.RECENZJE · Wyd. Uroboros

/Przedpremierowo/ „Dom wschodzącego słońca” Aleksandra Janusz-Kamińska

PREMIERA 04.04.2018

uro

Autor: Aleksandra Janusz-Kamińska
Tytuł: Dom wschodzącego słońca
Cykl: Miasto magów #1
Wydawnictwo: Uroboros
Liczba stron: 400

Gdy jest się szkolnym outsiderem, nic nie wydaje się proste. Dla Eunice Wight rzeczywistość okaże jeszcze bardziej skomplikowana, gdy za sprawą tajemniczej gry komputerowej odkryje, że świat, który ją otacza, to tylko część prawdy. W mieście bowiem, poza zwykłymi mieszkańcami, można spotkać wampiry, gargulce i potwory z sennych koszmarów. Eunice przekonuje się, że świat magii i baśni istnieje naprawdę, a ona sama jest trzynastym magiem Domu Wschodzącego Słońca. W mieście pojawia się jednak tajemniczy przybysz, a mieszkańcom Farewell grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. Przy pomocy geniusza informatyki Tima Hawkinsa, gwiazdy rocka Gabriela Shade’a i mistrza szermierki Lloyda Darka oraz tajemniczego Krzysztofa podróżnika i zakonnicy Weroniki Eunice stanie ramię w ramię, by zawalczyć o Świat Opowieści, którego w końcu stała się częścią.

Urban fantasy to nie do końca moje klimaty. Po tego typu powieści sięgam bardzo rzadko, tym razem jednak skusił mnie opis i hipnotyzująca okładka. Jednak wielokrotnie już się przekonałam, że ciekawy opis oraz ładna okładka nie zawsze gwarantują dobrą i niezapomnianą lekturę. Jak było tym razem?

Po lekturze Domu wschodzącego słońca mam mieszane uczucia. Mniej więcej do połowy miałam spory problem z wczytaniem się w książkę, a to dlatego, że składa się ona jakby z trzech opowiadań i „części właściwej”. I o ile owa „część właściwa” jest genialna, o tyle to, co ją poprzedza, jest nieco wybrakowane. Poznajemy bowiem część bohaterów, ich historie, ale są one takie… pobieżne i nijak ze sobą współgrające, choć stylistycznie i językowo nic im zarzucić nie można. Miała trochę takie wrażenie, jakby autorka nie do końca wiedziała, jak zacząć tę opowieść i zaserwowała trzy wstępy, a być może umiejscowienie ich, gdzieś indziej, jako retrospekcje bohaterów, wyglądałoby lepiej? Któż to wie…

Aleksandra Janusz-Kamińska ma bardzo przyjemny, lekki styl. Książkę czyta się zasadniczo szybko, fabuła wciąga – w przypadku pierwszych opowiadań brakło mi odrobiny więcej dynamizmu, zaś w tej „głównej” części autorce udało się zachować świetne tempo, podkręcone napięciem, które działa niczym czytelniczy magnes. Opisy są niezwykle barwne językowo, czytając, ma się wrażenie, że spaceruje się po mieście Farewell, w którym na każdym kroku można natknąć się na nadprzyrodzoną istotę, nawet o tym nie wiedząc.

Dom wschodzącego słońca to harmonia dialogów i opisów. Autorce udało się wyważyć ilość obu składników tak, by potencjalnie dłuższe opisy nie przytłaczały czytelnika oraz by dialogi miały w sobie nutę naturalności, nawet jeśli mowa o magii, telepatii, uzdrawianiu itd. Może tylko czasem raziły mnie zastosowane przekleństwa. Jednak w ustach młodej panny, nawet zbuntowanej, nie przystoi ich nadużywanie. 🙂

Bohaterowie wykreowani przez autorkę to magowie wielu specjalizacji, co podkreślała ona w wielu momentach, zatem każdy odznacza się różnorakimi talentami, ale i charakterami. Nie brakuje im także zwyczajnie ludzkich cech, co czyni ich bardziej przystępniejszymi w odbiorze.
Nie brak oczywiście czarnych charakterów, głównie istot nadnaturalnych, które świetnie podkreślają walkę dobra ze złem.

Podsumowując: Obraz Farewell odmalowany ciemnymi barwami, gdzieniegdzie poprzeplatanymi jaśniejszymi, żywszymi barwami, na którego ulicach rozgrywa się walka o przyszłość jego mieszkańców okraszony odniesieniami do mitologii germańskiej i greckiej, gdzie baśń przeplata się z fikcją literacką. Dom wschodzącego słońca to lektura dla fanów gatunku – to niezaprzeczalne, ale także dla tych, którzy mają ochotę na rozrywkę na wysokim poziomie.
Zmierzcie się z odświeżoną historią Aleksandry Janusz-Kamińskiej i… niecierpliwie oczekujcie jej kontynuacji… Ja czekam!

Polecam!

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Uroboros.

Reklamy

Jedna myśl na temat “/Przedpremierowo/ „Dom wschodzącego słońca” Aleksandra Janusz-Kamińska

  1. Z tego, co widzę po recenzjach, tylko ja przepadłam już na początku powieści i wobec pierwszych trzech cząstek jestem mało krytyczna 🙂 Chociaż jak teraz o tym myślę, to racja, historie Lloyda i Gabriela mogłyby być bardziej rozbudowane, chociaż co do Gabrysia, wiele można wywnioskować z tego, co autorka zdradziła do tej pory. Mam nadzieję jednak, że „Mandala” naprawi to, na co wszyscy narzekamy, bo to naprawdę fajna historia.
    Pozdrawiam

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s