.RECENZJE · Inne wydawnictwa

„Bieg do gwiazd” Dominika Smoleń

biegdogwiazd1

Autor: Dominika Smoleń
Tytuł: Bieg do gwiazd
Wydawnictwo: Szara Godzina
Liczba stron: 320


Czy diagnoza lekarska przekreśli marzenia młodej dziewczyny? Cukrzyca. Słowo, które zmienia życie na zawsze. Choroba, z którą każdy może mieć do czynienia. Błogosławieństwo czy klątwa? Ada była pewna, że usłyszała wyrok śmierci. Bez wsparcia rodziców i przyjaciół coraz bardziej zamykała się w sobie, popadając w depresję. Po wyjściu ze szpitala psychiatrycznego dostała list od babci, który diametralnie zmienił jej nastawienie do rzeczywistości. Zapragnęła stać się normalną nastolatką, nawet jeśli oznaczałoby to walkę z własnymi słabościami.

Ostatnio ciągną się za mną lektury, które dalekie są od takich, które mogłabym tytułować miałem „ulubione”, czy „warto przeczytać”. Nie inaczej jest w przypadku Biegu do gwiazd, mając na uwadze opis zdradzający trudną tematykę, spodziewałam się zupełnie czegoś innego, niżeli to, co zaserwowała autorka.

Zabierając się za Bieg do gwiazd, byłam nastawiona sceptycznie z ukierunkowaniem na pozytywne wrażenie, tyle bowiem nasłuchałam się od koleżanek i naczytałam urywkowych opinii, jakoby powieść ta była fenomenalna, bo tematyka trudna i niespotykana, a sam pomysł co najmniej zachwycający. Znacie to uczucie, gdy okazuje się, że rzeczywistość bawi się w mniej kolorowych barwach, by nie powiedzieć, że więcej w niej czerni niż nawet szarości? Tak? Świetnie. Pierwsze, co mnie rozłożyło to początkowe plus minus trzydzieści stron tak depresyjne i nużące, że nie dość, że udzielił mi się nastrój aż nadto, to czułam, że każda kolejna strona przybliża mnie do spotkania z Morfeuszem, ale po skonfrontowaniu swoich pierwszych wrażeń z przyjaciółmi usłyszałam „dalej będzie ciekawiej”. Ciekawiej, ok, zaparłam się i brnęłam dalej. Nadmiar negatywnych emocji odszedł w zapomnienie, to fakt, chaos gramatyczno-składniowy jakby nabrał sensu (wcześniej bowiem miałam nieodparte wrażenie, że coś nie gra w konstrukcji zdań i ich sensowności), ot zaczęło się czytać całkiem dobrze, w miarę szybko i tak przedzierałam się przez kolejne rozdziały niczym podróżnik po amazońskiej puszczy, co rusz napotykając na jakieś liany, które krępowały ruchy i w takich chwilach marzyłam o dobrze naostrzonej maczecie, tfu, o dobrej korekcie i ucięciu niepotrzebnych opisów, scen… Bo o ile szczegółowe opisy dotyczące aplikacji insulity, działania pompy insulinowej dla laika mogą być pomocne, gdyby w przyszłości miał kontakt z diabetykiem, któremu trzeba pomóc, o tyle rozkładanie na części pierwsze czynności wykonywanych na co dzień? Chyba każdy wie, jak się sprząta i wyciera kurze, prawda?

Paradoksalnie po depresyjnym wstępie, który aż iskrzył się od negatywnych emocji, w dalszej części zabrakło mi jakichkolwiek emocji. Niezależnie, czy dzień Ady był lepszy, czy gorszy, każdy był płaski emocjonalnie. Może nie dla głównej bohaterki, ale dla mnie jako czytelnika tak. Ot suche opisy, nic więcej.


Kolejna rzecz to dialogi, które, miałam wrażenie, zostały wyrwane z poprzedniej epoki! Szczerze ciężko mi sobie wyobrazić, by w ten sposób składali zdania współcześni nastolatkowie i prowadzili, prawie wpadające w patos, konwersacje.
A i ciąg nieprawdopodobnych wydarzeń jest dość spektakularny. Przez pewien czas fabuła płynie sobie nieśpiesznie. Coś się dzieje, ale właściwie nic szczególnego i nagle, niczym domino, jeden wydarzenie goni drugie, czyniąc jakby wyścigi, komu przydarzy się coś bardziej… cool? Przyznam, że dziwny to zabieg w moim odczuciu, ponieważ owe „przypadki” niewiele wnoszą, jeśli w ogóle, do treści książki, wręcz umacniając wrażenie sztuczności.

Ostatnie, co nie mniej mnie kuło w oczy to nadużywanie słowa „egzystencja”. W kontekście całej powieści było to całkowicie chybione. Ja wiem, że to „ładniej” brzmi, ładniej niż „życie”, tak bardziej dostojnie i dorośle, ale to zupełnie dwa różne znaczenia, których nie używa się zamiennie.

Bohaterowie wykreowani przez Dominikę Smoleń ani nie są specjalnie szczególni, ani wyraziści. Mając na uwadze mnogość powieści w gatunku NA, nie zapamiętacie ich ze względu na oryginalność ich charakterów, ba, ja miałam problem z imieniem głównej bohaterki po 24 godzinach od zakończenia lektury. Jedyne, co będziecie pamiętać to, to, że bohaterka miała cukrzyce i depresje.

Plusem tej powieści jest tematyka, a mianowicie cukrzyca i depresja. Autorka starała się jak najrzetelniej oddać oba zagadnienia. O ile rozwinięcie zagadnień diabetologicznych w mojej ocenie jest rzetelne, o tyle z obrazem depresji bym polemizowała, a w szczególności jej źródła. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, w jakiej znalazła się główna bohaterka. Nie tylko z perspektywy dziecka, ale chyba przede wszystkim rodzica, to bowiem jak zachowywali się względem niej po diagnozie woła o pomstę do nieba i wydaję się mało prawdopodobnym, ale może się mylę… Musicie ocenić sami.

Podsumowując: Bieg do gwiazd miał potencjał na świetną powieść, niemniej warsztat autorki położył go całkowicie. Składnia zdań, która momentami aż prosiła się o czerwony długopis i wynotowanie błędów gramatycznych, stylistycznych itd., zbyt długie i szczegółowe opisy tam, gdzie były one zbędne i brak emocji, które powinny kipieć na każdej stronie. I nawet zakończenie nie ratuje ostatecznego wrażenia. Szkoda.

Za egzemplarz dziękuję autorce Dominice Smoleń oraz Wydawnictwu Szara Godzina.