.RECENZJE · Wyd. Kobiece

„Biały kruk” J.L. Weil

biały kruk

Autor: J.L. Weil
Tytuł: Biały kruk
Tytuł oryginału: White Raven
Cykl: Raven #1
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 368

Życie Piper i jej młodszego brata zmienia się w ciągu jednej nocy. Po tragicznej śmierci ich matki lądują na idyllicznej wyspie pod opieką nieprzyzwoicie bogatej babci, której nigdy wcześniej nie spotkali. Dziewczyna zaczyna się buntować, bo jedyne co można robić w Raven Hollow to zanudzić się na śmierć.
Kiedy na drodze Piper staje zabójczo przystojny Zane Hunter, okazuje się, że życie na wyspie może być całkiem znośne. Między parą zaczyna iskrzyć, chłopak ma w sobie coś niezwykłego… coś nadprzyrodzonego i śmiertelnie niebezpiecznego. Dlaczego jednak trzyma ją na dystans?
Piper nigdy wcześniej nie zastanawiała się nad przeszłością swojej rodziny i była przekonana, że jest zwykłą nastolatką. Dlaczego wszyscy w Raven Hollow sprawiają wrażenie, jakby doskonale ją znali i co oznaczają niezwykłe tatuaże, które ożywają na jej oczach?
Kiedy ktoś próbuje zabić dziewczynę, staje się jasne, że ona i jej babcia muszą sobie dużo wyjaśnić. Kim jest Piper? Czym jest Zane? Czy ten cały nadprzyrodzony świat, który znała tylko z filmów może być prawdziwy?

Nigdy nie ukrywałam, że okładka ma dla mnie spore znaczenie w doborze potencjalnych lektur. W okładce Białego kruka zakochałam się od pierwszego wejrzenia, równie mocno w blurbie… czar prysł bowiem niedługo po tym, jak zabrałam się za czytanie. Liczyłam na lekki paranormal romance, ale się przeliczyłam.

Dlaczego czułam się rozczarowana? Miałam wrażenie, że książka jest o niczym. Niby coś się działo, ale tak jakby nie działo się nic. Początkowo łudziłam się jeszcze, że może po jakimś czasie historia nabierze rumieńców, niemniej moje nadzieje poległy bardzo szybko. Akcja jest ślamazarna, wydarzenia, które „kręcą” się wokół głównej bohaterki są jak wyrwane z kosmosu. W teorii powinny budować jakieś napięcie, wzmagać aurę tajemniczości, a tu? Kompletna dezorientacja, a przede wszystkim nuda. Denerwowała mnie również totalna niewiedza Piper odnośnie do swojej osoby, tego, że nikt nie był łaskaw oświecić jej, dlaczego non stop ktoś czegoś od niej chce i bynajmniej czegoś, na co ona miałaby ochotę.
Do tego całkowity brak polotu, emocji, czegoś takiego „wow”, co wyróżniłoby tę historię na tle innych, bo w tym stanie, Biały kruk po prostu ginie, rozmazuje się, wtapia się w „tłum” – jak zwał tak zwał.

Bohaterowie wykreowani przez autorkę są nijacy. Główna bohaterka to rozkapryszona pannica, która za cel swojej egzystencji stawia stawianie się babce i robienie tego, na co akurat ma ochotę bez głębszego zastanowienia. Kocha kłopoty, a one ją, niemniej gdyby była odrobinkę bardziej myśląca, w życiu by się w nie nie wpakowała… i wówczas ległaby fabuła, chociaż ona leży.
Zane na początku wzbudzał we mnie całkiem pozytywne odczucia, do chwili, w której nie zaczął zachowywać się jak superbohater i ciepłe kluchy w jednym. Bo niby nie powinien jej nic mówić, trzymać się od niej z daleka, ale najpierw wypaplał wszystko (z jednej strony chwała mu za to, bo w końcu coś się wyjaśnia, z drugiej lawirował niczym owieczka we mgle), a potem ratuje ją z każdej opresji, nie bacząc na odniesione obrażenia. Nastolatek. Aha.
Cała reszta zaś zupełnie ginie. Wydawać by się mogło, że postaci poboczne tworzą jakieś tło, podkreślają bohaterów pierwszoplanowych… No, ale cóż… jeśli Piper i Zane są nijacy, czegóż można się spodziewać po pozostałych?

J.L. Weil pomysł na książkę miała zacny, natomiast poległa na wykonaniu. To, że coś sensowniejszego zaczęło się dziać dopiero pod koniec powieści, jasno pokazuje, że nie podołała z przelaniem pomysłu na papier. W teorii bowiem autorka ma lekkie pióro, bo Białego kruka czyta się znoście, choć momentami działa nasennie, tyle tylko, że to nijak nie przemawia na plus książki, bo są dziesiątki innych, przy których milej spędzi się czas.

Podsumowując: Biały kruk okazał się niestety rozczarowaniem. Fabuła mnie nie wciągnęła, akcja okazała się przerażająco powolna, bohaterowie nijacy… A szkoda, bo mogłaby to być naprawdę fajna lektura. Zatem zadecydujcie sami, czy dacie się skusić okładce i, czy lektura okaże się dla Was ciekawsza i na tyle intrygująca, że dacie się skusić na drugi tom. Ja niestety pasuje na pierwszym.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.