.RECENZJE · Wyd. Edipresse Książki

„Moje miejsce na ziemi” J. Daniels

mojemiejscenaziemi

Autor: J. Daniels
Tytuł: Moje miejsce na ziemi
Tytuł oryginału: Where I Belong
Cykl: Alabama Summer #1
Wydawnictwo: Edipresse Książki
Liczba stron: 320

Gdy Mia Corelli wraca na lato do Alabamy, żeby spędzić je z Tessą, najlepszą przyjaciółką z dzieciństwa, jedyną rzeczą, jakiej się obawia, jest spotkanie z bratem przyjaciółki, Benjaminem Kelly, największym dupkiem we wszechświecie. Mia nienawidzi go z całego serca i nie chce go już więcej oglądać. Przed wyjazdem postanawia oddać dziewictwo pierwszemu lepszemu mężczyźnie i przez przypadek, zupełnie nieświadomie, oddaje je właśnie Benjaminowi.
Ben nie może zapomnieć o dziewczynie, z którą spędził noc, i jest przekonany, że już nigdy jej nie spotka – aż do następnego popołudnia, gdy widzi ją na leżaku, opalającą się z jego siostrą.
Mia chce go nienawidzić, chociaż nie potrafi o nim zapomnieć. Ben chce udowodnić, że nie jest już tym samym okrutnym chłopakiem sprzed kilku lat.
Co się stanie, gdy osoba, o której istnieniu chce się zapomnieć, staje się osobą, bez której nie można żyć?

Zastanawiałam się jak ugryźć opinię o tej powieści i co napisać w momencie, gdy opis jest nieomalże streszczeniem książki. A poza tym historia sama w sobie nie jest ani szczególnie oryginalna, ani intrygująca… Ot coś na kształt taniego harlequina z dodatkiem „ostrzejszych” scen, których ostrość zawiera się w cudzysłowie.

Przeczytawszy pierwsze rozdziały tejże powieści, wiedziałam, jak historia się zakończy, ba! to, co działo się w tak zwanym międzyczasie, było równie przewidywalne, jak to, że po wiośnie nastaje lato, po lecie jesień itd. Autorka z uporem maniaka próbowała ubarwić historię, wrzucając w nią różnorakie wątki, które momentami zakrawały na absurd, będąc tak niespójne z całością, że… ciężko było zrozumieć, po jakie licho to się dzieje…

I tak o to przebrnięcie przez „wzburzaną” relację Mia-Ben zajmie Wam bardzo mało czasu, książkę bowiem czyta się szybko. I bardzo dobrze… Przejście od nienawiści do miłości (raczej czegoś na jej kształt) jest drogą przez emocjonalną mękę nie tylko dla bohaterów.
Chyba najbardziej w pamięci zapadło mi przemyślenie Mii, jakoby nie chciała być TAKĄ suką, więc powinna dać mu drugą szansę. Serio? Ok, druga szansa człowiekowi się należy, to nie podlega dyskusji (chociaż?)… tylko nie taka, której pretekstem do jej dania, jest to, że można naparzać się z kolesiem niczym króliki w okresie rui…

Dziwnym i abstrakcyjnym jest także ciąg magicznych (idealne słowo) zdarzeń, po tym, jak Mia i Ben są świadomi tego, co robili noc wcześniej… Jak już wspomniałam wszystko, co się dzieje, zmierza ku happy endowi, ale… to jak do niego zmierza… ach!
Zastanawia mnie na przykład fakt, jak kilka godzin po tym, jak umiera Wam ktoś bliski, pędzicie na łeb na szyję do osoby, którą kochacie (choć ta biorąc pod uwagę znaki na niebie i ziemi Was niekoniecznie, bo nie odbiera od Was telefonów), a następnie… gzicie się na tylnym siedzeniu auta gdzieś na drodze (parkingu) między miastami!… Jakoś nie jestem sobie tego w stanie tego wyobrazić… być może to moja uboga wyobraźnia… chociaż nie, to po prostu jest absurdalne…

Kolejna rzecz to rozładowywanie stresów i napięć przez głównych bohaterów w łóżku. Ustalmy coś na wstępie. Seks na zgodę jest ok, ale pieprz***e się za każdym razem, gdy przytłacza nas stres… To nadaje się do leczenia…
I nawiązując już do tych scen, autorka zgubiła w ten sposób jakikolwiek emocjonalny aspekt tej sfery. Zamiast ukazać emocje, jakie „dzieją się” między dwojgiem ludzi otoczonych chmurką miłości, zaserwowała opisy seksu, które można porównać do opisów porządków domowych… Robili to, to i to… Dziękuję. Scena zamknięta. Gdzie tu więc ta (potencjalna) miłość i sens? Nigdzie. Spakowała się i wyszła, nim oni zdążyli zamknąć drzwi sypialni (po raz pierwszy).

Kreacje bohaterów nie zachwycają. Ciężko znaleźć w nich coś, co by ich wyróżniło, biorąc pod uwagę, że oboje myślą tylko tymi partiami ciała, które umiejscowione są pomiędzy udami. Nie pomaga nawet miłość do matki czy dziecka, które może minimalnie ocieplają ich wizerunki… niemniej to ciągle za mało, by dało się ich polubić…

Podsumowując: Moje miejsce na ziemi skutecznie odstraszyło mnie od innych powieści J. Daniels. Nie chce na własnej skórze przekonywać się, cóż za cuda mogłabym jeszcze zobaczyć… i których odzobaczenie jest niemożliwe. Niemniej, jeśli chcecie przeczytać coś, co nie będzie wymagało od Was krzty wysiłku, ta powieść nada się idealnie… Ale pamiętajcie… Tylko na własne ryzyko.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Edipresse Ksiażki.

Jedna myśl na temat “„Moje miejsce na ziemi” J. Daniels

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s