje wrażenia dalekie były od zachwytu, a przemyślenia, jakoby powieść ta była „w stylu mistrzyni gatunku – Agathy Christie”… No cóż, dalekie to było od tego, co Christie zostawiła po sobie w spadku dla ludzkości.

Opis książki zapowiadał historię z dreszczykiem, chociażby emocji. Na zapowiedzi się jednak skończyło, kryminałem bowiem może i ta książka trąci, ale na pewno nim nie jest. To raczej coś na kształt komedii i to kiepskiej. W książce nie dzieje się nic, choć biorąc pod uwagę, że trwa dochodzenie w sprawie śmierci właściciela jednego z wydawnictw, powinien być jakiś ruch, jakieś emocje, a tych tu brak, przez duże „B”. Czytając, miałam wrażenie, że historia opisana na kartach, dociera do mnie, jak przesz grubą szybę. Obraz był zamazany. Wszystko inne tez.
Do szewskiej pasji doprowadzało mnie to, że akcja kręciła się wokół tego, z kim sypiał denat i, z kim jego kochanki sypiały wtedy, gdy nie sypiały z nim! Dochodzenie to „śmiech na sali” w dodatku przy pustych krzesłach. Praca policji – można rzec, że bliska rzeczywistości (nie wiedzą, o co mają pytać i co robić), samozwańcza zaś pani detektyw, no cóż, zupełnie mnie nie przekonała, aczkolwiek na tle całości wypadła najlepiej.

Kolejna sprawa to ukazanie w krzywym zwierciadle światka pisarek i pisarzy wraz z blogerską nutą. Momentami, może i było to odrobinę zabawne, wszak w niektórych (jeśli nie wszystkich) postaciach można odnaleźć podobieństwa do rzeczywistego stanu rzeczy, ale… miałam wrażenie, że autorka za daleko poszła w tym zakrzywianiu, wyszło bowiem na to, że są pośród nas skończeni idioci, którzy… no cóż, dowiecie się, jeśli zdecydujecie się na lekturę.

Bohaterowie irytowali mnie w mniejszym lub większym stopniu, nic zresztą dziwnego, gdy ma się do czynienia z tak niestabilnymi emocjonalnie postaciami. Redemios co prawda na tle całości wypadła najkorzystniej, chociaż nie błyszczała szczególnie, zdecydowanie wolę osobę, na której była wzorowana ta bohaterka, wszak nie jest to tajemnicą, kim ona jest.

Jedynym plusem tej książki jest to, że w miarę szybko się czyta. Kartki przewracają się same, nie trzeba specjalnie zastanawiać się nad treścią, ot lektura naraz, do przeczytania i zapomnienia. Teoretycznie można uznać, że pióro Teresy Moniki Rudzkiej jest lekkie, w praktyce… wychodzi na to, że poziom i treść książki jest taka, jak niektórych bohaterek. Zdecydowanie nie moje gusta czytelnicze.

Niemniej sami musicie ocenić, czy treść tej książki ma dla Was jakąś wartość.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Lucky.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s